Prawdziwe nazwisko Rolanda brzmiało Forchin, było pochodzenia francuskiego...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Już samo podanie w polskiej telewizji publicznej informacji o wyrażeniu przez kogoś krytycznej opinii o wspomnianym festiwalu (firmowanym wszak przez TVP) było...
- Przez chwilę wahała się - to, co chciała zrobić, nie było zakazane przez zwyczaj, ale mógł dokonać tego tylko ktoś bardzo poruszony, w sytuacji, która go...
- punktach było ono skodyfikowaniem stosowanej ju uprzednio praktyki, jednak praktyce tej dopiero teraz nadało charakter w pełni instytucjonalny...
- ““Zabij go, Tanneguy!”“ A teraz - de Giac roześmiał się konwulsyjnie - teraz ten człowiek, pod którego władzą było tyle prowincji, że można by nimi...
- Niemniej obawiałem się wyjść z lasu — choć skądinąd było oczywiste, że prędzej albo później wyjść muszę...
- — Chce pan powiedzieć, że rurę założono, kiedy nie było jeszcze krateru ani tego wąwozu? — spytałem...
- I po cóż to wszystko, po cóż te wyrzeczenia dla sprawy tak od początku przegranej? Jakby z odkrytej karty czytać było można...
- Wyjaśniła Ellie, jak to było z białą, weselną suknią, że rodzina tak tego chciała, i ile radości sprawiają jej te metry jedwabnych koronek i długi, lśniący...
- ciekawe i co mnie osobiście bardzo zaskoczyło — zdałem sobie spra- wę, że czasami pracując mniej i krócej, można było zrobić więcej, niż...
- Pod ziemią mieliśmy nawet drogowskazy, dzięki czemu obcy wiedzieli gdzie się znajdują, chociaż zapewnianie przybyszom [kadrze i partyzantom] przewodnika było...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Rodzina wywodziła się z okolic Thibodeaux. On sam nie miał numeru ubezpieczenia społecznego, nigdy nie wypełniał zeznań podatkowych, z punktu widzenia władz po prostu nie istniał. Miał trzy doskonale sfałszowane’ paszporty, w tym jeden niemiecki, a inny rzekomo wydany przez rząd Irlandii. Przekraczał granice bez żadnych kłopotów.
Jedno z nazwisk Rolanda, znane tylko jemu i nigdy nie zdradzone żywej duszy, brzmiało Wedge, Rollie Wedge. Rollie uciekł ze Stanów w roku 1967 po zamachu na Kramera i mieszkał krótko w Irlandii Północnej. Potem przebywał także w Libii, Monachium, Belfaście i Dolinie Bekaa w Libanie. Był w Stanach na krótko w roku 1967 i 1968, żeby obserwować proces Sama Cayhalla. Wtedy podróżował już bez problemu, posługując się swoimi fałszywymi dokumentami.
Potem musiał jeszcze złożyć w Stanach kilka krótkich wizyt, wszystkie związane z Samem. Z upływem czasu ta sprawa martwiła go coraz mniej. Przed trzema laty przeniósł się do tego bunkra, żeby pracować dla dobra nazizmu. Nie uważał się już za członka Klanu. Teraz był nazistą.
Podczas swojego porannego przeglądu prasy znalazł wiadomości na temat Sama w siedmiu z dziesięciu gazet. Odłożył gazety do metalowego koszyka i postanowił wyjść na zewnątrz. Nalał sobie kawy i pojechał windą dwadzieścia pięć metrów w górę do dużego pokoju w chacie z drewnianych bali. Dzień był piękny, chłodny i słoneczny, bez jednej chmury na niebie. Wspiął się wąską ścieżką prowadzącą w stronę gór i po dziesięciu minutach spoglądał na dolinę. Pola zboża znajdowały się dalej.
Roland czekał na śmierć Sama od dwudziestu trzech lat. Mieli wspólny sekret, ciężar, który mógł zniknąć dopiero po wykonaniu wyroku na Samie. Podziwiał starego człowieka. W odróżnieniu od Jeremiasza Dogana Sam nie złamał przysięgi i nigdy nie złożył zeznań. Przetrwawszy trzy procesy, kilku adwokatów, niezliczone apelacje i miliony pytań, Sam Cayhall nigdy się nie ugiął. Był człowiekiem honoru, a Roland chciał jego śmierci. Och, pewnie, musiał postraszyć trochę Cayhalla i Dogana podczas pierwszych dwóch procesów, ale to dawne dzieje. Dogan złamał się pod naciskiem i zaczął zeznawać przeciwko Samowi. I musiał umrzeć.
Teraz niepokoił go chłopak. Tak jak wszyscy, Roland zgubił trop Eddiego Cayhalla i jego rodziny. Wiedział o córce Sama w Memphis, ale po jego synu wszelki ślad zaginaj. A teraz ten dobrze wykształcony młody prawnik z dużej, bogatej żydowskiej firmy pojawił się jakby zrządzeniem losu, żeby uratować swojego dziadka. Roland znał się wystarczająco dobrze na egzekucjach, by wiedzieć, że w ostatnich godzinach prawnicy chwytają się wszystkiego. Jeśli Sam miałby pęknąć, zrobiłby to teraz pod naciskiem swojego wnuka.
Kopnął kawałek skały, który podskakując potoczył się w dół. Pomyślał, że będzie musiał pojechać do Memphis.
W biurach Kravitz & Bane w Chicago sobota była jeszcze jednym zwyczajnym dniem ciężkiej pracy, ale w Memphis sprawy miały się nieco inaczej. Adam dotarł do biura o dziewiątej i zastał tam tylko dwóch adwokatów i jednego asystenta. Zamknął się w swoim gabinecie i zasunął story.
On i Sam pracowali poprzedniego dnia jeszcze przez dwie godziny i gdy Packer wrócił do biblioteki z kajdankami i łańcuchami na nogi, stół pokryty był tuzinami książek i notatników. Packer czekał niecierpliwie, gdy Sam odkładał książki z powrotem na półki.
Adam przejrzał notatki. Wprowadził swoje materiały do komputera i po raz trzeci poprawił tekst wniosku. Wcześniej przekazał już jego kopię faksem do Garnera Goodmana, który przeredagował go i odesłał z powrotem.
Goodman nie spodziewał się pozytywnej odpowiedzi, ale na tym etapie sprawy nie mieli jeszcze nic do stracenia. Gdyby przypadkiem w którymś z sądów federalnych miało się odbyć przyśpieszone posiedzenie, Goodman chciał zeznawać na temat egzekucji Maynarda Tole’a. Wraz z Peterem Wiesenbergiem oglądał ją na własne oczy. W rzeczy samej, Wiesenberg był tak wstrząśnięty widokiem gazowania żywego człowieka, że opuścił firmę i przyjął pracę nauczyciela. Jego dziadkowi udało się przeżyć holocaust; babce nie. Goodman obiecał Adamowi, że skontaktuje się z Wiesenbergiem, i wiedział, że Wiesenberg również zgodzi się zeznawać.
W południe Adam miał już dość biura. Prawnicy zniknęli i na całym piętrze panowała cisza. Wyszedł z budynku.