skiego, starożytnej idzie, że sam będę pomocny do wszystkiego dobrego...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- włącznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywają stylem winietowym – sposób malo- wania przypominał wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- Jest to przede wszystkim wyraz błagania… a jednak czai się w nim podejrzenie! Ach, do licha z tymi podejrzeniami! Gdybym chciał o nim rozpowiadać, zrobiłbym to już...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wiecie WMć bardzo
dobrze, że i na mnie w tej Rzplitej (za łaską Bożą) cokolwiek zależy i beze mnie ani wojna
uchwalona być nie może, ani pokój stanowiony, a ja pierwszy wnętrznej wojny nie życzę”
etc...
Powstały zaraz tedy tumulty za i przeciw, ale list w ogóle podobał się i pułkownikom, i
nawet „towarzystwu”. Niemniej przeto w pierwszej chwili nie można było niczego zrozumieć
ani dosłyszeć dla wielkiej furii, z jaką nad pismem rozprawiano. „Towarzystwo” podobne
było z dala do wielkiego wiru, w którym wrzało, kotłowało się i huczało mrowie ludzkie. Puł-
kownicy potrząsali piernaczami i przyskakiwali sobie z pięściami do oczu. Widziałeś twarze
czerwone, rozpalone oczy, pianę na ustach, a wszystkim partyzantom dalszej wojny przewo-
dził Erazm Czarnota, który wpadł w szał prawdziwy. Chmielnicki też patrząc na jego wście-
kłość bliskim był wybuchu, przed którym cichło zwykle wszystko jak przed rykiem lwa. Ale
pierwej jeszcze wskoczył na ławę Krzeczowski, piernaczem machnął i krzyknął głosem do
grzmotu podobnym:
– Czabanować wam, nie radzić, raby pogańskie!
– Cicho! Krzeczowski chce mówić! – krzyknął pierwszy Czarnota, który spodziewał się, iż
przesławny pułkownik za wojną będzie przemawiał.
– Cicho! cicho! – wrzeszczeli inni.
Krzeczowski był niezmiernie szanowany między kozactwem, a to dla wielkich usług, które
oddał, dla wielkiej głowy wojennej i – dziwna rzecz – dlatego, iż był szlachcic. Uciszyło się
więc zaraz i wszyscy czekali z ciekawością, co powie; sam Chmielnicki utkwił w niego wzrok
niespokojny.
199
Ale Czarnota mylił się przypuszczając, iż pułkownik za wojną wystąpi. Krzeczowski by-
strym swym umysłem zrozumiał, iż teraz albo nigdy mógł uzyskać od Rzplitej owe starostwa i
dostojeństwa, o których marzył. Odgadł, że przy pacyfikacji Kozaków jego przed wielu inny-
mi będą się starali ująć i zaspokoić, czemu pan krakowski, jako w niewoli będący, nie będzie
mógł przeszkadzać; więc też odezwał się w takie słowa:
– Rzecz moja bić, nie radzić; ale gdy do rady przyszło, poczuwam się też do tego, abym
swoje zdanie powiedział, gdyżem na taki wasz fawor, jak i inni, jeżeli nie lepiej zarobił. Po to
my wojnę podniecili, aby nam nasze wolności i przywileje zostały powrócone, a pisze woje-
woda bracławski, że tak być ma. Więc albo będzie, albo nie będzie. Jeśli nie będzie, tak woj-
na, a jeśli będzie – pojój! Po co darmo krew lać? Niech nas zaspokoją, a my czerń uspokoimy
i wojna ustanie; nasz bat’ko Chmielnicki mądrze to wszystko ułożył i obmyślił, aby my po
stronie najjaśniejszego króla jegomości stanęli, któren nagrodę za to nam da, a jeśli panięta się
sprzeciwią, tedy pozwoli nam z nimi pohulać – i pohulamy. Tego bym tylko nie radził, by
Tatarów odprawiać: niech koszem na Dzikich Polach zapadną i leżą, póki nam wóz lub prze-
wóz.
Chmielnicki rozjaśnił twarz słysząc te słowa, a pułkownicy w ogromnej już większości po-
częli wołać, by wojnę zawiesić i posłów do Warszawy wysłać, a pana z Brusiłowa prosić, by
sam dla układów przybył. Czarnota krzyczał jeszcze i protestował, ale pułkownik oczy groźne
w niego utkwił i rzekł:
– Ty Czarnota, hadziacki pułkowniku, o wojnę i krwi przelanie wołasz, a gdy pod Korsu-
niem szli na cię petyhorcy pana Dmochowskiego, toś jak pidswynok kwiczał: „Braty ridnyje,
spasajte!”, i uciekałeś przed całym twoim pułkiem.
– Łżesz! – wrzasnął Czarnota – jać się nie boję ni Lachiw, ni ciebie.
Krzeczowski piernacz w ręku ścisnął i ku Czarnocie skoczył; inni też poczęli pięściami
okładać hadziackiego pułkownika. Tumult znowu począł się wzmagać. Na majdanie „towa-
rzystwo” ryczało jak stado dzikich żubrów.
Wtem powstał znowu sam Chmielnicki.
– Mości panowie pułkownicy dobrodziejstwo! – rzekł. – Za czym ustanowiliście, aby po-
słów do Warszawy wysłać, którzy służby nasze wierne najjaśniejszemu królowi jegomości
zalecą i o nagrodę prosić będą. Ale też kto chce wojny, ten ją mieć może – nie z królem, nie z
Rzecząpospolitą, bo my z nimi nigdy wojny nie prowadzili, ale z największym niedrugiem
naszym, któren już cały od krwi kozackiej czerwony, który pod Starcem jeszcze się w niej
umazał i teraz mazać się nie przestaje, w nieżyczliwości dla wojsk zaporoskich trwając. Do
którego ja pismo i posłów wysłałem prosząc, aby onej nieżyczliwości zaniechał, a on ich ty-