Potykając się i chwiejąc na nogach, Jimmy cofał się przed morzem płomieni...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Schemat A2Zale¿noœci wystêpuj¹ce miêdzy rozwojem public relations w Niemczech i w Stanach ZjednoczonychPraktyka PR w Niemczech przed 1945 rokuPraktyka PR...
- A kto¿kolwiek siê komu o pewny d³ug zapisa³, y do Grodu firma inscriptione [mocnym zapisem] odpowiadaæ siê podda³ dobrowolnie, b¹dŸ przed œmierci¹, abo iu¿ y po œmierci...
- cz¹stki (przed zmierzeniem jej cech), która nie znajduje siê nigdziew przestrzeni i czasie? Jeœli za jeden obiekt uwa¿aæ to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Odwróci³ siê ty³em do œwiat³a reflektora i os³aniaj¹c oczy przed blaskiem bij¹cym mu spod nóg, spróbowa³ zajrzeæ w kryszta³ow¹ g³êbinê jak przez lód, który skuwa jezioro...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- przed laty wieloma przywiózł mu w prezencie pewien bardzo wielki kupiec wprost z Gdań- ska, tliły się kawałki tego czarnego tytoniu, który nosi na paczce...
- Mimo to na ich widok czterej Neimoidianie nie tylko nie opuścili posterunku przed drzwiami apartamentu wicekróla, ale opuścili broń w geście ostrzeżenia...
- naszych ewolucyjnych uprzedzeń mamy skłonność do myślenia o początku wszechświata jak o pewnej szczególnej chwili, przed którą wszechświat nie...
- - Ale Thrawn jest inny? diousa nie obejmował zlikwidowania wszystkich świadków, aby nic nigdy nie przed- - Thrawn to dorosła wersja - odparła...
- Bój na przebicie był szybki, błyskawiczny, trwał krótko pląs kling, brzęk, zgrzyt - i oto przed oczami hobbita już rozwarła się zbawcza czerń nocy...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Gardan zaklął na cały głos.
– A niech to szlag trafi! Patrzcie, zabici wstajÄ… znowu! Przez jÄ™zory ognia i kÅ‚Ä™by dymu widać byÅ‚o, jak jeździec ze strzaÅ‚Ä… tkwiÄ…cÄ… w piersi idzie chwiejnie w kierunku mostu. Inny, którego Martin zwaliÅ‚ na ziemiÄ™ kilka chwil później, z trudem dźwigaÅ‚ siÄ™ na nogi.
Jimmy dopadł konia i wskoczył na siodło.
– Co to byÅ‚o? – spytaÅ‚ Arutha.
– Bomba dymna, miaÅ‚em jÄ… przy sobie z przyzwyczajenia. Wielu PrzeÅ›miewców posÅ‚uguje siÄ™ nimi, aby zmylić pogoÅ„ i stworzyć zamieszanie odciÄ…gajÄ…ce od nich uwagÄ™. WytwarzajÄ… bardzo maÅ‚o ognia, ale za to masÄ™ dymu.
– A co byÅ‚o w butelce? – dopytywaÅ‚ siÄ™ Laurie.
– Roztwór nafty. Znam pewnego alchemika w Krondorze, który sprzedaje go chÅ‚opom, powiÄ™kszajÄ…cym swoje pola przez wyrÄ…b i wypalanie lasów.
– To cholernie niebezpieczna mikstura, aby jÄ… wozić w kieszeni. Zawsze to masz przy sobie? – wÅ‚Ä…czyÅ‚ siÄ™ Gardan.
– Nie. No ale też i nie podróżujÄ™ zwykle w miejsca, gdzie mogÄ™ siÄ™ naciąć na stwory, które można powstrzymać tylko przez upieczenie. Po tym caÅ‚ym zamieszaniu w burdelu pomyÅ›laÅ‚em sobie, że flaszeczka miksturki może siÄ™ jeszcze przydać. ZostaÅ‚a mi jeszcze jedna... gdyby coÅ›.
– To na co czekasz? Rzucaj! – krzyknÄ…Å‚ Laurie. – Most siÄ™ jeszcze nie zajÄ…Å‚ ogniem.
Chłopak wyciągnął z zawiniątka drugą buteleczkę i zmusił konia, by zbliżył się do mostu. Zamachnął się i celując uważnie, cisnął prosto w ogień.
Płomienne jęzory strzeliły w górę na trzy, cztery metry, obejmując momentalnie cały most. Po obu jego stronach konie rżały przeraźliwie, starając się uciec. Płomienie wciąż wznosiły się w górę.
Arutha przeniósł wzrok na drugą stronę przepaści. Jeźdźcy stali spokojnie, czekając aż płomienie przygasną. W tej chwili pojawiła się za nimi nowa postać. Zbliżał się nie noszący zbroi moredhel z długim kosmykiem skalpowym. Patrzył z kamienną twarzą na Aruthę i jego towarzyszy. Arutha poczuł, jak błękitne oczy dosłownie wwiercają mu się w duszę i przeszywają ją na wylot. Odczuł straszliwą nienawiść. Oto tutaj, w tej chwili stanął twarzą w twarz ze swoim wrogiem. Ujrzał jednego z tych, którzy skrzywdzili Anitę. Martin zaczął znowu strzelać z łuku w stronę czarnych jeźdźców. Moredhel dał znak ręką i w ciszy poprowadził ich z powrotem między drzewa.
Martin wskoczył na konia i podjechał do brata, który patrzył za znikającymi w puszczy jeźdźcami.
– On mnie zna! ByliÅ›my tacy ostrożni, przebiegli, a on i tak wiedziaÅ‚ przez caÅ‚y czas, gdzie jestem.
– Ale skÄ…d? – spytaÅ‚ Jimmy. – Przecież stosowaliÅ›my tyle wybiegów i zmyÅ‚ek.
– JakaÅ› czarna magia – odpowiedziaÅ‚ cicho Martin. – Jimmy, mamy do czynienia z wielkimi i tajemnymi mocami...
– Chodźcie – przerwaÅ‚ im Arutha. – Oni wrócÄ…. Nic ich nie powstrzyma. Jedyne, co zyskaliÅ›my, to trochÄ™ czasu.
Laurie ruszył przodem, prowadząc ich w kierunku drogi wiodącej na północ, do Sarth. Jechali, nie oglądając się za siebie, a ogień głośno trzaskał.
Przez pozostałą część dnia jechali prawie bez odpoczynku. Ani razu nie dostrzegli swoich prześladowców, lecz Arutha był pewien, że są tuż, tuż. Pod wieczór ponownie zbliżyli się do wybrzeża, gdzie Zatoka Statków kierowała drogę ku wschodowi. Pojawiła się lekka mgiełka. Laurie stwierdził, że powinni dotrzeć do opactwa już niedługo.
Martin podjechał do Gardana i Aruthy, który wpatrzony nie widzącym wzrokiem w długie, wieczorne cienie, podświadomie kierował wierzchowcem.
– Wspominasz przeszÅ‚ość? Arutha spojrzaÅ‚ na niego zamyÅ›lony.
– Nie, Martin, czasy, kiedy wszystko byÅ‚o prostsze. Aż pÅ‚onÄ™, żeby rozwiÄ…zać wreszcie tajemnicÄ™ tego Srebrnego Ciernia... aby wrócić AnitÄ™ do życia i do mnie. Martin, wierz mi, aż mnie roznosi! – prawie krzyknÄ…Å‚ w przypÅ‚ywie nagÅ‚ego uczucia. ZamilkÅ‚ na chwilÄ™, po czym westchnÄ…Å‚ ciężko i uspokoiÅ‚ siÄ™ trochÄ™. – ZastanawiaÅ‚em siÄ™, co ojciec zrobiÅ‚by na moim miejscu.
Martin zerknÄ…Å‚ na Gardana.
– DokÅ‚adnie to samo, co ty teraz robisz, Książę. ZnaÅ‚em ksiÄ™cia Borrica przez caÅ‚e życie, od wczesnych lat chÅ‚opiÄ™cych. TwierdzÄ™ z caÅ‚ym przekonaniem, że nikt bardziej nie przypomina go usposobieniem i charakterem niż ty. Wszyscy jesteÅ›cie do niego podobni. Martin w tym, jak wszystkiemu przyglÄ…da siÄ™ z uwagÄ…. Lyam przypomina mi go z czasów, kiedy byÅ‚ radoÅ›niejszy i pogodny, zanim utraciÅ‚ na zawsze swojÄ… paniÄ…, Catherine.
– A ja? – zapytaÅ‚ Arutha.
Na to pytanie odpowiedział Martin.
– Cóż, ty myÅ›lisz tak samo jak ojciec, braciszku. O wiele bardziej niż Lyam czy ja. Jestem twoim najstarszym bratem. Wierz mi, nie sÅ‚ucham twoich poleceÅ„ tylko dlatego, że książę Krondoru stoi wyżej w hierarchii niż książę Crydee. IdÄ™ za twoim przykÅ‚adem, ponieważ wÅ‚aÅ›nie ty – po ojcu – podejmujesz najwÅ‚aÅ›ciwsze decyzje.
Arutha w zamyśleniu zapatrzył się w dal.
– DziÄ™kujÄ™. To najwyższa ocena...
Gdzieś z tyłu dobiegł ich dźwięk, na tyle głośny, by go usłyszeć, lecz trudny do zidentyfikowania. Laurie wychodził wprost ze skóry, by prowadzić jak najszybciej, jednak gęstniejący mrok i mgliste opary utrudniały wyczucie kierunku. Słońce wisiało tuż nad horyzontem i pod drzewa przenikało niewiele światła. Widział przed sobą jedynie krótki odcinek szlaku. Już dwa razy musiał prawie zatrzymać pochód, aby rozróżnić właściwy szlak od innych ścieżek. Arutha podjechał do niego.
– Spokojnie, Laurie. Powolutku. Lepiej wlec siÄ™ jak żółw niż stawać w miejscu.
Gardan zwolnił i poczekał na Jimmy'ego. Chłopak rozglądał się nieustannie po lesie wypatrując, czy coś nie kryje się za drzewami. Jednak w ostatnich promykach zachodzącego słońca dostrzegał tylko siwe, snujące się nisko nad ziemią, strzępy mgły.