wrzasnęła i instynktownie zasłoniła oczy dłońmi...
Serwis znalezionych haseĹOdnoĹniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby siÄ tonÄĹo, jak gdyby grzebano ciÄ w ziemi.
- Odwrócił się tyłem do wiatła reflektora i osłaniajšc oczy przed blaskiem bijšcym mu spod nóg, spróbował zajrzeć w kryształowš głębinę jak przez lód, który skuwa jezioro...
- Krzysztof przetarĹ palcami oczy i powtĂłrzyĹ bezdĹşwiÄcznym gĹosem: – Precz, precz, zabierzcie stÄ d tego czĹowieka...
- Wszystkie oczy wpatrywaĹy siÄ w kanapkÄ i gdy Harry uniĂłsĹ jÄ , bywziÄ Ä potÄĹźny kÄs, zauwaĹźyĹ, Ĺźe Mark Sway Ĺledzi kaĹźdy jego ruch...
- tim beardsley,(w poszukiwaniu nowej drogi w kosmos) sprzedaË wysyâkowĂ PoâĂ czone linĂ ciaâa podlegajĂ oczy- smiczny bez trudu dotarâby w...
- Z poczÄ tku wcale o nich nie myĹlaĹ, potem, gdy mu coraz czÄĹciej wpadaĹy w oczy lub pod rÄkÄ, zaczÄ Ĺ doĹwiadczaÄ wyrzutĂłw sumienia...
- Oczy tamtego zwÄziĹy siÄ i jeszcze bardziej lodowaty tonem dorzuciĹ:— DowiedĹş tego...
- Nieruchome oczy spoglšdajš w górê, omijajš wzrok Przebudzeùca, a martwe wargi poruszajš siê...
- RozdziaĹ 30 - Nigdy nie widziaĹeĹ czegoĹ takiego na wĹasne oczy?Sam podskoczyĹ z wraĹźenia...
- A oczy ku zamkowi czy siÄ nie zwracaĹy? Powiedz mi, czy siÄ twego wzroku nie uchroniĹ, NiewdziÄczny, gdy ciÄ ujrzaĹ?...
- Oczy cioci zamknÄĹy siÄ, jej rÄce spoczÄĹy nieruchomo na czerwonym kĹÄbku...
Smutek to uczucie, jak gdyby siÄ tonÄĹo, jak gdyby grzebano ciÄ w ziemi.
Kielich Anioła wyliznšł się jej z ršk.
-Nie!
Próbowała go złapać, ale jej ramię przeszył silny ból. Nogi same się pod niš ugięły.
Upadła, bolenie uderzajšc kolanami w twardš podłogę. Szpony rozorały jej czoło.
- Wystarczy, Hugo - powiedział Hodge spokojnym głosem.
Ptak posłusznie odfrunšł. Krztuszšc się, Clary ostrożnie wytarła krew z oczu. Miała
wrażenie, że jej twarz jest cała w strzępach.
Hodge się nie poruszył. Stał w tym samym miejscu, trzymajšc Kielich Anioła. Hugo
zataczał wokół niego duże kręgi, kraczšc cicho. A Jace... Jace leżał na podłodze u stóp
nauczyciela, nieruchomo, jakby nagle zapadł w sen.
Wszystkie myli pierzchły z jej głowy.
- Jace! - Mówienie bolało, w ustach czuła krew. Nie poruszył się.
- Nie jest ranny - uspokoił jš Hodge.
Clary zaczęła się podnosić. Próbowała rzucić się na niego, ale odbiła się od
niewidzialnej bariery. Rozwcieczona zamachnęła się pięciš.
- Hodge! - wrzasnęła, bezsilnie kopišc w niewidzialnš cianę. - Nie bšd głupi. Kiedy
Clave się dowie, co zrobiłe...
- Dawno mnie już tu nie będzie - dokończył Hodge, klękajšc obok Jace'a.
- Ale... - Clary nagle zrozumiała. - Nie wysłałe żadnej wiadomoci do Clave, prawda?
To dlatego byłe taki dziwny, kiedy cię o to zapytałam. Chciałe odzyskać Kielich dla siebie.
- Nie, nie dla siebie. Clary zaschło w gardle.
- Pracujesz dla Valentine'a - wyszeptała.
- Nie pracuję dla Valentine'a. - Nauczyciel podniósł rękę Jace'a i co z niej zdjšł.
Grawerowany piercień, z którym chłopak się nie rozstawał. Hodge wsunšł go na swój palec.
- Ale rzeczywicie jestem jego człowiekiem.
Szybkim ruchem trzy razy przekręcił piercień na palcu. Przez chwilę nic się nie działo.
Potem Clary usłyszała dwięk otwieranych drzwi i obejrzała się, żeby sprawdzić, kto wchodzi
do biblioteki. Kiedy wróciła spojrzeniem do Hodge'a, zobaczyła, że powietrze wokół niego
drga i lni jak powierzchnia jeziora widziana z daleka. Gdy w następnej chwili srebrna,
migoczšca kurtyna się rozstšpiła, obok Hodge'a stał wysoki mężczyzna, jakby raptem
nastšpiła koalescencja czšsteczek wilgotnego powietrza.
- Masz Kielich, Starkweather? - zapytał.
Hodge bez słowa uniósł naczynie. Wyglšdał jak sparaliżowany, czy to ze strachu, czy
ze zdumienia. Zawsze wydawał się Clary wysoki, ale teraz był zgarbiony i mały.
- Mój pan Valentine - wykrztusił w końcu. - Nie spodziewałem się ciebie tak szybko.
Valentine! Trochę przypominał przystojnego chłopca ze zdjęcia, choć oczy miał czarne.
Jego twarz zaskoczyła Clary. Była zamknięta, skupiona, poważna. Wyglšdała jak oblicze
kapłana o smutnych oczach. Od czarnych mankietów szytego na miarę garnituru odcinały się
bielš pofałdowane blizny, wiadczšce 0 latach używania steli.
- Mówiłem ci, że przyjdę przez Bramę - powiedział głosem dzwięcznym i dziwnie
znajomym. - Nie wierzyłe mi?
-Tak, tylko... mylałem, że przylesz Pangborna albo Blackwella, a nie że zjawisz się
osobicie.
- Sšdzisz, że przysyłałbym ich po Kielich? Nie jestem taki głupi- Wiem, jaka to pokusa.
- Kiedy wycišgnšł rękę, Clary zobaczyła na jego palcu taki sam piercień jak Jace'a. - Daj mi
go.
Ale Hodge mocno trzymał skarb.
- Chcę najpierw tego, co mi obiecałe.
- Najpierw? Nie ufasz mi, Starkweather? - Valentine umiechnšł się bez cienia
wesołoci. - Zrobię to, o co prosiłe. Umowa to umowa. Choć muszę przyznać, że byłem
zaskoczony, kiedy dostałem twojš wiadomoć. Nie podejrzewałem, że masz co przeciwko
temu, by żyć w ukryciu i kontemplować, że się tak wyrażę. Nigdy nie wyrywałe się na pole
bitwy.
- Nie wiesz, jak to jest - powiedział Hodge z przecišgłym westchnieniem. - Przez cały
czas się bać...
-To prawda. Nie wiem. - W głosie Valentine'a brzmiał smutek, jakby naprawdę żal mu
było dawnego towarzysza, ale w oczach kryła się niechęć i lad pogardy. - Ale nie wzywałby
mnie tutaj, gdyby nie zamierzał oddać mi Kielicha.
Po twarzy Hodge'a przebiegł cień.
- Nie jest łatwo zdradzić to, w co się wierzyło, tych, którzy ci ufajš.
- Masz na myli Lightwoodów czy ich dzieci?
- Jednych i drugich.
-Tak, Lightwoodowie. Valentine sięgnšł do mosiężnego globusa stojšcego na
biurku i zaczšł wodzić długimi palcami po zarysach kontynentów i mórz. - Ale co tak
naprawdę jeste im winien? To na ciebie spadła kara, która powinna dosięga ich.
Gdyby nie mieli takich koneksji w Clave, zostaliby wykluj razem z tobš. A tak, mogš