Przypuszcza³a bowiem, ¿e jeœli siê przyjaŸni¹, to i zwierzaæ siê musz¹ przed sob¹...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Schemat A2Zale¿noœci wystêpuj¹ce miêdzy rozwojem public relations w Niemczech i w Stanach ZjednoczonychPraktyka PR w Niemczech przed 1945 rokuPraktyka PR...
- A kto¿kolwiek siê komu o pewny d³ug zapisa³, y do Grodu firma inscriptione [mocnym zapisem] odpowiadaæ siê podda³ dobrowolnie, b¹dŸ przed œmierci¹, abo iu¿ y po œmierci...
- cz¹stki (przed zmierzeniem jej cech), która nie znajduje siê nigdziew przestrzeni i czasie? Jeœli za jeden obiekt uwa¿aæ to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Odwróci³ siê ty³em do œwiat³a reflektora i os³aniaj¹c oczy przed blaskiem bij¹cym mu spod nóg, spróbowa³ zajrzeæ w kryszta³ow¹ g³êbinê jak przez lód, który skuwa jezioro...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- przed laty wieloma przywiózł mu w prezencie pewien bardzo wielki kupiec wprost z Gdań- ska, tliły się kawałki tego czarnego tytoniu, który nosi na paczce...
- Mimo to na ich widok czterej Neimoidianie nie tylko nie opuścili posterunku przed drzwiami apartamentu wicekróla, ale opuścili broń w geście ostrzeżenia...
- naszych ewolucyjnych uprzedzeń mamy skłonność do myślenia o początku wszechświata jak o pewnej szczególnej chwili, przed którą wszechświat nie...
- - Ale Thrawn jest inny? diousa nie obejmował zlikwidowania wszystkich świadków, aby nic nigdy nie przed- - Thrawn to dorosła wersja - odparła...
- Bój na przebicie był szybki, błyskawiczny, trwał krótko pląs kling, brzęk, zgrzyt - i oto przed oczami hobbita już rozwarła się zbawcza czerń nocy...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Wiem, co mówiê. On jeszcze z tej mi³oÅ“ci nie zdaje sobie sprawy, ale ju¿ ciê kocha.
– Có¿ z tego, kiedy on katolik! – zawo³a³a bezwiednie, zdradzaj¹c siê ze swojej tajemnicy.
– A, tak rzeczy stoj¹! Winszujê ci, winszujê! – szepta³ wolno i zjadliwy, ¿r¹cy uÅ“miech okoli³ mu cienkie usta.
Rozgarn¹³ niedba³ym ruchem czarne kêdzierzawe w³osy, pokrêci³ ma³e w¹siki i powsta³; na jego delikatn¹, wybitnie semick¹ twarz pad³ jakiœ cieñ rozdra¿nienia czy te¿ gniewu.
Nozdrza mu dr¿a³y ze wzruszenia t³umionego, a czarne, o oliwkowym odcieniu oczy biega³y niespokojnie po jej twarzy.
Wykrêci³ siê i odchodzi³ bez s³owa.
– Bernard? – zawo³a³a za nim prêdko.
– Zaraz powrócê – powiedzia³ odwracaj¹c do niej twarz ju¿ spokojn¹, przez któr¹ wi³ siê tylko zwyk³y pogardliwy uÅ“miech.
Mela nie zwraca³a uwagi na jego rozdra¿nienie, bo to, co powiedzia³, zatopi³o jej serce w dziwnie rozkosznym cieple.
155
Siedzia³a z przymkniêtymi oczami i wci¹gaj¹c siln¹ woñ hiacyntów szepta³a, upojona wielk¹ radoœci¹ i szczêœciem:
– Wiêc to jest prawda?
Ale jej radoœæ przerwa³y grzmi¹ce brawa, jakimi ogólnie zasypywano dialogistów, gdy skoñczyli.
– Tres joli, mon cher Bernard! 96 – wykrzykiwa³a jeszcze Cohnowa, wycieraj¹c za³zawione oczy i mokr¹ od t³uszczów twarz, do Bernarda, który przechodzi³ obok niej.
– Ona mówi francuszczyzn¹ krowy hiszpañskiej – szepn¹³ do Trawiñskiej, która szuka³a oczami mê¿a.
Uœmiechnê³a siê tylko w odpowiedzi.
– Mo¿e pañstwo zechc¹ nie opuszczaæ swoich miejsc, co? – mówi³ podniesionym g³osem Endelman.
Jako¿ i zaraz lokaje wynieœli pod okno sztalugi i ustawili je w œwietle, a na znak Endelmanowej odkryli zas³onê.
– Proszê pañstwa do obrazu! do nowego arcydzie³a! proszê ogl¹daæ! Panie Endelman, ka¿
pan podnieϾ story.
Skupili siê wprost p³ótna uwieñczonego wieñcem laurowym, z którego wychyla³a siê scena morska Kraya: kilka nimf odpoczywa³o na skale, wynurzaj¹cej siê spod b³êkitnych cichych wód jakiejœ po³udniowej zatoki.
Magnoliowe drzewa, pokryte kwiatem, podobne do sto¿kowych bukietów, k³ad³y ró¿owy ton na szafiry wód, które z jak¹œ pieszczot¹ marszczy³y siê i bi³y w zielone skaliste brzegi.
Kilka mew zatacza³o krêgi nad nimfami, a z boku, z lasu laurów o b³yszcz¹cej zieleni jasnej, z drzew migda³owych i magnolii wychyla³y siê wielkie cia³a centaurów, pokryte rudym w³osem, z twarzami b³yszcz¹cymi ¿¹dz¹.
Nad ca³ym krajobrazem le¿a³a wielka s³odka cisza upalnego dnia, przesycona zapachami kwiatów, szmerem morza i barwami turkusowego nieba, które siê rozlewa³o w wielk¹ roztocz i w g³êbi obrazu ³¹czy³o siê w jeden ton z morzem.
– Czemu one bez ubrania?
– Bo im gor¹co.
– Jak pan chcesz, panie Grosglik, ¿eby siê one k¹pa³y!
– To scena mitologiczna, panie Grosglik.
– To jest przede wszystkim go³a scena.
– Cudowny obraz, zachwycaj¹cy! – wo³a³y panie.
– Nu, a gdzie tu le¿y ich ubranie, dlaczego tu ubranie nie namalowane, ten malarz to musi byæ fuszer.
– To s¹ przecie¿ nimfy, panie Cohn.
– Cohn, ty siê tak znasz na nimfach jak... nimfy na tobie – zawo³a³ Grosglik.
– Panie Cohn, ¿eby Kray by³ fuszer, to jego obraz nie by³by u mnie, pan wie? – rzek³a wynioÅ“le, z politowaniem Endelmanowa.
– Mój m¹¿ siê nie zna na tym, on siê zna na barchanie – t³umaczy³a Cohnowa tak gor¹co,
¿e kilka osób wybuchnê³o œmiechem.
– Jakie to Å“liczne! Jakie to morze prawdziwe, zupe³nie takie same, jakie by³o przy naszej willi w Genui. MyÅ“my byli w przesz³ym roku w Genui.
– W Biarritz te¿ jest du¿o wody, ale ja nie lubiê patrzeæ, bo mnie siê zaraz niedobrze robi.
156
– Ale niechaj pañstwo uwa¿aj¹, ¿e to morze prawie s³ychaæ, o! a te kwiaty s¹ tak ³adne, jakby by³y robione, i pachn¹ prawdziwie – szepta³a Endelmanowa, usilnie zwracaj¹c uwagê zebranych na obraz, bo zaczynali ju¿ odchodziæ.
– Farbê czuæ – zawo³a³ Knaabe pochylaj¹c siê do obrazu.
– Ale, bo, widzicie pañstwo, kaza³am obraz powerniksowaæ.
– Przez to barwy straci³y na Å“wie¿oÅ“ci i poczernia³y, a potem warstwa werniksu b³yszczy siê tak, ¿e trudno przez to co zobaczyæ – t³umaczy³a jej Trawiñska po cichu, bo sama dosyæ odczuwa³a malarstwo.
– Ja lubiê, ¿eby by³ glanc! Mnie jest wszystko jedno: landszaft, scena rodzajowa, mitologiczna czy historyczna, ja wszystko kupujê, bo my mo¿emy sobie na to pozwoliæ, ale ja lubiê, ¿eby moje obrazy mia³y glanc! To porz¹dniej wygl¹da – t³umaczy³a siê g³oÅ“no i tak szczerze, ¿e Nina musia³a przys³oniæ twarz wachlarzem, ¿eby nie parskn¹æ Å“miechem.
– Bernard, czy ja nie mam racji?
– Zupe³n¹, bo siê nadaje wiêksz¹ wartoϾ obrazowi. Któ¿ trzyma rondle w kuchni nie wyczyszczone i bez glancu?
– Mon chéri, ty siê Å“miejesz ze mnie, a ja siê i tak przyznajê, ¿e lubiê, aby wszystko wy-gl¹da³o porz¹dnie, nowo...
– Wiem, bo dlatego kaza³aÅ“ poczyÅ“ciæ pomadk¹ stare zbroje i chiñskie br¹zowe figurki.
Ró¿a rozeœmia³a siê z tych objaœnieñ i ¿eby zatrzeæ ten œmiech, zawo³a³a:
– Idê ojca przyprowadziæ do obrazu.
I posz³a zaraz do bufetu, gdzie Szaja siedzia³ z Müllerem, i prosi³a go, ¿eby szed³.