Przestrzeń pośrodku koncentrycznych osłon miała około sześciu metrów średnicy...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- cz¹stki (przed zmierzeniem jej cech), która nie znajduje siê nigdziew przestrzeni i czasie? Jeœli za jeden obiekt uwa¿aæ to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- — To niemożliwe, panie — przestraszyÅ‚ siÄ™ Rizzett...
- A za chwilę Paris miała poprowadzić Park Lane przez parcours - pod okiem Jane Lennox, która zamierzała opuścić tonący statek Jade’a...
- Melanię to wszystko razem więcej śmieszyło, niż irytowało, Felicja była wściekła, miała własne poglądy na nakrycie stołu i nie przywykła, żeby nią ktoś...
- John chodził po nierównym stożku przez ponad godzinę, co chwila przestawiając dwuobiektywowe soczewki w szybce hełmu na coraz dłuższe okresy, aby spenetrować...
- Przesuwając się z kamienia na kamień, miała nieodparte wrażenie, że podąża po śladach Ilfaylena...
- pili, œmiali siê,575a matka mia³a wra¿enie, ¿e coœ wiêcej widzi tymi wytrzeszczonymi oczami, ni¿tylko to, ¿e oni jedz¹, pij¹, œmiej¹ siê...
- Jak dotąd połączenie wyprawy na zakupy i misji szpiegowskiej szło całkiem nieźle, co wskazywało, że Pedi miała prawdopodobnie rację...
- Córka barona popatrzyła na nią pytającym wzrokiem i usiadła na krześle przy stole, gdyż nie miała siły utrzymać się na nogach...
- woźniak, geodezja inżynierska, przestrzenne wciecie w przód Politechnika Wrocławska Rok akademicki Wydział Geoinżynierii 2011/2012...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Stało tam siedem prostokątnych klatek wielkości budki telefonicznej. Z kładki widać było tylko pomalowane na szaro daszki. Podstawy klatek ginęły w smugach białej gęstej pary. Między nimi znajdowały się jakieś cylindryczne zbiorniki, wśród których wiły się grube czarne pęki kabli. Przy jednej z klatek pracowało kilku mężczyzn.
- To nasza sekcja transmisyjna - powiedział Gordon. - Tam, dalej, budujemy drugą podobną sekcję, ale będzie gotowa dopiero za kilka miesięcy. -Wskazał w głąb pieczary, gdzie z dna wyłaniały się trzy takie same koncentryczne zestawy osłon wodnych. Były jednak całkiem przejrzyste, między ich ścianki nie wpompowano jeszcze wody.
Od końca metalowej kładki do przestrzeni za osłonami prowadziła winda łańcuchowa.
- Możemy tam zjechać? - spytał Marek.
- Nie teraz.
Któryś z techników zadarł głowę i pomachał im ręką.
- Norm, kiedy nastąpi odpalenie?! - zawołał Gordon.
- Za parę minut! Gomez jest już w drodze!
- Dzięki! - Odwrócił się do swoich gości. - Będziemy mogli wszystko obserwować z sekcji kontrolnej.
* * *
Urządzenia stały na podwyższeniu, skąpane w strumieniu błękitnego światłu. Myły matowoszare i cicho szumiały. Po podłożu snuły się pasma białej mgły przesłaniające ich podstawy. W jednej z klatek płyta podłogowa była zdjęta. Dwaj mężczyźni w niebieskich kombinezonach coś robili wewnątrz na czworakach.
W zasadzie nie były to klatki, lecz otwarte cylindry o podłogach z metalowych płyt. Trzy grube pręty podtrzymywały metalową osłonę na górze.
Przy drugim cylindrze technicy ściągali z umieszczonego nad nim wysięgnika grube czarne kable i szybko podłączali do gniazd na dachu. Wyglądali jak pracownicy stacji benzynowej wtykający węże dystrybutorów do wlewów tankujących aut.
Przestrzeń między podstawą a dachem była całkowicie pusta. Urządzenia wyglądały bardzo prosto. Tylko pionowe pręty były dziwne, trójkątne w przekroju i na całej długości najeżone czymś w rodzaju nitów. Spod daszków wydobywał się słabo widoczny, niebieskawy dymek.
Kate nigdy wcześniej nie widziała czegoś podobnego. Jak urzeczona wpatrywała się w dwa gigantyczne ekrany w ciasnej sali kontrolnej. Dwoje techników w koszulkach z krótkimi rękawami siedziało przed konsolami komputerowymi.
- Patrzycie na ostatnie wersje maszyn wykonanych według naszej technologii TPP - tłumaczył Gordon. - To skrót od techniki pętli pseudoczasowej, topologii czasoprzestrzeni, którą wykorzystujemy w naszych wyprawach. Do skonstruowania tych urządzeń, musieliśmy rozwiązać wiele problemów technicznych. Macie przed sobą szóstą wersję. Pierwszy działający prototyp powstał trzy lata temu.
Chris obserwował maszyny w milczeniu. Kate z zaciekawieniem rozglądała się po sali kontrolnej. Stern, wyraźnie zafrapowany, skubał palcami górną wargę. Marek patrzył na Davida.
- Wszystkie zasadnicze elementy, czyli kwantowa pamięć z arsenku indowogalowego, lasery komputera i akumulatory zasilające, mieszczą się w podstawie. Lasery rozpylające znajdują się we wspornikach. Ten matowo-szary metal to niob. Zbiorniki ciśnieniowe są z aluminium, a pojemniki z zapasami z tworzywa sztucznego.
Do sali transmisyjnej weszła młoda kobieta o krótko obciętych rudych włosach. Była ubrana w koszulkę khaki, szorty i buty traperskie, jakby wybierała się na safari.
- Gomez będzie waszą przewodniczką podczas wyprawy. Za chwilę wyruszy. Już zaprogramowała swój marker nawigacyjny, ustaliła docelową datę i teraz sprawdzi, czy wszystko się zgadza. - Gordon sięgnął do przycisku interkomu. - Sue? Pokaż nam swój marker.
Kobieta wyciągnęła do kamery białą kostkę wielkości znaczka pocztowego.
- Właśnie to urządzenie pokieruje wyprawą, a później przywoła maszynę do powrotu. Sue, możesz pokazać przycisk startera?
- Nie za dobrze go widać - odparła, obracając kostkę bokiem do obiektywu. - Tu jest maleńki przycisk, łatwo go wyczuć pod palcem. To on przywołuje maszynę, kiedy jest się gotowym do powrotu.
- Dzięki, Sue.
- Jest uskok pola - oznajmił technik siedzący przy konsoli. Wszyscy odwrócili się w jego stronę. Na jednym z mniejszych ekranów widać było trójwymiarowy wykres. Pośrodku lekko pofałdowanej płaszczyzny wyrastał poszarpany ostry pik przypominający górski wierzchołek.