powietrzu pochodnie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — Ale musisz przyznać, że naprawdę pochodzi z innej planety — dokończyła Trillian, pojawiając się w polu widzenia z drugiej strony mostka...
- Szczegowa relacja o ostatnich godzinach Hitlera w bunkrze w dniu 30 kwietnia 1945 roku pochodzi od jego kierowcy Ericha Kempki...
- • Propozycja Liddy'ego była bardzo kosztowna - wymagała 250 tysięcy dola rów w gotówce, o niemożliwym do wyśledzenia pochodzeniu...
- stych obliczach, w wieńcu promieni; ludzie pochodzący z Sychem nie wzięli do ust turkawek przez wzgląd na gołębicę Azyma...
- Lecz nagle przy krypcie zapalono kilka smolnych pochodni, które ułożono w mały stos...
- le duy, by wchon znaczny kapita pochodzcy ze skadek i przy-nie zysk wyszy od inflacji...
- kura był pijak albo wariat, a nade wszystko człowiek obcego pochodzenia...
- tylko „Siostrzeńca Rameau” Diderota i rozprawę „O pochodzeniu nierówności między ludźmi” Rousseau...
- Prawdziwe nazwisko Rolanda brzmiało Forchin, było pochodzenia francuskiego...
- Pochód dotarł do mostu Notre Damę...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Basia usna, ale moe na szczcie dla niej, zanim chd zdoa zwarzy
krew w jej yach, obudzi j niezwyky haas. Konie szarpny si nagle:
widocznie dziao si w puszczy co nadzwyczajnego. Basia odzyskawszy
w jednej chwili przytomno, chwycia Azjowy muszkiet i pochylona na
koniu, ze skupion uwag i rozdtymi nozdrzami pocza nasuchiwa.
Bya to tego rodzaju natura, e kade niebezpieczestwo w pierwszym
mgnieniu oka budzio w niej czujno, odwag i gotowo do obrony.
Lecz tym razem, przysuchawszy si pilniej, uspokoia si zaraz. Odgosy,
ktre j zbudziy, byy rechtaniem dzikich wi. Czy basiory podbieray
si ku warchlakom, czy te odyce poczy si ci o samury, do, e
naraz rozebrzmiaa caa puszcza. w warcho odbywa si niezawodnie
do daleko, ale wrd ciszy nocnej i powszechnego upienia wydawa
si tak bliskim, i Basia syszaa nie tylko rechtanie i kwiki, ale wist
gony oddychajcych gwatownie nozdrzy. Nagle rozleg si omot,
ttent, trzask amanych chrustw i cae stado, lubo niewidzialne dla Basi,
przeleciawszy w pobliu, pogryo si w gbiach puszczy. A w onej
niepoprawnej Basi, mimo jej strasznego pooenia, zbudzia si na
mgnienie powieki yka myliwska i zrobio si jej al, e nie widziaa
przelatujcego stada.
"Czowiek by si trocha przypatrzy - rzeka sobie w duszy - ale nic to!
Jadc tak lasami, pewnie jeszcze co zobacz..."
I dopiero po tej uwadze przypomniawszy sobie, e lepiej nic nie widzie,
a jak najprdzej ucieka, pucia si w dalsz drog. Nie mona byo sta
duej jeszcze i dlatego, e chd ogarnia j coraz dotkliwszy, a ruch koni
rozgrzewa j znacznie, mao stosunkowo nuc. Konie za to, ktre nieco
tylko mchu i zmarzych traw zdoay uszczkn, ruszyy wielce niechtnie
i z pospuszczanymi gowami. Szron w czasie postoju okry im boki i
zdawao si, e ledwie nogi wlok. Szy przecie od poudniowego popasu
niemal bez wytchnienia. Przejechawszy polan, z oczyma utkwionymi w
Wielki Wz na niebie, Basia pogrya si w puszcz, niezbyt gst, ale
pagrkowat, poprzecinan wskimi jarami. Stao si te i ciemniej, nie
tylko z powodu cienia, jakie rzucay rozoyste drzewa, ale take i
dlatego, e opary podniosy si z ziemi i skryy gwiazdy. Trzeba byo
jecha na olep. Jedne tylko jary daway Basi jakkolwiek wskazwk,
e posuwa si w susznym kierunku, bo to wiedziaa, e wszystkie one
cign si od wschodu ku Dniestrowi, e wic przebywajc coraz nowe,
zda wci ku pnocy. Pomylaa jednak, e mimo tej wskazwki grozi
jej zawsze: albo zbytnie oddalenie si od Dniestru, albo zbytnie zblienie
si ku niemu. I jedno, i drugie mogo by niebezpieczne, bo w pierwszym
razie wypadoby naoy ogromnie drogi, w przeciwnym - moga
wyjecha na Jampol i tam wpa we wrae rce. Czy za bya jeszcze
przed Jampolem, czy wanie na jego wysokoci, czy te zostawia go ju
za sob, o tym nie miaa najmniejszego pojcia.
"Prdzej bd wiedziaa, kiedy omin Mohilw - mwia sobie - bo ten
ley w jarze wielkim i cigncym si daleko, ktren moe poznam."
Po czym spojrzawszy w niebo mylaa dalej: "Daj mi Boe przebra si
jeno za Mohilw, bo tam zaczyna si ju Michaowe panowanie, tam
mnie ju nic nie ustraszy..." Tymczasem noc staa si jeszcze
ciemniejsz. Szczciem, na podou lenym lea tu ju nieg, na ktrego
biaym tle mona byo odrnia ciemne pnie drzew, nisze konary i
omija je. Natomiast musiaa Basia jecha wolniej i skutkiem tego na
dusz jej pady znw te strachy przed si nieczyst, ktre na pocztku
nocy cinay jej krew lodem.
"Jeli zobacz wiecce lepie nisko - rzeka do swej strwoonej duszy-
nic to! to bdzie wilk; ale jeli na wysokoci czowieka..." I w tej samej
chwili krzykna gono:
- W imi Ojca i Syna!...
Bo czy to byo zudzenie czy moe dziki zdeb siedzia na gazi, do, e
Basia wyranie ujrzaa par byszczcych lepiw na wysokoci
czowieka. Z trwogi jej samej zaszy oczy pomrok, ale gdy przejrzaa
znowu, nie byo ju nic wida, tylko jaki szelest da si sysze midzy
konarami, tylko jej serce tuko si w piersiach tak gono, jak gdyby
chciao pier rozsadzi. I jechaa dalej, dugo, dugo wzdychajc do
wiata dziennego. Noc duya si jednak niezmiernie. Wkrtce potem
znw rzeka przegrodzia jej drog. Basia bya ju do daleko za
Jampolem, nad brzegiem Rosawy, ale nic nie wiedziaa, gdzie jest,
odgadywaa tylko, e jednak posuwa si wci na pnoc, skoro
napotkaa now rzek. Odgadywaa take, e noc musi ju by na
schyku, bo chd powikszy si znacznie; widocznie bra mrz, tuman
opad i gwiazdy ukazay si znowu, jeno bledsze, niepewnym wiatem
wiecce. Na koniec ciemno pocza bledn stopniowo. Pnie, gazie i
gazki staway si widoczniejsze. W lesie zapanowaa zupena cisza -
dniao. Po pewnym czasie Basia moga ju odrni ma koni. Na