stych obliczach, w wieńcu promieni; ludzie pochodzący z Sychem nie wzięli do ust turkawek przez wzgląd na gołębicę Azyma...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — Ale musisz przyznać, że naprawdę pochodzi z innej planety — dokończyła Trillian, pojawiając się w polu widzenia z drugiej strony mostka...
- Szczegowa relacja o ostatnich godzinach Hitlera w bunkrze w dniu 30 kwietnia 1945 roku pochodzi od jego kierowcy Ericha Kempki...
- • Propozycja Liddy'ego była bardzo kosztowna - wymagała 250 tysięcy dola rów w gotówce, o niemożliwym do wyśledzenia pochodzeniu...
- Lecz nagle przy krypcie zapalono kilka smolnych pochodni, które ułożono w mały stos...
- le duy, by wchon znaczny kapita pochodzcy ze skadek i przy-nie zysk wyszy od inflacji...
- kura był pijak albo wariat, a nade wszystko człowiek obcego pochodzenia...
- tylko „Siostrzeńca Rameau” Diderota i rozprawę „O pochodzeniu nierówności między ludźmi” Rousseau...
- Prawdziwe nazwisko Rolanda brzmiało Forchin, było pochodzenia francuskiego...
- Aby uniknąć tego śmiesznego, rzecz jasna, wniosku, w 1900 roku niemiecki uczony Max Pianek sformułował tezę, że światło, promienie Roentgena i inne fale...
- Pochód dotarł do mostu Notre Damę...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wielu rozmawiało stojąc na środku sali; para z ust ludzkich pomieszana z dymami kande-
labrów i unosiła się w powietrzu jak mgła. Fanuel przesunął się pod ścianą. Przestudiował raz
jeszcze nieboskłon, ale nie zbliżał się do tetrarchy w obawie przed plamami oliwy, będącymi
dla Eseńczyków nieczystością, której należało się wystrzegać.
Rozległy się głuche uderzenia: to dobijano się do bram zamku.
Stało się bowiem powszechnie wiadome, że tu uwięziono Iaokananna. Ludzie z pochod-
niami wspinali się ścieżką; czarna masa roiła się w wąwozie; i tłum wył:
– Iaokanann! Iaokanann!
– Zakłóca porządek! – rzekł Jonatas.
– Jeśli tak dalej pójdzie, zabraknie pieniędzy – dorzucili faryzeusze.
Posypały się oskarżenia i wyrzuty:
– Broń nas!
– Skończ z nim wreszcie!
– Zdradziłeś wiarę!
– Bezbożny jak wszyscy Herodowie!
– Nie tak bezbożni jak wy! – rzekł ostro Antypas.– To mój ojciec odbudował waszą Świątynię!
Wtedy faryzeusze, synowie wygnanych i zwolennicy Matatiasza, oskarżyli tetrarchę o
zbrodnie, które popełniono w jego rodzie.
18
Mieli stożkowate czaszki, zjeżone brody, ręce słabe i złośliwe; płaskie nosy, duże i okrągłe oczy czyniły, że byli podobni do buldogów. Cały tuzin ludzi, a byli to skrybowie i pachołkowie kapłańscy, żywiący się tym, co spadło z ofiarnego stołu, dopadł do stóp estrady; grozili
nożami Antypasowi, który nakazywał im spokój; saduceusze miękko bronili Heroda. Do-
strzegł Mannaei, lecz dał mu znak, aby się oddalił, ponieważ Witelius zachowując spokój dawał do zrozumienia, że nie obchodziły go te sprawy.
Faryzeusze, leżący na tricliniach, wybuchli naraz piekielną złością. Potłukli talerze, które
mieli przed sobą. Podano im bowiem ulubiony przysmak Mecenasa, potrawkę z dzikiego
osła, nieczystego zwierzęcia.
Aulus wydrwił ich, przypominając o głowie osła, którą jak mówiono, czcią otaczali, i nie
szczędził zjadliwych uwag na temat wstrętu, jaki żywili do wieprza. Niewątpliwie dlatego, że
to grube zwierzę zabiło ich Bachusa; faryzeusze lubili nazbyt wino, skoro odkryto w Świątyni
złotą latorośl. Kapłani nie rozumieli, co mówił. Phinees, rodem z Galilei, odmówił przełoże-
nia tych słów. Wtedy wpadł w niepohamowaną wściekłość, tym. bardziej że przerażony
Azjata wymknął się z sali; uczta nie podobała się Aulusowi, gdyż potrawy były nazbyt po-
spolite i nie dość sztucznie maskowane! Uspokoił się na widok ogonów syryjskich owiec, z
których każdy jest paczką smakowitej tłustości.
Charakter Żydów wydawał się Witeliusowi ohydny. Bogiem ich mógł być doskonale Mo-
loch, którego ołtarze widział po drodze; przypominały mu się ofiary składane z dzieci i opo-
wieści o człowieku potajemnie tuczonym. Serce jego, serce Rzymianina, ogarnął niesmak na
widok braku tolerancji, wściekłości obrazoburczej i bydlęcego uporu, z jakim usiłowali wszystkiemu stawać na zawadzie.
Prokonsul pragnął odejść. Aulus odmówił. W szacie zsuniętej aż do biodra, leżał za stosem
jadła; nazbyt już obżarty, ażeby przełknąć coś jeszcze, nie chciał spuścić półmisków z oka.
Podniecenie rosło w zgromadzonych. Pochłonęły ich projekty niezawisłości. Przypomina-
no dni świetności Izraela. Wszystkich zdobywców spotkała kara: Antygona, Warusa, Krassu-
sa...
– Łajdaki – rzekł prokonsul, gdyż rozumiał po syryjsku; trzymał tłumacza po to tylko, aże-by mieć czas do namysłu nad odpowiedzią.
Antypas wydobył szybko medalion Imperatora i przyglądając mu się z trwogą, pokazał go
od strony, gdzie był profil cesarski.
Nagle rozsunęły się kotary złotej trybuny i w blasku świec, w gronie niewolnic i pośród
wieńców z anemonów ukazała się Herodiada w mitrze asyryjskiej, umocowanej nad czołem;
włosy opadające spiralami rozsypywały się na szkarłatnym peplos o rozciętych rękawach.
Dzięki dwóm kamiennym potworom, podobnym do zwierząt ze skarbca Atrydów, stojącym
po obu stronach wejścia, przypominała Cybelę w otoczeniu lwów; nieruchoma na krużganku
ponad Antypasem, z tacą w ręku, zawołała:
– Oby Cezar długo nam panował!
Słowa hołdu powtórzyli Witelius, Antypas i kapłani.
Ale z głębi sali dał się słyszeć pomruk podziwu i uwielbienia.
Weszła dziewczyna. Pod błękitnym welonem, kryjącym jej piersi i głowę, prześwitywały