Pahner wziął głęboki oddech i spojrzał na wielkiego Mardukanina...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Hej! żeby siÄ™ to tak udaÅ‚o tÄ™ wyspÄ™ i ten zamek ubiec! – Spojrzyj jeno na tych ludzi – odrzekÅ‚ Maćko...
- przed laty wieloma przywiózł mu w prezencie pewien bardzo wielki kupiec wprost z Gdań- ska, tliły się kawałki tego czarnego tytoniu, który nosi na paczce...
- Z mieczem Gawaina natarł na Gwydiona, który natychmiast upadł w poprzek łoża, wyjąc i strasznie krwawiąc z wielkiej rany na plecach; po chwili, gdy do przodu...
- - Moim zdaniem - mówił Jan z namysłem - należy dokumentu strzec jak oka w głowie przez te kilka dni, które nas dzielą od wielkiej premiery...
- Ten bohaterski duch męstwa i wytrzymałości, który zatarł publiczne i prywatne nieporozumienia w całej flocie, jest wielkim legatem lorda Nelsona, potrój nie...
- części doradców odrzucających z założenia jakiekolwiek argumenty wskazujące na specyfikę krajów posocjalistycznych (jako grupy) oraz wielkie różnice...
- Wszystkie te przeobrażenia dokonywały się w ciągu bardzo długiego okresu, warto tu jednak zaznaczyć, że pomimo wielkich cywilizacyjnych postępów ostatnich...
- Lecz przedsięwzięcie to przyniosło tak wielkie dochody, iż wkrótce sama Magrathea stała się najbogatszą planetą wszystkich czasów, a reszta Galaktyki...
- to znać jaśnie, iż czynili te rzeczy, które doskonałemu dworzaninowi należą; jeden ćwicząc Aleksandra Wielkiego, a drugi króle sycylijskie...
- Kolejności zwiedzania miasta oczywiście nie pamiętam i nie ma ona wielkiego znaczenia, w każdym razie wieczorem, wykończona doszczętnie, jechałam do hotelu...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Chwila. To znaczy, że ty skoczyÅ‚eÅ› pierwszy?
– Tak, skoczyÅ‚ pierwszy – odpowiedziaÅ‚ z ogromnÄ… cierpliwoÅ›ciÄ… Roger. – Ja tylko poszedÅ‚em za nim, a to co innego. –
Z powrotem odwróciÅ‚ siÄ™ do Corda. – A co ze mnÄ…? Masz pilnować moich pleców. Ja na to liczÄ™, na miÅ‚ość boskÄ…!
– ByÅ‚eÅ› bezpieczny na statku – odparÅ‚ Cord. – SkÄ…d miaÅ‚em wiedzieć, że skoczysz za mnÄ…?
– OczywiÅ›cie, że skoczyÅ‚bym za tobÄ…, ty stary idioto! – krzyknÄ…Å‚ Roger. – Cord...
– Oni zabijali jeÅ„ców – powtórzyÅ‚ szaman, wskazujÄ…c skutego Å‚aÅ„cuchem więźnia u swoich stóp. – Nie mogÅ‚em na to pozwolić. Tak jak jestem zwiÄ…zany z tobÄ… za to, że uratowaÅ‚eÅ› mi życie, tak samo jestem zobowiÄ…zany ratować innych. To jedyne honorowe wyjÅ›cie.
– A wiÄ™c skoczyÅ‚eÅ› za Cordem? – spytaÅ‚a Despreaux. – ChcÄ™ mieć jasność.
– Tak – odpowiedziaÅ‚ stanowczo Roger – skoczyÅ‚em za Cordem. To nie książę Roger zachowaÅ‚ siÄ™ jak idiota o skÅ‚onnoÅ›ciach samobójczych, a przynajmniej nie tylko on.
– Nic mi nie groziÅ‚o – przerwaÅ‚ mu Cord. – Jak sam zauważyÅ‚eÅ›, żoÅ‚nierze kapitana Faina mieli za chwilÄ™ oczyÅ›cić pokÅ‚ad.
Musiałem tylko przez krótki czas bronić się przed piratami.
Roger złapał za kucyk i pociągnął go ze złością.
– Kapitanie Pahner, zajmie siÄ™ pan tym?
– Szamanie Cord – powiedziaÅ‚ bardzo oficjalnym tonem kapitan – to nie byÅ‚a mÄ…dra decyzja. Nie wolno nam niepotrzebnie narażać Rogera.
– Kapitanie Pahner – odparÅ‚ Cord równie oficjalnie. – Jestem asi ksiÄ™cia Rogera. On nie jest moim i nie ma obowiÄ…zku bronić mojego życia. Poza tym nie byÅ‚ w niebezpieczeÅ„stwie, kiedy go opuszczaÅ‚em. To, że jestem jego asi, nie zwalnia mnie z obowiÄ…zku ciążącego na każdym Wojowniku Åšcieżki. Przeciwnie, jako asi, któremu ktoÅ› uratowaÅ‚ życie, nie bÄ™dÄ…c do tego zmuszonym, jestem zobowiÄ…zany do czynienia tego samego w stosunku do innych. Wymaga tego równowaga... co oznacza, że moim obowiÄ…zkiem byÅ‚o zapobiec rzezi niewinnych. Ale książę Roger nie miaÅ‚ obowiÄ…zku przyÅ‚Ä…czać siÄ™ do mnie.
Pahner otworzył usta, ale zaraz je zamknął i wzruszył ramionami.
– Wie pan, Wasza Wysokość, on ma racjÄ™. – MyÅ›laÅ‚ jeszcze przez chwilÄ™, a potem twarz wykrzywiÅ‚ mu zÅ‚oÅ›liwy uÅ›miech.
– Co? – spytaÅ‚ ze zÅ‚oÅ›ciÄ… Roger.
– Cóż, Wasza Wysokość. – Ton gÅ‚osu kapitana brzmiaÅ‚ podejrzanie, jakby próbowaÅ‚ nie parsknąć Å›miechem. –
Zastanawiałem się tylko, jakie to uczucie znaleźć się na chwilę w czyjejś skórze.
Roger już chciał rzucić jadowitą odpowiedź, ale tylko spojrzał gniewnie na kapitana, a potem obejrzał się, słysząc, jak Despreaux wybucha śmiechem. W końcu także się uśmiechnął.
– Aaa, do diabÅ‚a z wami – powiedziaÅ‚, chichoczÄ…c. – Dobra, jasne. ZrozumiaÅ‚em. – PokrÄ™ciÅ‚ gÅ‚owÄ… i rozejrzaÅ‚ siÄ™ po pokÅ‚adzie. – Skoro mamy to już za sobÄ…, czy ktoÅ› wie, jaka jest sytuacja?
57
– WyglÄ…da na to, że wszystko jest pod kontrolÄ… – powiedziaÅ‚ kapitan Fain. W tym samym momencie z jednego z luków wypadÅ‚o dwóch Mardukan – diaspraÅ„ski szeregowiec i pirat. Spadli na pokÅ‚ad, turlajÄ…c siÄ™ po nim; Lemmar wszystkimi czterema rÄ™kami napieraÅ‚ na nóż przyÅ‚ożony do szyi żoÅ‚nierza, ten zaÅ› odpychaÅ‚ go górnymi ramionami, wÅ›ciekle okÅ‚adajÄ…c dolnymi.
Roger i jego towarzysze patrzyli, jak dwaj walczący turlają się po pokładzie, zbyt zaskoczeni ich nagłym pojawieniem się, żeby cokolwiek zrobić. Ale Erkum Pol, jak zwykle nieopuszczający boku Faina, zareagował ze swoją zwykłą skutecznością.
Sięgnął w dół swoimi długimi ramionami, podniósł pirata za rogi i zdzielił go z byka, po czym puścił.
Lemmar runął na pokład jak worek piasku, a szeregowiec podziękował Polowi machnięciem ręki.
– Jak mówiÅ‚em – podjÄ…Å‚ Fain – wszystko jest pod kontrolÄ…. Lemmarzy walczÄ… bardzo zaciekle. Å»aden siÄ™ nie poddaÅ‚, ale kilku... – wskazaÅ‚ za siebie, na ofiarÄ™ Erkuma – zostaÅ‚o pozbawionych przytomnoÅ›ci.
– Nie jestem pewien, czy ten wyżyje – zauważyÅ‚ Roger. – Może Erkum powinien byÅ‚ użyć deski.
– Jak by nie byÅ‚o – powiedziaÅ‚ Fain – mamy statek.
– I troje ocalaÅ‚ych więźniów – dodaÅ‚ książę. ZaczepiÅ‚ kciuk za pas i zabÄ™bniÅ‚ palcami o skórÄ™, wskazujÄ…c drugÄ… rÄ™kÄ… mardukaÅ„skÄ… kobietÄ™ u stóp Corda. – Uważajcie na niÄ…. To twarda kruszyna.
Potem wyjął scyzoryk i podszedł bliżej.
– No – powiedziaÅ‚, przeÅ‚Ä…czajÄ…c tootsa na lokalny dialekt – co nam o sobie powiesz?
* * *
Te niby–verny byÅ‚y strasznie haÅ‚aÅ›liwe, a ten z pistoletami miaÅ‚ naprawdÄ™ niesamowity gÅ‚os. Pedi jeszcze dzwoniÅ‚o w uszach. W tej chwili jednak ważniejsze byÅ‚o to, że najwyraźniej o coÅ› siÄ™ kłóciÅ‚y; miaÅ‚a nadziejÄ™, że nie o to, czy wyrzucić wszystkich za burtÄ™, czy może spalić statki razem z więźniami. W koÅ„cu ten, którego po namyÅ›le uznaÅ‚a za ich przywódcÄ™ –
chociaż z poczÄ…tku wszyscy wydawali siÄ™ na niego wÅ›ciekli – odwróciÅ‚ siÄ™ do niej.
– Co ty opowieść? – spytaÅ‚ mieszankÄ… krathiaÅ„skiego i wysokiego krathiaÅ„skiego.
Pedi znała ten język wystarczająco dobrze, by domyślić się, co chciał powiedzieć, mimo że pytanie brzmiało bezsensownie.
Zaczęła zastanawiać się, czy powiedzieć im prawdę. Znali krathiański, a więc mieli kontakt z Kapłanami Ognia i wiedzieli, kto to jest Sługa Ognia. Ale gdyby próbowała im powiedzieć, że ona i jej uwięzieni towarzysze nie są Przygotowanymi, a oni dowiedzieliby się prawdy, jej położenie tylko by się pogorszyło. A więc skłamać czy nie? Niektórzy z nich byli ubrani jak Shinowie, a ten stary walczył z Lemmarami w jej obronie. Może więc są sprzymierzeni z Shinami, a ona po prostu nigdy o nich nie słyszała?
Postanowiła nie kłamać.
– Jestem Pedi Karuse, córka króla Mudh Hemh. ZostaÅ‚am pojmana przez Å‚owców niewolników jako Niewolnica Boga.