Popatrzył na sierżant, potem na Despreaux, i doszedł do wniosku, że największą szansę przeżycia daje mu przyznanie się do wszystkiego...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- włącznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywają stylem winietowym – sposób malo- wania przypominał wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- Jest to przede wszystkim wyraz błagania… a jednak czai się w nim podejrzenie! Ach, do licha z tymi podejrzeniami! Gdybym chciał o nim rozpowiadać, zrobiłbym to już...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wzruszył ramionami ze skruszoną miną.
– Zasugerowałem tylko, że znam sposób na rozweselenie Rogera – przyznał, a potem, nie mogąc się powstrzymać, znów wyszczerzył w uśmiechu zęby. – Gwarantuję, że działa. Sam jestem ostatnio znacznie weselszy.
Sierżant przewróciła oczami i skrzyżowała ręce na piersi.
– Skoro tak, to zaraz posmutniejesz! – Popatrzyła na całą trójkę i pokręciła głową. – Widzę, że Jego Niegodziwość postanowił dać wam zajęcie. Poertena, zdawało mi się, że miałeś prowadzić naukę olinowania.
– Próbowałem nadrobić zaległości z Julianem, pani sierżant – odparł Pinopańczyk, rzucając na pokład kawał liny. – Ale nie szło nam za dobrze.
– Mam to wszystko zapisane w tootsie – wzruszył ramionami Julian. – Ale niektóre informacje wydają się nieprawidłowe, a reszty po prostu nie łapię. Na przykład co to znaczy „żagiel w łopocie”?
– Że żagiel łopocze – powiedziała Kosutic, kręcąc głową. – Nawet ja to wiem, a nienawidzę żeglowania. Chyba niepotrzebnie próbowaliśmy zrobić z marines marynarzy.
– Nie są nam potrzebni, pani sierżant – pocieszył ją Poertena. – Mamy mnóstwo Mardukan.
– Zresztą i tak musimy popracować nad technikami przeprowadzania szturmu – zauważył Julian. – Cały czas walczyliśmy w polu, a przy zdobywaniu portu będzie zupełnie inaczej. A tak naprawdę nie zdobywaliśmy niczego od czasu Q’Nkok.
Sierżant zmarszczyła czoło i kiwnęła głową. Była pewna, że Julian wyskoczył z tym pomysłem dlatego, że walka jest zabawniejsza niż nauka żeglowania. Ale to nie znaczy, że nie ma racji.
– Dobrze. Zgoda. Jeśli chcieliśmy mieć żeglarzy, trzeba było zostawić was na „DeGlopperze” i przywieźć matrosów z Marynarki. Pogadam ze starym. Jeśli się zgodzi, zaczniemy ćwiczyć walkę na bliskie dystanse.
– Może nam się to przydać – zauważył ponuro Poertena. – Jeszcze nigdy nie widziałem mórz, na których nie byłoby piratów.
– No i „ryb niezwykłych rozmiarów”. – Julian parsknął śmiechem i wskazał ręką szmaragdowe wody. – Jak na razie jakoś nam idzie, co?
– Nie śmiej się – mruknęła Despreaux. – Czytałam ten dziennik. Nie mam ochoty spotykać się z czymś, co jest w stanie przegryźć na pół statek.
Kosutic skubnęła się w ucho.
– Jeśli nie będzie innego wyjścia, zawsze możemy dać Rogerowi scyzoryk i rzucić nim w tę rybę.
– Ooo! – Julian pokręcił głową. – Nawet jeszcze ich nie widziałaś, sierżancie, a już ich tak nienawidzisz?
* * *
Książę Roger Ramius Sergei Alexander Chiang MacClintock, Trzeci Następca Tronu Ludzkości, oderwał wzrok od spienionych fal i spojrzał na krzątaninę na pokładzie. Starszy sierżant rozpędziła grupkę zebraną wokół Juliana i czworo podoficerów właśnie rozchodziło się w czterech kierunkach. Książę przyglądał się chwilę dłużej Despreaux idącej do forkasztelu. Wiedział, że jego depresja zaczyna się jej udzielać i że musi się z niej otrząsnąć. Ale strata Kostasa była raną, która nie chciała się zagoić, a poza tym książę miał za dużo czasu na rozmyślanie o tym, odkąd zakończyli budowanie w pośpiechu statków i rozpoczęli samą podróż. Po raz pierwszy od wieków, jak mu się zdawało, nie musiał szkolić miejscowych żołnierzy, walczyć z armiami barbarzyńców, budować okrętów ani wędrować przez bezkresną dżunglę. Nikt nie próbował go pożreć, otruć, zasztyletować ani porwać, i wciąż nie mógł się nadziwić, jak bardzo to go przybija. Dużo czasu na rozmyślania nie zawsze bowiem jest dobrą rzeczą.