Znali się z dawnych czasów, Karol zatem mógł się zachować swobodnie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Przez chwilę wahała się - to, co chciała zrobić, nie było zakazane przez zwyczaj, ale mógł dokonać tego tylko ktoś bardzo poruszony, w sytuacji, która go...
- Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Trzecią córką regenta, z którą najtrudniej sobie radził, była panna de Valois; ojciec nie mógł się oprzeć podejrzeniu, że jest ona metresą diuka de...
- Śledzili oni również kilka czynników, z którymi ich nastrój mógł być skorelowany, na przykład ilość snu ostatniej nocy oraz pogodę...
- Dodatkowego egzaminu nie planowano, więc Harmon mógł zaspokoić ciekawość, przekonać się co do zdolności Keogha i jednocześnie uniknąć zamieszania...
- Zastanawiając się nad tym, czym mógł się zajmować Orgevald, gdy był jeszcze normalnym człowiekiem, Grey poszedł spać, odruchowo drapiąc świeże ukąszenia...
- Pozostał jednak w pozycji “pług" wzmacniając w ten sposób proprioceptywne doświadczenie aż do chwili, gdy nie mógł dłużej tak wytrzymać...
- Uświadomił sobie, że prawdopodobnie nie ma racji, nie widząc rywala w Borsku Fey'lyi, ale nie mógł się teraz rozpraszać...
- Ulegając prośbom Doriana, Tom i Mansur podtrzymali go, by mógł ucałować ostatni raz usta żony...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Co się stało? - spytał z grzecznym współczuciem, nie udając wcale, że nie widzi jej łez.
- Stało! - prychnęła z furią konkubina. - Nie widzi pan? O kant tyłka potłuc tę całą elektronikę! Dwa samochody dziś w nocy ukradli, a mnie do tego jeszcze całą skrzynkę szampana! Z garażu! Z zabezpieczeniem, z tym całym dżi pi esem, czy jak to się tam nazywa! Bramy się nie chcą zamykać, dom na przestrzał otwarty, coś zepsuli albo zmienili, gardło nam mogą poderżnąć, kiedy im się spodoba!
Kto miałby to gardło podrzynać, Karol nie spytał, bo sprawa była jasna. Podwójna kradzież zainteresowała go, a nawet zaniepokoiła. Spytał o szczegóły.
Konkubina zaprosiła go dalej, kropnęła sobie przy barku kielicha na uspokojenie i pstryknęła elektrycznym czajnikiem. Świadoma, że Karol jest samochodem, nie nakłaniała go do mocniejszych napojów.
- A ten gnój uciekł, widział pan? - mówiła gniewnie w trakcie przyrządzania dla gościa herbaty. - To oni mi alarmy zakładali, jego firma, i teraz wyszło na jaw, że czegoś tam nie podłączyli, wylgują się, jeden na drugiego zwala, jak nie mieli spółki z tymi złodziejami, to ja jestem chiński cesarz. U sąsiada też. Zaskarżyłabym ich do sądu, ale pieniędzy i tak mi nie zwrócą, bo ubezpieczenie zapłaci, to na co mi ten kołowrót, strata czasu i zdrowia. Allianz powinien ich skarżyć! I Warta! A nie my!
Z tym Karol zgadzał się w pełni, dawno już dziwiło go, że instytucje ubezpieczające lekceważą sobie całkowicie kwestię wyłapywania sprawców kradzieży i z lekkim sercem godzą się na straty. Nie tylko dziwiło, także irytowało, bo ostatecznym rezultatem było podnoszenie wysokości składek, a z jakiej racji on miał płacić za cudze niedbalstwo? Gorliwie poparł zdanie konkubiny.
- A bramy...?
- A ja wiem, jak oni te bramy otworzyli? Też na pilota! Coś musieli wyłączyć czy uszkodzić, ja się nie znam, ale teraz sam pan widział, ruszyć tego nie można. Nie chodzi, ani drgnie, na siłę też nie daje rady, całkiem się zablokowało i nikt nie wie, co zrobić.
- Drzwi od garażu też?
- Drzwi od garażu zwyczajne były, ale pod domowy alarm podłączone. I co? Wyłączyli wszystko, ani pisnęło!
- I nikt nic nie słyszał?
Konkubina wzruszyła ramionami i podsunęła mu szklankę z herbatą.
- Ja nic. Rano zobaczyłam, a i to nie od razu, bo nawet nie spojrzałam przez okno. Dopiero jak mi tu sąsiad do drzwi zadzwonił, zdziwiłam się, że nie do furtki, i popatrzyłam. Mało na serce nie padłam!
Dolała sobie koniaku i chlupnęła z energią. Trzęsącymi się rękami zapaliła papierosa.
- I wszystko, co w samochodzie - ciągnęła z goryczą. - Wie pan, jak to jest, człowiek różne rzeczy wozi, sama już nie wiem, co miałam w bagażniku. A u sąsiada podobno gosposia się obudziła i widziała samochód w bramie, ale myślała, że to pan wyjeżdża, więc co się miała wtrącać. Oni się akurat ostro kłócili... Rano wyszło na jaw, że pan w domu, garaż otwarty, samochodu nie ma, a potem dopiero zauważyli, że i u mnie wszystko na oścież, no więc przyszli zapytać...
Karol bardzo źle pomyślał o gosposi. Wniosek, że kłócić się należy po cichu, tak, żeby nikt nie słyszał, nie miał do niego dostępu. Przelotnie zastanowił się, co by było, gdyby wszyscy zerwali się z łóżek i czynnie zaprotestowali przeciwko kradzieży, zarazem dzwoniąc gdzie popadnie, alarmując i wzywając policję.Można by w złodziei czymś rzucać... Lepiej strzelać, ale nie ma z czego...
Przypomnienie, że sam mieszka na terenie podwójnie strzeżonym, sprawiło mu wielką przyjemność, która pozwoliła okazać konkubinie szczere współczucie. Troskliwie wypytał o wszystkie rodzaje zabezpieczeń, stosowane u niej i u sąsiada, doznał dodatkowej satysfakcji na myśl, że u siebie wymyślił lepsze, po czym dyplomatycznie przystąpił do załatwiania swojego interesu.
Udało mu się. Rozdygotana, rozgoryczona i zniechęcona do życia konkubina wyjawiła mu nawet więcej niż chciał, jednakże w ostatniej chwili ocknął się w niej handlowy instynkt. Nazwisko i adres figuranta, proszę bardzo, ale nie za darmo.
Gdyby nie zadowolenie z samego siebie, wzmożone popełnioną tu kradzieżą, Karol wdałby się w ostre targi i poskąpił ekwiwalentu. Nastrój, w jaki popadł, pozwolił mu okazać pobłażliwą hojność. Bez wielkich korowodów kupił po prostu upragnione informacje za całkiem rozsądną kwotę, która zdecydowanie podbudowała samopoczucie konkubiny, a jemu żadnej zgryzoty nie przyczyniła. Wydał pieniądze, niech będzie, za to czasu zbyt wiele nie stracił i zyskał mnóstwo dodatkowej wiedzy praktycznej. Opłacało się.
Deszcz znów zaczął siąpić, pojechał zatem wprost do domu.
* * *