• Propozycja Liddy'ego była bardzo kosztowna - wymagała 250 tysięcy dola rów w gotówce, o niemożliwym do wyśledzenia pochodzeniu...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — Splamił go? Splamił?— Bardzo dba o osobistą czystość...
- Było to nadal za mało jak na ich potrzeby, „wszystko było wspaniale zorganizowane, bardzo zabawne zupełnie inaczej niż obecnie jest zorganizowane nasze centrum...
- Przez chwilę wahała się - to, co chciała zrobić, nie było zakazane przez zwyczaj, ale mógł dokonać tego tylko ktoś bardzo poruszony, w sytuacji, która go...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- przed laty wieloma przywiózł mu w prezencie pewien bardzo wielki kupiec wprost z Gdań- ska, tliły się kawałki tego czarnego tytoniu, który nosi na paczce...
- Chociaż trenowałem i trenowałem godzinami, nie przypuszczałem, że dwanaście zaledwie minut walki może trwać tak bardzo długo...
- Kto wie, jak działa na proste katolickie umysły eksponowana w mediach świetność beatyfikacji i kanonizacji, jak bardzo wyraża się w kanonizacjach określona...
- Już dawniej kilka razy udało mi się wślizgnąć między Żydów pracujących we dnie poza gettem; kontrola nie była ścisła, chyba tylko wariat pchałby...
- W ciągu trzech pierwszych miesięcy od czasu przeniesienia się do nowej siedziby byłem wciąż bardzo zajęty i prawie nie widywałem mego przyjaciela Holmesa...
- Król Azis milczał bardzo długo, tylko drgania nagłe biegły przez jego twarz na znak, że bije serce królewskie i że się lęka...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
• Decyzja o włamaniu zapadła pod koniec marca na zebraniu szefa sztabu
wyborczego Nixona, Johna Mitchella z jego asystentami Magruderem i Fre-
derickiem LaRue. W owym czasie, perspektywy Nixona na zwycięstwo w li
stopadowych wyborach nie mogły wręcz przedstawiać się lepiej. Edmund
Muskie, jedyny poważny pretendent do roli kontrkandydata Nixona, bardzo
kiepsko wypadł w prawyborach i wyglądało na to, że ostatecznym rywalem
Nixona zostanie najsłabszy z demokratycznych kandydatów, George McGo-
vern. Zwycięstwo republikanów, czyli reelekcja Nixona, wydawało się więc zapewnione.
• Włamanie samo w sobie było bardzo ryzykowną operacją, wymagającą udziału i dyskrecji 10 osób.
• Narodowy Komitet Wyborczy Demokratów i jego szef Lawrence 0'Brien, któ rych biura na Watergate były celem włamania, nie dysponowali żadnymi
materiałami dyskredytującymi Nixona na tyle, by go pokonać w wyborach.
I nic nie wskazywało na to, że je kiedykolwiek uzyskają. Chyba, że admini stracja Nixona popełniłaby jakieś naprawdę wielkie głupstwo.
Pomimo tego wszystkiego kosztowna, ryzykowna, bezużyteczna i potencjalnie katastrofalna w skutkach propozycja człowieka uważanego za niezdolnego do trzeźwej oceny sytuacji została przyjęta. Jak mogło dojść do tego, że tak zdolni i inteligentni ludzie, jak Mitchell i Magruder, mający za sobą świetną karierę polityczną, popełnili takie naprawdę wielkie głupstwo? Być może odpowiedź
wiąże się z pewnym rzadko wspominanym faktem. Otóż propozycja Liddy'ego
za 250 tysięcy dolarów nie była wcale jego pierwszym pomysłem. Tak naprawdę było to jego ustępstwo z zakrojonych na ogromną skalę dwóch poprzednich
propozycji. Pierwsza z nich, złożona dwa miesiące wcześniej na spotkaniu z Mit-chellem, Magruderem i Johnem Deanem, opiewała na milion dolarów i zawierała (oprócz włamania do biur na Watergate) szereg ekstrawaganckich pomysłów na to, jak wciągnąć demokratów w niemoralne postępki (wysokiej klasy prostytutki na wytwornym jachcie) celem zebrania dowodów ich niemoralności i późniejszego
56 WYWIERANIE
WPŁYWU NA LUDZI
szantażu. Kolejny plan Liddy'ego, zaprezentowany w tydzień później na spotkaniu w tym samym składzie, nieco obniżył loty i kosztować miał jedynie pół
miliona dolarów. Dopiero po odrzuceniu tych dwóch planów Liddy wystąpił ze swoim projektem za 250 tysięcy dolarów, który został zaaprobowany. Mimo że był to plan głupi, to jego głupota była mniejsza niż dwóch poprzednich.
Czy to możliwe, żebyśmy obaj - zarówno ja, ustawiczna ofiara wszelkich
naciągaczy, jak i John Mitchell, zaprawiony w politycznych bojach bystry admi-nistrator - ulegli tej samej sztuczce? Ja przy kupowaniu batoników, a on przy akceptacji katastrofalnej oferty politycznej?
Pouczające wskazówki znaleźć można w wyznaniach Jeba Magrudera, uwa-
żanych przez większość prowadzących dochodzenie w sprawie Watergate za najrzetelniejszą relację z feralnego spotkania, na którym podjęta została ostateczna decyzja o włamaniu. Magruder (1974) powiada, że „nikt nie był specjalnie zachwycony tą propozycją", ale „po wystartowaniu z ekstrawaganckiej sumy jednego miliona pomyśleliśmy sobie, że 250 tysięcy pewnie można zaakceptować...
nie chcieliśmy go odesłać z niczym". Mitchell, „w poczuciu, że powinniśmy zostawić Liddy'emu przynajmniej cokolwiek, przystał w końcu na tę propozycję, mówiąc coś w rodzaju: »No dobra, dajmy mu te ćwierć miliona i zobaczmy, czego będzie w stanie dokonać«".
Jak widać, w kontekście początkowego miliona dolarów 250 tysięcy stało się niewielkim „cokolwiek". Mądry po szkodzie, Magruder z niezwykłą jasnością przedstawił taktykę Liddy'ego: „Gdyby przyszedł do nas i na wstępie powiedział: »Słuchajcie, mam pomysł, żeby włamać się do biur Larry'ego 0'Briena i założyć tam podsłuch« pewnie odrzucilibyśmy ten pomysł od razu. On jednak rozpoczął od opisu skomplikowanych zabiegów z prostytutkami, porwaniami, szantażem, włamaniami i podsłuchami. Żądał więc całego bochenka w sytuacji, w której zadowoliłby się jego połową czy nawet ćwiartką".
Pouczające, że tylko jeden z uczestników decyzji wyraźnie zaoponował przeciwko propozycji Liddy'ego, choć i on w końcu uległ swojemu szefowi. Był to Frederick LaRue, który jako jedyny wypowiedział oczywistość: „Nie sądzę, aby ta gra warta była świeczki, aby warto było tak ryzykować". I pewnie mocno musiał się zastanawiać, dlaczego Mitchell i Magruder nie podzielają tej przecież oczywistej opinii. Cóż, między LaRue i pozostałymi decydentami jest zapewne wiele ważnych różnic. Mnie jednak uderzyła jedna, pozornie niezbyt ważna: LaRue był jedynym uczestnikiem trzeciego, decydującego spotkania, który nie brał udziału w dwóch poprzednich posiedzeniach dotyczących nieszczęsnych propozycji Liddy'ego. Jedynie LaRue, niepoddany naciskowi reguły wzajemności i zasady kontrastu, mógł być może dostrzec, że propozycja włamania na
Watergate była głupia i bezcelowa.
Tak czy owak - stracisz
Jak już mówiliśmy, o sile techniki odmowy-wycofania decydują dwa czynniki poza samą regułą wzajemności. Pierwszy z nich to omówiona już zasada kontrastu. Czynnik drugi to nie tyle jakaś ogólna zasada psychologiczna, ile pewna czysto strukturalna własność sekwencji próśb. Załóżmy raz jeszcze, że chcę od ciebie pożyczyć 100 tysięcy złotych. Rozpoczynając od prośby o 200, naprawdę
REGUŁA WZAJEMNOŚCI 57