Pyp wrzasnął uradowany i wyrzucił w górę miecz...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Drżąc od stóp do głów, poszedł na górę do pokoju, skąd wywołano go ostatnim razem...
- Zajęliśmy nasze poprzednie miejsca, dorzuciłem do ognia, snop iskier pofrunął w górę...
- - Nie wezmę udziału w tego rodzaju szwindlach! - wrzasnął sędzia...
- wrzasna i instynktownie zasonia oczy domi...
- „Zwiążcie mu nogi i ręce i wyrzućcie go do ciemności zewnętrznej”...
- Spojrzała na miecz w swej dłoni...
- Osada E...
- Pochód dotarł do mostu Notre Damę...
- — Nie możecie, czy nie chcecie, Strażniczko? — podchwyciła cicho lodowatym tonem Śnieżynka...
- Czytali, notowali, coś tam szeptali i mamrotali...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ser Alliser zgromił go spojrzeniem. - Odtąd będą was nazywać ludźmi z Nocnej Straży, chociaż jesteście głupsi od małpy kuglarza na jarmarku. Żółtodzioby, cuchniecie latem, dlatego gdy nadejdzie zima, pozdychacie jak muchy. - Po tych słowach ser Alliser Thorne odwrócił się i zostawił ich samych.
Pozostali chłopcy zebrali się wokół wybrańców. Śmiali się, przeklinali i składali gratulacje. Halder uderzył Ropuchę mieczem w siedzenie na odlew i zawołał: - Ropucha, człowiek Nocnej Straży! - Z kolei Pyp ogłosił, że czarny brat potrzebuje konia, po czym wskoczył na plecy Grenna. Obaj upadli na ziemię, gdzie zaczęli się tarzać; wymierzając sobie kuksańce i pokrzykując. Dareon popędził do zbrojowni i wrócił z bukłakiem czerwonego, kwaśnego wina. Podawali go sobie z ręki do ręki, szczerząc zęby jak głupcy. W pewnym momencie Jon zauważył Samwella Tarly’ego, który stał samotnie pod uschłym drzewem w kącie dziedzińca. Podsunął mu bukłak. - Łyczek wina?
Sam potrząsnął głową. - Nie, dziękuję, Jon.
- Dobrze się czujesz?
- Tak, nic mi nie jest - skłamał grubas. - Cieszę się, że was wybrali. - Jego okrągła twarz zatrzęsła się, kiedy spróbował się uśmiechnąć. - Kiedyś będziesz Pierwszym Zwiadowcą. Takim, jakim był twój wuj.
- Jakim jest mój wuj - poprawił go Jon. Nie chciał pogodzić się z myślą, że wuj nie żyje. Zamierzał coś jeszcze powiedzieć, ale przeszkodził mu Halder.
- Sami chcecie wszystko wypić? - Pyp wyrwał mu z ręki bukłak i odsunął się roześmiany. Grenn chwycił go za ramię, wtedy Pyp ścisnął bukłak i cienka czerwona strużka chlusnęła w twarz Jona. Halder zawył, widząc, jak wino się marnuje. Jon splunął i chwycił Pypa za ręce. Matthar i Jeren weszli na mur i zaczęli bombardować pozostałych śnieżnymi kulami.
Kiedy wreszcie uwolnił się z włosami obsypanymi śniegiem i pochlapaną opończą, zobaczył, że Samwell Tarly zniknął.
Tamtego wieczoru, Hobb Trzy Palce przyrządził chłopcom specjalny posiłek. Gdy Jon przybył do wspólnej sali, sam Lord Zarządca poprowadził go do ławki przy ogniu. Zanim odszedł, starzec poklepał go po ramieniu. Cała ósemka wybrańców zajadała zanurzone w maśle jagnięce żeberka upieczone z czosnkiem i ziołami z dodatkiem mięty i rzepy. - Prosto ze stołu Lorda Dowódcy - powiedział im Bowen Marsh. Były też sałatki z włoskiego grochu, szpinaku i liści rzepy. A na koniec mrożone borówki ze śmietaną.
- Myślicie, że pozwolą nam zostać razem? - zastanawiał się Pyp, kiedy już się najedli.
Ropucha skrzywił się. - Mam nadzieję, że nie. Już nie mogę patrzeć na te twoje uszy.
- Widzieliście go - powiedział Pyp. - Przyganiał kocioł garnkowi. Z pewnością zostaniesz zwiadowcą i wyślą cię jak najdalej od zamku. Kiedy zaatakuje Mańce Rayder, wystarczy, że podniesiesz przyłbicę i pokażesz swoją twarz, a ucieknie z wrzaskiem.
Roześmiali się wszyscy poza Grennem. - Mam nadzieję, że zostanę zwiadowcą.
- Zostaniesz, tak jak inni - powiedział Matthar. Wszyscy, którzy przywdziewali czarny strój, wchodzili na Mur i bronili go z bronią w ręku, lecz prawdziwymi wojownikami zostawali zwiadowcy. To oni mieli odwagę wyjechać poza Mur i, przemierzając nawiedzane lasy i skute lodem góry na zachód od Wieży Cieni, walczyli z dzikimi, olbrzymami i ogromnymi śnieżnymi niedźwiedziami. - Nie wszyscy - powiedział Halder. - Ja pójdę do budowniczych. Co nam po zwiadowcach, jeśli Mur runie?
Zakon budowniczych dostarczał murarzy i cieśli, którzy mieli naprawiać wieże i mury, górników potrzebnych do kopania tuneli i kruszenia kamienia na drogi i ścieżki, a także drwali, którzy wycinali drzewa, gdy las zbytnio napierał na Mur. Opowiadano, że kiedyś wycinano ogromne lodowe bloki z zamarzniętych jezior w głębi lasu i przywożono je na saniach, by podwyższyć nimi Mur. Jednak od tamtych czasów minęły całe wieki i teraz jeździli tylko wzdłuż Muru od Wschodniej Strażnicy do Wieży Cieni, by znaleźć pęknięcia i topniejące miejsca, które należało naprawić.
- Stary Niedźwiedź nie jest głupi - zauważył Dareon. - Na pewno zostaniesz budowniczym, a Jon zwiadowcą. Najlepiej z nas wszystkich włada mieczem i jeździ konno, a jego wuj był Pierwszym, zanim… - Nie skończył.
- Benjen Stark wciąż jest Pierwszym Zwiadowcą - powiedział Jon Snow, obracając w dłoniach miskę z borówkami. Wszyscy pozostali pewnie stracili już nadzieję na powrót jego wuja, lecz nie on. Odsunął od siebie nietknięte borówki i wstał.
- Nie będziesz ich jadł? - spytał Ropucha.
- Możesz zjeść. - Jon prawie nie spróbował przysmaków Hobba. - Mam już dość. - Zdjął swój płaszcz z haka na ścianie i ruszył do drzwi.
Pyp poszedł za nim. - O co chodzi, Jon?
- O Sama - odpowiedział. - Nie przyszedł na kolację.
- To do niego niepodobne - zauważył Pyp zamyślony. - Myślisz, że się rozchorował?
- Boi się, ponieważ zostawiamy go samego. - Przypomniał sobie dzień, w którym opuścił Winterfell: smutne pożegnania, Bran w łóżku, Robb z głową przyprószoną śniegiem, Arya zasypująca go pocałunkami, kiedy podarował jej Igłę. - Po złożeniu przysięgi rozejdziemy się do swoich obowiązków. Niektórych pewnie gdzieś wyślą, może do Wschodniej Strażnicy albo do Wieży Cieni. Sam zostanie na dalsze ćwiczenia z takimi jak Rast, Cuger i tymi nowymi, którzy mają przyjechać. Bogowie tylko wiedzą, co to za jedni, ale pewne jest, że ser Alliser poszczuje ich przeciwko niemu.
Pyp skrzywił się. - Zrobiłeś, co mogłeś.