Córka barona popatrzyła na nią pytającym wzrokiem i usiadła na krześle przy stole, gdyż nie miała siły utrzymać się na nogach...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Metody przetwarzania AC Przetworniki delta Przetworniki delta charakteryzują się błędami przy szybkich zmianach sygnału...
- resów, na które na le ¿y prze kie ro waæ wia do moœæ, plik fil tru mo¿e za wie raæ te sty za - war to œci przy chodz¹cej wia do mo œci, tak by na przyk³ad wia do...
- — Proszę pani, jeśli pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy Pięćdziesiątej Piątej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
- Ed siedział właśnie przy biurku w rogu swojego salonu sprzedaży żując pierwsze tego dnia cygaro, kiedy zobaczył dwóch mężczyzn w roboczych koszulach i...
- Nie miał czasu myśleć teraz o więźniu, bo gdy kilku ludzi zabrało się do rozbierania martwych kompanów, kłócąc się przy tym o łupy, reszta zaczęła...
- sność drugiej ćwierci; suma wniesiona do wspólnoty stanowić będzie jedną czwartą właści- wego wkładu, pozostałym zaś przy życiu małżonkom...
- Kosmonauci informowali:- Zdumiewa twardy sen mieszkańców miasta, nie reagują zupełnie na światła lamp, przy pomocy których odnajdujemy drogę w labiryncie...
- Chrystusa i Samarytank - naturalnie przy studni - Malczewski malowa trzykrotnie, ale adne z tych uj nie odpowiada, jak podkrela Kazimierz Wyka, przekazowi...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Widziałyśmy się już kiedyś - powiedziała Silje. - Czy tego nie pamiętacie?
Małe zaciśnięte usta w gruszkowatej twarzy poruszyły się, lecz nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Usiłowała sobie przypomnieć.
Tak, te niewinne niebieskie oczy...
Po długiej chwili milczenia Charlotta powiedziała z wahaniem:
- Tak... Tuż koło bram miasta... tej nocy. Nieśliście na ramieniu małą dziewczynkę. Byliście tak bardzo młoda i zmarznięta. Przemówiliście do mnie...
- To prawda. Proszę mi wierzyć, panno Chatlotto, nigdy nie pomyślałam sobie o was nic złego. Wiedziałam, że byliście zdesperowana i zrozpaczona. I tak naprawdę nie chcieliście.... zrobić tego, co zrobiliście. Znalazłam kubeczek z mlekiem...
Charlottę ogarnęły wspomnienia, których nie mogła wymazać z pamięci. Zimno, samotność i głód - to musiało odczuwać dziecko. A ona okazała się zbyt niezdecydowana. Za późno, za późno!
Siedziała z dłońmi opuszczonymi na kolana. Łzy płynęły po jej twarzy, bolesny skurcz ściskał w gardle.
- Nie powinniście tu przychodzić - wydusiła między jednym a drugim szlochem. - Nie wolno wam rozdrapywać ran, nie mam siły, by przeżyć ten koszmar jeszcze raz! Zabić swe własne... Dlaczego właściwie przyszliście? Przecież to może spowodować jedynie ból!
- Musiałam - powiedziała Silje cicho. - My... mój mąż i ja zrobiliśmy wszystko, by dzieciom było dobrze. Teraz jednak cierpią i będzie tak dalej, aż wyczerpią się ich siły i umrą z głodu i wycieńczenia. Wasz chłopczyk również.
Wydawało się, że nagle czas, powietrze i wszystko wokół zatrzymało się w miejscu i słucha w napięciu. Charlotta wpatrywała się w ścianę.
Przez długą, długą chwilę w komnacie było cicho jak makiem zasiał.
Powoli zwróciła wzrok w stronę Silje, która z przerażeniem spoglądała na jej białoszarą twarz.
- Chcecie powiedzieć... że dziecko... żyje?
- Oczywiście! Znalazłam je wkrótce po spotkaniu z wami i zabrałam ze sobą. Nie mogłam pozwolić na to, by tam leżało - powiedziała jakby się usprawiedliwiając. - Było tak zimno... a on bardzo płakał. Musicie zrozumieć, że nie przyszłabym do was, gdyby dziecko umarło. Nie jestem taka okrutna.
Szczupłe palce rozpaczliwie ściskały ramię Silje.
- Chłopiec?
- Tak. Ładny chłopczyk - uśmiechnęła się Silje. - Niedługo skończy pięć lat, ale to oczywiście wiecie. Nazywa się Dag. Dag Christian. Christian po was.
Charlotta raz jeszcze załkała.
- O Boże! - wzięła głęboki oddech. - Boże, dzięki ci!
Ktoś zapukał do drzwi zewnętrznego pokoju.
- Charlotto?
Szlachcianka z przerażeniem podniosła w górę oczy pełne łez.
- Moja matka! Nie - szepnęła i pobiegła do buduaru.
Matka poruszyła klamką.
- Charlotta? Charlotto, co tam się dzieje?
- Nic, mamo. Po prostu rozmawiamy.
- Dobrze, ale dlaczego tak długo? Wydajesz się jakaś dziwna. Czy mogę wejść?
- Zaraz, droga mamo. Zaraz zejdę. Proszę, zaczekaj na mnie na dole!
Matka, pomrukując coś, zeszła na dół. Charlotta zamknęła na klucz również drzwi do sypialni.
Oparła się o nie plecami i oddychała ciężko.
- Czy to prawda? - zapytała przerywanym głosem. - Czy to prawda, że dziecko żyje? Chłopczyk Dag. Dlaczego nazwaliście go Dag?
- Ponieważ znalazłam go w ciemności, więc musiał mieć coś na ochronę przed nią i przed jej złymi mocami. [Dag - norweskie imię męskie; znaczy również ‘dzień’] Właściwie to zasługa dziewczynki. Ja chciałam odejść, ale mała, którą wcześniej znalazłam przy ciele zmarłej matki, uparła się i chciała zobaczyć. To ona uratowała życie dziecku, nie ja. Ją też przygarnęliśmy.
- Wydawało mi się, że byliście zbyt młoda, by mieć taką dużą córkę - powiedziała Charlotta. - Czy on jest ładny?
Silje uśmiechnęła się.
- Podobny do was, panienko.
Charlotta skrzywiła się ironicznie.
- Biedne dziecko!
Oczy Silje rozbłysły. Ta panna miała poczucie humoru! W tej samej chwili ich spojrzenia spotkały się i kontakt został nawiązany. Były już dwójką sprzysiężonych.
- To bardzo ładny chłopiec - powiedziała Silje ciepło. - Blondyn o podłużnej, wąskiej, szlachetnej twarzy i bardzo wyrafinowanym umyśle. Czasami może nieco drobiazgowy i zbyt wymagający, ale bardzo inteligentny.
Charlotta uśmiechnęła się rozmarzona. Nagle coś się jej przypomniało:
- Powiedzieliście, że on cierpi?
Podbiegła do Silje i złapała ją za ramię.
- Wszystkie nasze dzieci cierpią - powiedziała Silje z powagą. - Nie ma dla nas przyszłości, panno Charlotto. Kilka dni temu dotknęła nas katastrofa, a mój mąż zranił się w nogę i...
Wbrew swej woli wybuchnęła płaczem, jakby napięcie, które do tej pory nosiła w sobie, nareszcie znalazło ujście.
Charlotta przyglądała się jej bezradnie, nie wiedząc zupełnie, co robić. To ona zawsze była pod opieką i ochroną. Nigdy nie musiała troszczyć się o innych.