purytańskie reguły kodeksu postępowania - wzięli sobie do serca te nauki...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie mają w miarę rozwinięty przemysł – dodał po chwili – będziemy musieli sprawić sobie trochę odtylcowych...
- 08 Przynocie wic owoc godny nawrcenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bg moe wywie synw Abrahamowi...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Każda służba jest wyborem pomiędzy zagarnianiem ku sobie, a darzeniem, dawaniem ze siebie, a więc uczy miłości wedle podobieństwa do miłości Boga, czyli...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- w swej głowie wymalował, iż potym sztychując ono z rzeczą prawdziwą a widomą, chocia sama w sobie onad rzecz była dziwnie osobna, jednak przeciwko onej...
- - Na fajki gracie? Kurcze, to już hazard! Szef jak się dowie to nas zjebie!- No co ty! Wiesz, przecież pooddajemy sobie te fajki na końcu...
- — Wszyscy będziemy sobie potrzebni, i to już niedługo — odparł tonem prze- powiedni Amerykanin...
- — Czy Weyr zbadał w końcu te pędraki? — spytał P’tero, nagle przypominając sobie cel ekspedycji...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
mu wstąpić do wojska i po kilkumiesięcznym szkoleniu w piechocie został
Mimo że szkoła słynęła z surowej dyscypliny, wielu podchorążych dało się
przyjęty do szkoły lotniczej w Dęblinie. Równie przerażona fascynacją syna
poznać w równym stopniu z umiejętności pilotażu, co z pozasłużbowych
lataniem pani Ferić - nauczycielka, którą porzucił mąż Chorwat - o tym, że
eskapad i grania na nosie przełożonym. Znane były przypadki, że chcąc popisać
Mika złożył podanie do Dęblina, dowiedziała się, podobnie jak pani Zumbach,
się przed dziewczynami, młodzi piloci przelatywali pod mostami lub między
dopiero gdy go tam przyjęto.
wieżami kościoła, a jeśli zdarzyło im się podczas lotu napotkać napuszonego,
dumnego ułana, śmigali nad nim lotem koszącym, żeby spłoszyć konia.
Pod koniec lat trzydziestych największymi zawadiakami w Dęblinie byli
Zumbach, Ferić i Witold Łokuciewski, były oficer kawalerii, ciemnowłosy,
Dęblin leży ponad sto kilometrów na południe od Warszawy, na trawiastej
o chłopięcej urodzie aktora filmowego i frapujących manierach urodzonego
równinie obrzeżonej niewysokimi wzgórzami bobrownickimi. Siedziba szkoły
hazardzisty. Łokuciewski, pochodzący ze starej rodziny ziemiańskiej ze wschodlotniczej mieści się w XVIII-wiecznym pałacu, który car Mikołaj I zajął w 1825
niej Polski, był jednym z tych kawalerzystów, którym nisko lecące samoloty
roku po wygnaniu właściciela, księcia Jabłonowskiego, na Syberię za udział
z Dęblina umyślnie płoszyły wierzchowce. Nie przeklinał jednak pilotów jak
w przygotowywaniu powstania antyrosyjskiego. Pięć lat później oddał pałac
inni (prawdę mówiąc, nie przepadał za końmi), tylko marzył o porzuceniu
z białymi kolumnami swojemu generałowi, który stłumił kolejne powstanie
przyziemnej, „czterokopytnej" egzystencji i wzbiciu się w przestworza. Dlatego
przeciwko rosyjskiemu ciemięzcy. Kiedy w 1918 roku Polska odzyskała nieskorzystał z pierwszej okazji, żeby dostać się do Dęblina.
podległość, nowy rząd przekazał otoczoną wspaniałymi trawnikami i ogrodami
Zumbach, Ferić i Łokuciewski, zwani w czasie drugiej wojny światowej
rezydencję lotnictwu wojskowemu.
„trzema muszkieterami", w szkole lotniczej bez przerwy wpadali w tarapaty.
W latach dwudziestych i trzydziestych do szkoły w Dęblinie wpłynęło
Lokata na roku zależała w znacznej mierze od sprawowania się podchorążego
mnóstwo zgłoszeń - tak duże było w Polsce zainteresowanie awiacją. W roku
i jego gotowości do wykonywania rozkazów. W roczniku 1938 Łokuciewski
1936 spośród sześciu tysięcy młodych mężczyzn, ubiegających się o dziewięćukończył szkołę na miejscu przedostatnim, Ferić na ósmym od końca, dziesiąt miejsc na pierwszym roku, przyjęto między innymi Jana Zumbacha
a Zumbach na trzydziestym ósmym od końca. Według historyka Polskich Sił
i Mirosława Fericia. Nowi podchorążacy pochodzili ze wszystkich warstw spo
Powietrznych „trzech muszkieterów" interesowały w Dęblinie przede wszystkim
łeczeństwa. Synowie właścicieli ziemskich zostali kolegami synów nauczycieli,
„kobiety, wino i śpiew — a na samym końcu nauka".
górników, artystów i chłopów. Zaraz po przyjeździe ci będący przyszłością
Owszem, ale za to jak latali! Nie dość, że wytrzymali szkolenie w Dębli
Polski młodzi mężczyźni zanurzali się w przeszłość swego kraju. Posiłki jedli
nie — trudne i męczące jak każde szkolenie lotnicze na świecie — to osiągali
w dwustuletniej rezydencji z parkietami i kryształowymi żyrandolami, a oprócz
najlepsze wyniki. Po wymagających zajęciach teoretycznych z aerodynamiki,
sztuki pilotażu opanowywali także sztukę bycia dżentelmenem. Nauczono ich,
nawigacji, fizyki i mechaniki uczyli się latać na różnych typach maszyn.
26 SPRAWA H O N O R U
A ponieważ prymitywne, z reguły stare samoloty szkoleniowe z otwartymi
R O Z D Z I A Ł D R U G I
kabinami często się psuły, wszystko to razem, zgodnie ze swoistym lotniczym
darwinizmem, czyniło z tych, którzy przetrwali, jeszcze lepszych pilotów. Bezustanna czujność, umiejętność obserwacji oraz improwizacji były z konieczności ważnymi elementami szkolenia polskich pilotów. „Uczono nas przeszukiwać
wzrokiem niebo, patrzeć na wszystkie strony, nie tylko przed siebie - powiedział
jeden z polskich lotników. - W swoim czasie, wypatrując wroga, potrafiłem
obracać głowę o prawie sto osiemdziesiąt stopni, naprawdę! O sto osiemdziesiąt
„NARÓD, KTÓRY NIE CHCIAŁ UMRZEĆ"
stopni!" Latający potem z Polakami amerykańscy i brytyjscy piloci zaświadczali,
że widzieli oni niebo - całe niebo - lepiej od innych.
Polscy piloci uczyli się też brawury. Jedno z ćwiczeń polegało na dwójkowym
locie skrzydło w skrzydło, zawróceniu i skierowaniu się na pełnym gazie wprost
na trzeci samolot, lecący z naprzeciwka. Z kursu wolno było zboczyć w ostatniej
chwili. Zgodnie z rozkazem walący prosto jak strzała na nadlatującą maszynę
Zumbach czekał... czekał... dopóki nie zobaczył oczu drugiego pilota. Dopiero
wtedy wyrwał w bok, pewny, że za ułamek sekundy doszłoby do zderzenia.
Syn znanego prawnika z Florydy, Merian Cooper, był zafascynowany Polską
od najmłodszych lat. Dorastając w Jacksonville na przełomie stuleci,
Kiedy wylądował, dumny ze swoich stalowych nerwów, usłyszał od dowódcy
nieraz słyszał o przyjaźni łączącej prapradziadka, pułkownika Johna Coopera,
reprymendę: „Za wcześnie pan skręcił, Zumbach!"
z Kazimierzem Pułaskim. Opowieści o wspaniałej, lecz tragicznej przeszłości
Po Dęblinie świeżo upieczonych podporuczników wysyłano do jednostek
Polski, które snuł pułkownikowi polski bohater wojny o niepodległość Stanów
lotniczych w całym kraju na jeszcze intensywniejsze szkolenie. Zumbach
Zjednoczonych (zwanej też rewolucją amerykańską), przekazywano w rodzinie
i Ferić dostali najlepszy przydział - do 111 Eskadry Myśliwskiej im. Tadeusza
Cooperów z pokolenia na pokolenie. Mały Merian słuchał ich z zapartym
Kościuszki. W romantycznym, brawurowym świecie lotnictwa polskiego
tchem.
Eskadra Kościuszkowska cieszyła się wyjątkową sławą. Utworzyli ją w 1919
roku amerykańscy piloci, którzy przybyli do Polski, żeby wziąć udział w lokalnej
niecnej wojnie, jaką Rosja Sowiecka wydała niepodległej od niedawna Polsce.
W grupie jankeskich ochotników znaleźli się były student prawa na Harvardzie,
Leżąca na ogromnej równinie w Europie Środkowej Polska, od północy chrogwiazda futbolu z Lehigh i absolwent Yale.
niona przez Morze Bałtyckie, a od południa przez pasmo górskie Karpat, nie