Melanię to wszystko razem więcej śmieszyło, niż irytowało, Felicja była wściekła, miała własne poglądy na nakrycie stołu i nie przywykła, żeby nią ktoś...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- włącznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywają stylem winietowym – sposób malo- wania przypominał wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- Jest to przede wszystkim wyraz błagania… a jednak czai się w nim podejrzenie! Ach, do licha z tymi podejrzeniami! Gdybym chciał o nim rozpowiadać, zrobiłbym to już...
- Grobstein Ruth, Wszystko o raku piersi FAKTY, KTÓRE POWINNAÂ ZNAå, I PYTANIA, KTÓRE MO˚ESZ ZADAå 37 • Skoro us∏ysza∏aÊ takà diagnoz´,...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Sylwia, bez Wandzi, z wyraźną przyjemnością zajmowała się przyrządzaniem potraw, przeważnie tkwiła w kuchni i było jej zupełnie wszystko jedno, co one tam, na tym stole, ustawią, za to napatoczył się Marcinek, który po pracy mył ręce co najmniej jak chirurg przed operacją, ale wreszcie musiał te ablucje zakończyć. Trafił prosto pod ogień i już nie przestał być zajęty.
Jacek przybył z kwiatami, dołożywszy je do kosztów kawioru, skoro odpadł mu koszt szampana. Wciąż jeszcze brakowało Dorotki, Melania zatem zaserwowała drinki w niejakim oddaleniu od nakrytego stołu, żeby wypadło bardziej salonowo. Chrzestna babcia była prawie zachwycona.
- No i proszę, a mówiłam, tu rozbudować trzeba, liwingu rumu wam brakuje. Jak to miło tak rodzinę mieć przy sobie! A gdzież moja wnusia, czemu jeszcze jej nie ma? Dlaczego ona tak późno wraca, chłopcy na nią czekają, dwóch takich ładnych narzeczonych, ja rozumiem, panienka powinna się cenić, ale już by mogła być. Daj mi jeszcze, Meluniu, tej mieszanki, bardzo dobrą zrobiłaś...
- Uważaj, co robisz, Wandzia nam się urżnie - mruknęła półgębkiem Felicja do rozbawionej Melanii.
- A niechby nawet. Może zaśnie i nie będzie łomotać...
- Ale zapomni, co chciała powiedzieć. Upij ją, jeśli chcesz, tylko nieco później.
- Tak cię ten jej testament ciekawi?
- A ciebie nie, co...?
- Mnie nie dotyczy. Nie umrę z ciekawości.
Felicja wzruszyła ramionami i nie sprzeczała się z nią, bo miała swój prywatny kłopot. Bez względu na treść testamentu zastanawiała się, jak by tu skłonić cholerną Wandzię do sięgnięcia po jakieś fundusze. Szampanem niech się Melania martwi, kawioru można nie dostrzegać nawet w trakcie jedzenia, ale co będzie jutro? Wandzia, najwyraźniej w świecie, uwielbiała kosztowne rozrywki.
Wszyscy siadali już przy stole, kiedy wreszcie pojawiła się Dorotka. Została powitana rozczuleniem chrzestnej babci tak wielkim, że prawie nie pozwolono jej umyć rąk. Dwie minuty, spędzone w łazience, to było stanowczo za długo!
- Otwórzcie tego szampana! Zdrowie Dorotki trzeba wypić, od razu, bo to moja spadkobierczyni i zaraz wam wszystko opowiem...
W tym momencie dwie siostry bez słów wyjawiły swój stan uczuć i umysłów. Felicja podała oszronioną butelkę Marcinkowi, Melania przytomnie wyjęła mu ją z rąk i wetknęła Jackowi. Marcinek się wcale nie obraził, Jacek zaś, na szczęście, otwierał szampana nie po raz pierwszy w życiu, Nie uronił ani kropli, a strzelił umiarkowanie, nie tłukąc żyrandola.
- Wandziu, twoje zdrowie! - powiedziała Felicja z elementarnej grzeczności.
- Ależ wasze, kochani moi, wasze! I Dorotki!
Dorotce, wciąż jeszcze ogłuszonej nieco norweskim tekstem i nagłym znalezieniem się na uroczystym przyjęciu, zaniepokojonej obecnością Jacka i myślą o rachunku za taksówkę, było idealnie ganc pomada, czyje zdrowie wszyscy piją. Chrzestna babcia jej, proszę bardzo, ona może wzajemnie...
Chrzestna babcia nie marnowała już okazji.
- U notariusza byłam i testament napisałam, żeby wszystko było porządnie. Podzieliłam na połowę i jedna cała połowa będzie dla Dorotki, a druga dla was, kochane dziewczynki, a wy już między sobą się pogodzicie. To dużo pieniędzy, bo ja oszczędnie żyję...
- Ile? - zaciekawił się nietaktownie Marcinek.
- Nie wiem, dziecino. Ale dużo...
- Jak możesz sama nie wiedzieć, ile masz pieniędzy? -zdziwiła się Sylwia, bardzo zainteresowana tematem.
- A bo to się zmienia z dnia na dzień, kochana moja, Antoś miał zawsze wyliczone, ale ja nie pamiętani. No i popatrzcie, on też nie ma tego numeru telefonu, że też ten Antoś sam nie zadzwoni, tak mnie zaniedbał, czy tam się co złego nie stało, może on chory, ale prędzej ta podła Żejna mu nie pozwala, ona taka niedobra! Sama by chciała wszystko...
- A świadkowie? - przerwała jej Sylwia.
- Co świadkowie? Jacy świadkowie? Świadków to mnóstwo, każdy widział...
- Do testamentu podobno potrzebni świadkowie. Tak czytałam. Wszędzie zawsze piszą, że pod testamentem muszą być podpisani świadkowie. Dwie sztuki.
- Ciekawe, co to może być ta Żejna - szepnęła Melania do Jacka, którego miała najbliżej. - Imię, z pewnością, ale jakie?
- Przypuszczani, że Jane - odszepnął. - Fonetycznie najbliżej...