serca szanowała męską ofiarność...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Nie mogłem pojąć, jak to się stało, gdy nagle z przeciwnej strony wypadł na mnie mój ordynans i zasypawszy mnie gradem płynących z serca powinszowań wyłożył mi...
- prostszego i bardziej przekonującego sposobu oświadczenia, Ŝe ja uwaŜam cię za Ŝe - kolejny raz - poczuł, jak z jego serca znikają resztki chłodu...
- purytańskie reguły kodeksu postępowania - wzięli sobie do serca te nauki...
- omyliło mię przeczucie serca...
- Badacze uważają, że istnieje związek między tym imieniem a huryckim terminem ofiarnym azazhum/azuzhi, który ma się wywodzić z rdzenia semickie-go...
- Czy pikno jest przymiotem kobiet?1 1 73 0 0 108 1 ff 1 32 1Jest to oczywicie cecha mska...
- Metody przetwarzania AC Przetworniki delta Przetworniki delta charakteryzują się błędami przy szybkich zmianach sygnału...
- Richie przekazał butelkę Bobbyâemu, który pociągnął sporego łyka, mimo że nie znosił smaku owocowego wina...
- — Gdzie jesteśmy? — odważyłam się zapytać...
- Mnożniki nierówne sobie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
I, odwróciwszy się, głośno krzyknęła: — Dzię-
kuję ci, chłopczyku!
Nic więcej już nie krzyknęła, ponieważ rozszlochała się. I tym szlochem opła-
kiwała wszystko: swą dziewczęcą wolność, szybkość nie mogących rozkwitnąć
uczuć, przyjemne z powodu zaskoczenia leżenie w zakurzonym kufrze i połyski-
wanie przedmiotów siecznych w ręku rywali. . .
— Dobrze, że sąsiedzi do nas przybiegli i powiadomili — mówił tymcza-
sem Udałow popędzając Maksymkę do domu. — Przełącz, powiadają, na inny
program, młodzieżowy. Tam twój Maksymka w sześćdziesiątym drugim odcinku
nielegalny udział bierze. No nie, powiadam, nie może być, bo Maksymka lekcje
odrabia w swoim pokoju. Ale sprawdziłem — a ciebie nie ma! Kto ci pozwolił
bez pytania włazić do programu? Przecież wiesz, że nas za to odłączą?! I będą
mieli rację! Zapomniałeś, jakie kłopoty miał Łożkin w ubiegłym roku?
Maksymka nie zapomniał, ale nie bardzo się przejmował problemami Łożki-
na. Stary Łożkin oglądał serial z życia sierżanta Pilipienko. Cóż może być po-
wszedniejszego? Kryminał jak kryminał, policyjna powieść z życia prowincji.
Ty jesteś widzem, sierżant Pilipienko — głównym bohaterem. Ale nagle staremu
Łożkinowi wydało się, że kiedy Pilipienko szukał na miejskim targowisku skra-
dzionych kół od łady, jeden z przyjezdnych handlarzy dał mu łapówkę. No, może
i dał, ale Pilipienko raczej nie wziął. Nie jest on drobiazgowy, naprawdę! I wie, że gra w serialu. A Łożkin nie miał prawa wtrącać się do reguł wieloodcinkowego żywota. Nikt mu nie pozwalał pisać listu na Pilipienkę do komendy miejskiej mi-licji! Z przytoczeniem faktów i podejrzeń. Pilipienkę, rzecz jasna, zdjęli i ukarali.
Ale dwieście czterdzieści siedem rodzin miasta Wielki Guslar, które codziennie oglądały serial z życia sierżanta, zostało bez widowiska i nigdy już nie dowiedzą się, kto buchnął koła od łady i obrobił budkę z piwem. A to niemały cios w kulturę.
Tak więc Łożkina słusznie odłączono. Musi być jakaś kara — nie wolno mie-
szać widowisk z parszywym życiem!
Wszystko to Udałow w marszu przypomniał wnukowi, a ten słuchał, posępnie
gapiąc się na boki i potykając z tego powodu. W nosie miał wnuk problemy Łoż-
kina, eksplodowała w nim pierwsza miłość, a. dorośli tak uparcie i niezręcznie zalewali ją wyrzutami i pouczeniami.
Najgorsze obawy Udałowa zaczęły się spełniać, kiedy doszli do swojego do-
mu. Pod plamą światła z samotnej latarni, świecącej nad bramą na podwórko,
zebrała się zwarta, ciemna grupa ludzi.
177
Na widok zbliżających się Udałowych, od grupy oddzielił się krzepki mężczyzna w kapeluszu nasuniętym na uszy.
Zastąpił im drogę i zatrzymał władczym gestem dłoni. Na dłoni miał czarną
metkę.
— O nie! — zakrzyknął Korneliusz Iwanowicz. — Ja sam będę codziennie lał
tego nieroba! Proszę nie karać całej naszej rodziny. Nie możemy zostać pozba-
wieni kulturalnego widowiska.
Ale mężczyzna w kapeluszu nic nie odpowiedział Udałowowi. Odwrócił się
i odszedł ulicą. Za nim — pozostali. Ulica opustoszała.
— No i widzisz, coś nam narobił?! Jesteśmy teraz wyklęci.
Maksymka uporczywie milczał. Zresztą, co miał niby powiedzieć? Że gdy-
by nawet przewidział wszystkie konsekwencje swoich postępków, to i tak nie
zmieniłby swego zachowania? Miłość dopada człowieka nieoczekiwanie, jak ce-
gła w głowę. I najczęściej — raz w życiu.
Kiedy weszli na podwórko, z mroku, zza krzewów bzu już częściowo prze-
kwitłych, wybiegły dwie dziewczynki — córki Afinogenowych z sąsiedniego po-
dwórka. Obie trzymały w rękach po bukiecie astrów.
— Bierz, Maksymka, jesteś prawdziwym bohaterem — powiedziała jedna.
A druga tylko chlipnęła, cmoknęła Maksymkę w policzek i też podała mu
bukiet. I dziewczynki uciekły.
— A to co znowu znaczy? — rozeźlił się Korneliusz i chciał odebrać wnukowi
kwiaty, ale ten nie oddał.
— To jest uznanie, dziadku — powiedział. — Tobie, być może, nikt nie poda-
rował nigdy kwiatów, a mnie zaczęli w wieku dwunastu lat, rozumiesz?
— Gdzieś ty się wychowywał, co? Kiedy cię straciliśmy? — zatroskał się
głośno Udałow, ale wnuk nie odpowiedział na te pytania.
Kiedy weszli do mieszkania, przy stole siedział i pił herbatę ich sąsiad z dołu, profesor Lew Christoforowicz Minc. Ksenia krzątała się przy gościu, częstowała ciasteczkami i herbatniczkami domowego wypieku. Bezskutecznie. Minc nie miał
na nic ochoty.
— No i masz — powiedział na widok Udałowych. — Wychodzi, że dobre
zamiary prowadzą prosto do piekła. Macie czarną metkę?
— Tak — powiedział Udałow i podał ją Mincowi.
Na czarnym kółku wielkości dłoni napisano kredą: ODSUNI ĘCI OD SERIA-
LI NA MIESIĄC — Miesiąc — powiedział w zamyśleniu Minc. — Ostro zabrali
się za widzów.
— Przez ten miesiąc akcja posunie się tak daleko, że za rok nie dogonimy —
powiedział Udałow.
— Albo i wszyscy powymierają — dodała Ksenia.
— Będziemy do nich chodzić i podglądać przez płot — powiedział Maksym-
ka, a wszyscy na te słowa popatrzyli na niego z wyrzutem.
178
Podglądanie należało do tak złego tonu, że — uznali — chyba przyszło im zrezygnować z tak zepsutego dzieciaka.
Nawet miły Lew Christoforowicz z wyrzutem pokiwał głową.
Nie bez powodu czuł się winny i przyszedł do Udałowych, gdy tylko usły-
szał o nieszczęściu, jakie ich spotkało. Przecież to właśnie profesor Minc, po tym, jak w Rosji przestała działać telewizja i kraj podzielił się na sześćset czterdzieści dwa niezależne państwa, zaproponował guslarczykom proste i zarazem genialne
wyjście z sytuacji: oglądać samych siebie. W tym celu cały Wielki Guslar zo-
stał połączony mnóstwem rur i pudeł, nie pominięto ani jednego domu, ani jedno mieszkanie nie zostało wyłączone z systemu wspólnej telewizyjnej sieci miasta.
Od tej chwili każdy mógł wieczorem oglądać wydarzenia, albo i brak takowych,