przedtem, jakkolwiek budziła się z rozkładu nierównie beznadziejniejszego od wszystkich daw- niejszych...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- włącznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywają stylem winietowym – sposób malo- wania przypominał wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- Jest to przede wszystkim wyraz błagania… a jednak czai się w nim podejrzenie! Ach, do licha z tymi podejrzeniami! Gdybym chciał o nim rozpowiadać, zrobiłbym to już...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Już od dawna zaprzestałem wszelkich wysiłków i znieruchomiałem (na otomanie, po-
grążając się w odmęcie unicestwiających wrażeń, śród których ostatecznie przerażenie było może
najmniej okropne i najmniej dławiące. Trup – powtarzani – drgnął, i to z większą siłą niż po-
przednio. Łuna życia z niezwykłą mocą ubarwiła policzki, ustąpiło stężenie członków – i gdyby
nie zaciśnięte szczelnie powieki, gdyby nie chusty i czechła pośmiertne, co użyczały jej kształtom
wyglądu grobowego, mógłbym był mniemać, iż Rowena wyzwoliła się zupełnie z oków śmierci.
Nie dowierzałem na razie temu przypuszczeniu, lecz przestałem wątpić, gdy ujrzałem na własne
oczy, jak upowita w całuny postać podniosła się z łoża i niby człowiek, co błąka się we śnie, z
zamkniętymi oczyma postąpiła chwiejnym, niepewnym krokiem na środek komnaty.
Nie zadrżałem, nie porwałem się z miejsca, gdyż tłum niewysłowionych przywidzeń, wywoła-
nych ruchami, postawą i zachowaniem się postaci, zakotłował nagle w mym mózgu, obezwładnił
mnie i okamienił. Nie drgnąłem, zapatrzony w widziadło. Bezładnie, w błędnej rozterce wi-
chrzyły się moje myśli. Czy to możliwe, by żywa Rowena istotnie stała przede mną? Czy to w
ogóle mogła być Rowena, jasnowłosa, modrooka Lady Rowena Trevanion z Tremaine? Skąd,
dlaczego nasunęły się mi te wątpliwości? Przepaska ciężko przysłaniała usta – wszelako czyż nie
były to usta Lady z Tremaine? A lica – różane jak w pełni rozkwitu – to zapewne cudne lica ży-
143
wej Lady z Tremaine? A broda z dołeczkami jak wówczas, kiedy była zdrowa, to przecież jej
broda? Lecz cóż to, czy urosła podczas choroby? Na myśl tę opętało mnie niepojęte szaleństwo.
Zerwałem się i przypadłem do jej stóp. Targnęła się, by uniknąć mojego dotknięcia, przy czym
obsunęło się upiorne czechło, co osłaniało wolno jej głowę, i skroś rozmigotanego powietrza
komnaty wionęła ogromna smuga długich, rozpuszczonych włosów; były one czarniejsze niźli
krucze skrzydła północy! I rozwarły się z wolna oczy stojącej przede mną postaci.
– Teraz – zawołałem na cały głos – teraz na pewno już się nie mylę! To wyraziste, czarne, nie-
odgadnione oczy miłości, co mnie odeszła – to oczy Lady – LADY LIGEI.
144
Berenice
Dicebant mihi sodales, si sepulchrum amicae visitarem, curas meas aliquantulum fore leva-
tas.46
Ebn Zaiat
Nieszczęście ma postać rozmaitą. Wielokształtna jest marność tej ziemi. Na wzór tęczy, rozpo-
starta poad rozległym widnokręgiem posiada barwy tak samo różnorodne, tak samo poszczegól-
nie odmienne, a przecież tak samo ścisłym spojone węzłem. Rozpostarta |iad rozległym widno-
kręgiem na wzór tęczy! Jakim Sposobem godło piękna mogłem przedzierzgnąć w symbol brzy-
doty? Ze znamienia zgody i pokoju uczynić Smutkom przenośnię? Lecz jako w świecie etycznym
ełe jest wynikiem dobrego, tak samo w świecie rzeczywistym z radości rodzą się bóle. Albo
wspomnienie minionego szczęścia rozpaczą napełnia dzień dzisiejszy, albo męka, która się staje,
ród swój wywodzi od uniesień, które stać się mogły. Zamierzam opowiedzieć zdarzenie, którego
treść jest pełna zgrozy. Przemilczałbym je chętnie, gdyby nie było raczej kroniką wrażeń niż zda-
rzeń. Na imię mam Egeusz, nazwisko – pominę milczeniem. Nie ma w kraju pałacu bardziej
obarczonego sławą i wiekiem niż moje melancholijne i stare gniazdo rodzinne. Ród nasz od daw-
na przezywano rodem wizjonerów, i rzeczywiście, w niektórych zastanawiających szczegółach –
w charakterze naszego magnackiego domu – we freskach głównej sali – w obiciach komnat sy-
pialnych, w rytowniczych ozdobach słupów zbrojowni, a przede wszystkim w galerii starych ob-
razów, w zewnętrznym pozorze biblioteki i wreszcie w zgoła osobliwej zawartości owej bibliote-
ki – tkwi coś, co aż nadto usprawiedliwia owo mniemanie.
Wspomnienia moich lat młodocianych wiążą siei ściśle z ową komnatą i z jej foliałami, któ-
rych treść zgoła przemilczę. Tam właśnie umarła moja matka. Tam właśnie przyszedłem na świat.
Wszakże nadaremnie by twierdzono, żem nie istniał uprzednio – że duch mój nie posiadał trwania
przedstworzennego. Przeczycie temu? Poniechajmy wszelkich pod tym względem sporów. Mam
przekonanie osobiste i nie zamierzam przekonywać innych. Istnieje zresztą pewne wspomnienie
kształtów bezcielesnych, oczu niewidzialnych a wymownych, dźwięków melodyjnych, a pełnych
melancholii – wspomnienie, które się wzbrania wszelkim odlotom, rodzaj pamięci podobnej do
mętnego, zmiennego, nieokreślonego cienia, i dopóki mój duch będzie słoneczniał, dopóty nie
mogę się zgodzić na rozłąkę z tym cieniem, który jest rzeczywistością.
W tej to właśnie komnacie przyszedłem na świat. 2 odmętów długiej nocy, która miała pozór,
lecz nie była nicością, wyłoniłem się po to, aby wkroczyć nagle w krainę baśni, w pałacowe prze-
pychy fantazji, w dziwaczne dziedziny myśli i wiedzy klasztornej. Nie dziw tedy, że przerażonym
a płomiennym wzrokiem badałem świat dookolny, że dzieciństwo spędziłem wśród ksiąg, a mło-