— Ale musisz przyznać, że naprawdę pochodzi z innej planety — dokończyła Trillian, pojawiając się w polu widzenia z drugiej strony mostka...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Przepis ten ma na wzgldzie umow, w ktrej jedna strona nazywana w literaturze przyrzekajcym lub gwarantem przyrzeka drugiej stronie nazywanej w doktrynie...
- wybra opcj Information i nacisn ENTER, w rezultacie na ekranie pojawisi zestaw informacji podobny do tego poniej:,j~%%I , Object ID: B6000006NetWare...
- Nie mogłem pojąć, jak to się stało, gdy nagle z przeciwnej strony wypadł na mnie mój ordynans i zasypawszy mnie gradem płynących z serca powinszowań wyłożył mi...
- Zaistnienie filozofii jako dziedziny kultury narodowej, w ktrej nacja wyra|a swj [wiatopogld, byBo mo|liwe, pojawiB si bowiem system okre[lonych poj i metod
- - Aj, aj, jak to dobrze, żeś się tu pojawił, panie szlachetny - jęknął boleśnie, leżąc plackiem u stóp Hodży Nasreddina...
- jaki zwiedzać będzie Paryż, gdy z jednej strony Sekwany zostaną tylko szczątki z Tuileriów, brama Saint-Denis, Magdalena, pałac Inwalidów etc...
- - Pierwsze objawy poprawy pojawiaj si po 10-14 dniach, peh poprawa wystpuje dopiero po 4-6 tygodniach...
- \par w oczekiwaniu na Drugie Przyj\'9ccie Chrystusa, do kt\'f3rego w\par rezultacie\par nie dosz\'b3o" (s...
- - A onirofilm?- Onirofilm w swej formie definitywnej pojawił się kilka lat później...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Posłała Arturowi miły uśmiech, który przywalił go jak tona cegieł, i znowu skoncentrowała swoją uwagę na urządzeniach kontrolnych statku.
Przez kilka sekund panowała cisza, a potem z głębi zmaltretowanej papki mózgu Artura wydobyły się z trudem słowa:
— Tricia McMillan? — zapytał słabo. — Co ty tu robisz?
— To samo co ty — odpowiedziała. — Zabrałam się autostopem. Co innego mogłam zrobić z jednym doktoratem z matematyki, a drugim z astrofizyki? Miałam do wyboru albo to, albo znów w poniedziałek kolejkę po zasiłek dla bezrobotnych.
— Nieskończoność minus jeden — odezwał się komputer. — Suma nieprawdopodobieństwa wyrównana.
Zaphod spojrzał na siebie, na Forda, na Artura i w końcu na Trillian.
— Trillian — powiedział. — Czy coś takiego będzie się zdarzało za każdym razem, gdy będziemy używać napędu nieprawdopodobieństwa?
— Obawiam się, że to bardzo prawdopodobne odpowiedziała.
ROZDZIAŁ 14
„Złote Serce” leciało cicho przez wieczną noc kosmosu, posługując się tym razem konwencjonalnym napędem fotonowym. Jego czteroosobowa załoga czuła się trochę skrępowana, wiedząc, że znaleźli się tu razem nie z własnej woli czy też za sprawą przypadku, lecz dzięki niepojętemu kaprysowi fizyki — jak gdyby związki pomiędzy ludźmi podlegały tym samym prawom, które rządzą związkami pomiędzy atomami i cząsteczkami.
Gdy na statku zapadła sztuczna noc, z ulgą schronili się do oddzielnych kabin i próbowali uporać ze swoimi myślami.
Trillian nie mogła spać. Usiadła na tapczanie i wpatrywała się w małą klatkę, która zawierała ostatnie i jedyne ogniwo łączące ją z Ziemią — dwie białe myszki. Przekonała Zaphoda, aby pozwolił jej zabrać je ze sobą. Chociaż była prawie pewna, że już nigdy nie zobaczy Ziemi, jednak brak reakcji na wiadomość o zniszczeniu planety sprawił jej przykrość. Ziemia wydawała się odległa i nierealna i nie przychodziły jej do głowy żadne związane z nią myśli. Obserwowała myszy biegające po klatce i miotające się wściekle na swoich małych plastikowych karuzelach, aż w końcu pochłonęło to całą jej uwagę. Nagle otrząsnęła się i wróciła na mostek, aby czuwać nad mrugającymi światełkami i liczbami, które znaczyły drogę statku przez próżnię. Czuła, że chciałaby wiedzieć, o czym tak bardzo starała się nie myśleć.
Zaphod nie mógł spać. On również czuł, że chciałby wiedzieć, o czym tak bardzo nie pozwalał sobie myśleć. Odkąd sięgał pamięcią, zawsze męczyło go nieuchwytne, lecz dokuczliwe wrażenie, że jest nie całkiem przy zdrowych zmysłach. Przez większość czasu udawało mu się odsuwać takie myśli i nie przejmować się nimi, ale teraz znów odezwały się, wywołane nagłym, niewytłumaczalnym pojawieniem się Forda Prefecta i Artura Denta. W jakiś sposób pasowało to do wzoru, którego nie mógł zobaczyć.
Ford nie mógł spać. Był zbyt podekscytowany tym, że znów znalazł się na szlaku. Piętnaście lat dosłownego prawie uwięzienia było już wspomnieniem, a stało się to w chwili, gdy zaczynał powoli tracić nadzieję. Trochę włóczęgi z Zaphodem zapowiadało się na niezłą zabawę, chociaż było coś odrobinkę dziwnego w jego dalekim kuzynie, coś, czego nie umiał sprecyzować. Fakt, że został prezydentem Galaktyki, był wystarczająco zdumiewający podobnie jak sposób, w jaki porzucił swoje stanowisko. Czy była w tym jakaś ukryta przyczyna? Nie było sensu pytać o to Zaphoda — on najwyraźniej nigdy nie kierował się żadnymi przyczynami w niczym, co robił: podniósł niewytłumaczalność na wyżyny sztuki. Wszystko w życiu atakował z mieszaniną zadziwiającego geniuszu i naiwnej niekompetencji, tak że czasami trudno było odróżnić, które jest które.
Artur spał, był potwornie zmęczony.
Rozległo się ciche pukanie do drzwi kabiny Zaphoda. Drzwi rozsunęły się.
— Zaphod..
— Tak?
W owalu światła stała Trillian.
— Zdaje się, że znaleźliśmy to, czego szukałeś.
— Hej, naprawdę?