John chodził po nierównym stożku przez ponad godzinę, co chwila przestawiając dwuobiektywowe soczewki w szybce hełmu na coraz dłuższe okresy, aby spenetrować...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Istotne jest, iż te dokumenty obejmują okres wykraczający poza ramyczasowe działania obecnego Parlamentu, a tym samym poza okres sprawowania władzy przez...
- Chciałabym mękę waszej pracy pić przez rurkę, jak komar krew hipopotama - o ile to możli-we w ogóle - i przemieniać na moje idejki, takie piękne, takie motylki,...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- ver appetebat, cum Hannibal exhibernis movit; c) cum explicati-vum lub coincidens = gdy, skoro,przez to, ¿e (z tym¿e trybem i cza-sem, jaki jest w zdaniu...
- Odwróci³ siê ty³em do œwiat³a reflektora i os³aniaj¹c oczy przed blaskiem bij¹cym mu spod nóg, spróbowa³ zajrzeæ w kryszta³ow¹ g³êbinê jak przez lód, który skuwa jezioro...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- 2asmienia jednostki czy dominacji nad ni¹, lecz w celu ochrony praw zagro¿onych przez inne instytucje spo³eczne: Jednym z najtrudniejszych aspektów spo³ecznego...
- Wysunąwszy delikatnie ramię spod głowy Clare, wstał z łóżka, krzywiąc się z bólu, gdyż skaleczenia i rany, które przez noc trochę przyschły, znowu się...
- mo unt po dejm ie pr óbê sko mun iko wan ia siê przez RPC z de mon em rpc...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Gdy patrzył tak na tę czerwoną krainę, przepełniła go euforia. Kopniakiem odrzucał na bok kamienie i obserwował, jak znikają, mówił do siebie i śpiewał, podskakiwał na palcach, jakby niezdarnie tańczył. Potem zreleksowany wsiadł z powrotem do łazika i przejechał krótką odległość wzdłuż obrzeża do miejsca, gdzie się zaczynała droga na skalnej ścianie.
Od tej chwili Autostrada Transmarineryjska stawała się pojedynczą betonową drogą i opadała zakosami z grzbietu ogromnej skalnej pochyłości, która rozciągała się od południowego stożka aż do dna kanionu. Ta niezwykła osobliwość terenu nosiła nazwę Szczytu Genewskiego i wskazywała ze stożka niemal dokładnie kierunek na północ, ku rozpadlinie Candor Chasma. Tak idealnie nadawała się do wykorzystania przez mieszkańców Marsa, tak bardzo przypominała drogę, że wydawała się wręcz rampą skonstruowaną przez jakichś obcych budowniczych dróg.
Jednakże szczyt był niezwykle stromy i aby utrzymać pochyłość trasy w granicach rozsądku, autostrada musiała co rusz skręcać jak prawdziwa górska serpentyna. Wszystko to było doskonale widoczne z góry: tysiąc górskich zakosów wijących się z góry na dół. Droga wyglądała jak żółta nić przeszywająca wybrzuszenie na plamiastym pomarańczowym dywanie.
Boone zjeżdżał po tym fenomenie ostrożnie, raz za razem skręcając kierownicę rovera to w lewo, to w prawo, potem znowu w lewo i znów w prawo, aż w końcu musiał się zatrzymać, aby dać odpocząć mięśniom ramion. Dopiero wtedy zerknął na południową ścianę, którą pozostawił za sobą; była straszliwie urwista, pocięta wyżłobionymi i mocno zerodowanymi wąwozami przypominającymi fraktale. Po chwili ruszył dalej i przez pół godziny wykonywał ostre zakręty w lewo i w prawo, znowu i znowu, póki droga w końcu nie rozwinęła się w prostą rampę ze spłaszczającego się już powoli szczytu, by wreszcie pobiec poziomo i zlać z dnem kanionu. Na dole stało kilka pojazdów.
OkazaÅ‚o siÄ™, że należą do ekipy Szwajcarów, którzy wÅ‚aÅ›nie skoÅ„czyli budowÄ™ drogi, i John postanowiÅ‚ spÄ™dzić z nimi noc. ByÅ‚o ich okoÅ‚o osiemdziesiÄ™ciu: głównie mÅ‚odzi, przeważnie żonaci. Mówili po niemiecku, wÅ‚osku i francusku oraz, na szczęście dla Boone’a, po angielsku z rozmaitymi zabawnymi akcentami. Przywieźli tu ze sobÄ… dzieci i koty, a także przewoźnÄ… oranżeriÄ™ peÅ‚nÄ… ziół i warzyw ogrodowych. Wkrótce zamierzali stÄ…d odjechać – podróżowali jak Cyganie w taborze utworzonym przeważnie z pojazdów do prac naziemnych – i ruszyć w górÄ™ na zachodni kraniec kanionu, aby stamtÄ…d przedostać siÄ™ przez Noctis Labyrinthus i dotrzeć na wschodni stok Tharsis. A tam bÄ™dÄ… inne drogi. Mówili, że może wybiorÄ… tÄ™ prowadzÄ…cÄ… przez pÅ‚askowyż Tharsis miÄ™dzy Arsia Mons i Pavonis Mons albo pojadÄ… na północ do Echus Overlook. Nie byli jeszcze pewni i Boone odniósÅ‚ wrażenie, że w gruncie rzeczy zupeÅ‚nie nie przywiÄ…zujÄ… wagi do celu podróży. Po prostu zamierzali spÄ™dzić resztÄ™ życia podróżujÄ…c po okolicy i budujÄ…c drogi, nie miaÅ‚o wiÄ™c dla nich znaczenia, dokÄ…d pojadÄ… nastÄ™pnie. Tacy drogowi Cyganie.
Dopilnowali, aby wszystkie dzieci uścisnęły Johnowi dłoń, a on po kolacji wygłosił do nich krótką mowę, w której chaotycznie i jak zwykle przeskakując z tematu na temat opisał ich nowe życie na Marsie.
– Kiedy widzÄ™ was tutaj, moi drodzy, jestem naprawdÄ™ szczęśliwy, ponieważ uosabiacie część nowego modelu życia. Możemy tu stworzyć nowe spoÅ‚eczeÅ„stwo i uważam, że skoro zmieniamy ten Å›wiat za pomocÄ… współczesnej techniki, powinniÅ›my również zachowywać siÄ™ jak ludzie nowoczeÅ›ni w sensie spoÅ‚ecznym. Nie jestem caÅ‚kowicie pewien, jak dokÅ‚adnie powinno wyglÄ…dać to nowe spoÅ‚eczeÅ„stwo, sprawa nie jest przecież wcale prosta... Wiem jednak, że musi ono powstać, i sÄ…dzÄ™, że zarówno wy, jak i wszystkie inne maÅ‚e grupki mieszkajÄ…ce na powierzchni Marsa podsuwacie nam rozmaite sprawdzone w praktyce propozycje. I dziÄ™ki temu pomagacie nam stworzyć podstawy teoretyczne.
Może tak rzeczywiście było, chociaż przede wszystkim John musiał zrobić to sam. Więc mówił dalej i jak zwykle prześlizgiwał się po kolejnych kwestiach, co chwila robił różne dygresje, rozwijając każdą myśl, która przychodziła mu do głowy. A oni słuchali z oczami jarzącymi się w świetle lampy.