kura był pijak albo wariat, a nade wszystko człowiek obcego pochodzenia...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- włącznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywają stylem winietowym – sposób malo- wania przypominał wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- Jest to przede wszystkim wyraz błagania… a jednak czai się w nim podejrzenie! Ach, do licha z tymi podejrzeniami! Gdybym chciał o nim rozpowiadać, zrobiłbym to już...
- Grobstein Ruth, Wszystko o raku piersi FAKTY, KTÓRE POWINNAÂ ZNAå, I PYTANIA, KTÓRE MO˚ESZ ZADAå 37 • Skoro us∏ysza∏aÊ takà diagnoz´,...
- W przypadku zabjstw pod wpywem silnego wzburzenia, usprawiedliwionego okolicznociami, zabjstwo ma przede wszystkim charakter agresji emocjonalnej -i czsto w...
- Jak stosować zawarty układA naprzód, co się dotyczy tego wszystkiego, co wyżej wspomnianą umowę ma wprowadzić w zastosowanie; umowę zawierającą, jak...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Bo czyliż rodowity
i przytomny Egipcjanin, choćby przez rok nie pobierał żołdu i dwa razy tyle dostał kijów, czy
ośmieliłby się - wpadać do pałacu nomarchy i z takim wrzaskiem wzywać ciebie?...
Ramzes pochylił głowę, a widząc, że w drugim pokoju są dworzanie, rzekł zniżonym gło-
sem:
- Czy ty wiesz, Tutmozisie, że od czasu jak wyruszyłem w tę podróż, Egipt zaczyna mi się
wydawać jakiś inny. Niekiedy pytam samego siebie: czy ja jestem w obcym kraju? to znowu
serce moje niepokoi się, jakbym miał na oczach zasłonę, poza którą dzieją się łotrostwa, któ-
rych ja - nie mogę dojrzeć...
- Toteż i nie wypatruj ich, bo w końcu wyda ci się, żeśmy wszyscy powinni iść do kopalń -
odparł ze śmiechem Tutmozis. - Pamiętaj, że nomarchowie i urzędnicy są pasterzami twego
stada. Gdy który wydoi miarę mleka dla siebie albo zarżnie owcę, przecie go nie zabijesz ani
wypędzisz. Owiec masz za dużo, a o pastuchów trudno.
Namiestnik, już ubrany, przeszedł do sali poczekalnej, gdzie zebrała się jego świta: kapła-
ni, oficerowie i urzędnicy. Następnie wraz z nimi opuścił pałac i udał się na dziedziniec ze-
wnętrzny.
Był to obszerny plac zasadzony akacjami, pod cieniem których oczekiwali księcia robotni-
cy. Na odgłos trąbki cały tłum zerwał się z ziemi i uszykował w pięć szeregów.
Ramzes, otoczony błyszczącym orszakiem dostojników, nagle zatrzymał się, chcąc naj-
pierw z daleka obejrzeć pułk kopaczy. Byli to ludzie nadzy, w białych czepcach na głowie i
takichże przepaskach około bioder. W szeregach doskonale można było odróżnić brunatnych
Egipcjan, ciemnych Murzynów, żółtych Azjatów i białych mieszkańców Libii tudzież wysp
Morza Sródziemnego.
W pierwszej linii stali kopacze z oskardami, w drugiej z motykami, w trzeciej z łopatami.
Czwarty szereg stanowili tragarze, z których każdy miał drąg i dwa kubełki, piąty również
tragarze, lecz z wielkimi skrzyniami, obsługiwanymi każda przez dwu ludzi. Przenosili oni
wykopaną ziemię.
Przed szeregami co kilkanaście kroków stali majstrowie: każdy miał w rękach mocny kij i
duży cyrkiel drewniany lub węgielnicę.
Kiedy książę zbliżył się do nich, zawołali chórem: „obyś żył wiecznie!”, i uklęknąwszy
uderzyli czołem o ziemię.
Następca kazał im powstać i znowu przypatrzył się z uwagą.
Byli to ludzie zdrowi i silni, bynajmniej nie wyglądający na takich, którzy od dwu miesię-
cy utrzymywali się z żebraniny.
Do namiestnika przystąpił nomarcha Sofra ze swoim orszakiem. Ale Ramzes udając, że go
nie spostrzegł, zwrócił się do jednego z majstrów:
- Jesteście kopaczami z Sochem? - zapytał.
Majster jak długi upadł twarzą na ziemię i milczał.
121
Książę wzruszył ramionami i zawołał do robotników:
- Jesteście z Sochem?
- Jesteśmy kopacze z Sochem!... - odpowiedzieli chórem.
- Dostaliście żołd?
- Żołd dostaliśmy - jesteśmy syci i szczęśliwi - słudzy jego świątobliwości - odparł chór
wybijając każdy wyraz.
- W tył zwrot!... - zakomenderował książę.
Odwrócili się. Prawie każdy miał na plecach głębokie i gęste blizny od kijów; ale świeżych
pręg nie było.
„Oszukują mnie!...” - pomyślał następca. Kazał robotnikom iść do koszar i nie witając się
ani żegnając z nomarchą wrócił do pałacu.
- Czy i ty mi powiesz - rzekł w drodze do Tutmozisa - że ci ludzie są robotnikami z So-
chem?...
- Wszakże oni sami to powiedzieli - odparł dworak.
Książę zawołał, aby mu podano konia, i odjechał do wojsk obozującyeh za miastem.
Cały dzień musztrował pułki. Około południa na placu ćwiczeń, pod dowództwem nomar-
chy, ukazało się kilkudziesięciu tragarzy z namiotami, sprzętami, jadłem i winem. Ale książę
odprawił ich do Atribis, a gdy nadszedł czas posiłku dla wojska, kazał sobie podać i jadł
owsiane placki z suszonym mięsem.
Były to najemne pułki libijskie. Kiedy książę wieczorem kazał im odłożyć broń i pożegnał
się z nimi, zdawało się, że żołnierze i oficerowie ulegli szaleństwu. Krzycząc: „żyj wiecznie”,
całowali jego ręce i nogi, zrobili lektykę z włóczni i płaszczów, ze śpiewami odnieśli księcia
do miasta, a w drodze kłócili się o zaszczyt dźwigania go na ramionach.
Nomarcha i urzędnicy prowincji, widząc zapał barbarzyńskich Libijczyków i łaskę dla nich
następcy, zatrwożyli się.
- Oto jest władca... - szepnął do Sofry wielki pisarz. - Gdyby zechciał, ci ludzie pobiliby
mieczem nas i dzieci nasze...
Strapiony nomarcha westchnął do bogów i polecił się ich łaskawej opiece.
Późno w nocy Ramzes znalazł się w swym pałacu i tu powiedziała mu służba, że zmienio-
no mu pokój sypialny.
- Dlaczegóż to?
- Bo w tamtej sypialni widziano jadowitego węża, który skrył się tak, że nie można go
znaleźć.
W skrzydle sąsiadującym z domem nomarchy znajdowała się nowa sypialnia. Był to czwo-
roboczny pokój otoczony kolumnami. Miał alabastrowe ściany pokryte malowaną płasko-
rzeźbą przedstawiającą - u dołu rośliny w wazonach, wyżej - girlandy z liści oliwkowych i
laurowych.
Prawie na środku stało wielkie łoże wykładane hebanem, kością słoniową i złotem. Pokój
oświetlały dwie wonne pochodnie, pod kolumnadą znajdowały się stoliki z winem, jadłem i
wieńcami z róż.
W suficie był wielki otwór czworoboczny zasłonięty płótnem.
Książę wykąpał się i legł na miękkim posłaniu, jego służba odeszła do dalszych komnat.
Pochodnie zaczęły przygasać, po sypialni wionął chłodny wiatr nasycony wonią kwiatów.