Lecz przedsięwzięcie to przyniosło tak wielkie dochody, iż wkrótce sama Magrathea stała się najbogatszą planetą wszystkich czasów, a reszta Galaktyki...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- włącznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywają stylem winietowym – sposób malo- wania przypominał wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- Jest to przede wszystkim wyraz błagania… a jednak czai się w nim podejrzenie! Ach, do licha z tymi podejrzeniami! Gdybym chciał o nim rozpowiadać, zrobiłbym to już...
- Grobstein Ruth, Wszystko o raku piersi FAKTY, KTÓRE POWINNAÂ ZNAå, I PYTANIA, KTÓRE MO˚ESZ ZADAå 37 • Skoro us∏ysza∏aÊ takà diagnoz´,...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
W ten sposób system załamał się, Imperium upadło, a długa, posępna cisza zapadła nad bilionem głodujących światów, niepokojonych jedynie skrzypieniem piór uczonych, którzy ślęczeli długo po nocach, płodząc niewydarzone traktaty o wyższości planowanej ekonomii politycznej.
Sama Magrathea zniknęła i pamięć o niej wkrótce odeszła w mroki legendy.
Oczywiście, w dzisiejszych oświeconych czasach nikt nie wierzy w ani jedno słowo owej legendy.
ROZDZIAŁ 16
Artura obudziły odgłosy kłótni, poszedł więc na mostek. Ford wymachiwał właśnie rękami.
— Oszalałeś, Zaphod! — wołał. — Magrathea to mit, bajka, którą rodzice opowiadają dzieciom na dobranoc, kiedy chcą, żeby wyrosły na ekonomistów, to...
— I to, na czego orbicie właśnie się znajdujemy nie ustępował Zaphod.
— Słuchaj, nie obchodzi mnie, na jakiej orbicie ty się osobiście znajdujesz — rzekł Ford. — Ale ten statek...
— Komputer! — krzyknął Zaphod.
— Nie, tylko nie...
— Cześć! Mówi Eddie, wasz pokładowy komputer, czuję się po prostu wspaniale, chłopaki, i chcę wam powiedzieć, że dam parę kopów na rozpęd każdemu programowi, który zechce się wam przeze mnie przepuścić.
Artur spojrzał pytająco na Trillian, która zaprosiła go gestem, żeby wszedł, ale nie odzywał się.
— Komputer — zażądał Zaphod — powiedz nam jeszcze raz, jaka jest nasza obecna trajektoria.
— Z prawdziwą przyjemnością, bracie — odpowiedział komputer. — Znajdujemy się obecnie na orbicie na wysokości trzystu mil dookoła legendarnej planety Magrathea.
— To żaden dowód — stwierdził Ford. — Nie uwierzyłbym temu komputerowi nawet, gdyby miał podać moją wagę.
— Mogę to dla ciebie zrobić, pewnie — ożywił się komputer, wysuwając następną papierową wstęgę. Mogę nawet obliczyć ci twoje problemy z osobowością do dziesiątego miejsca po przecinku, jeśli to coś pomoże.
Trillian przerwała mu.
— Zaphod — powiedziała. — Zaraz znajdziemy się nad dzienną stroną planety. — I dodała: — Czymkolwiek ona się okaże.
— Hej, co masz na myśli? Planeta jest tam, gdzie przewidziałem, tak czy nie?
— Owszem, wiem, że tam jest. Nie zamierzam się z nikim spierać, po prostu nie odróżniłabym Magrathei od jakiejkolwiek innej bryły zimnej skały. Nadchodzi świt, jeśli cię to interesuje.
— Dobra, dobra — zamruczał Zaphod. — Zróbmy przynajmniej przyjemność naszym oczom. Komputer!
— Ahoj! Co mógłbym...
— Po prostu zamknij się i daj znowu widok na planetę.
Ciemna, niczym nie wyróżniająca się masa znów wypełniła ekran. Obracająca się pod nimi planeta. Patrzyli na to przez chwilę w milczeniu, lecz Zaphod był zbyt podniecony, by nic nie mówić.
— Przelatujemy teraz nad nocną stroną... — rzekł ściszonym głosem. Planeta obracała się dalej. — Powierzchnia planety jest teraz trzysta mil pod nami... ciągnął. Próbował przywrócić aurę niezwykłości chwili, która powinna być wielka i niezapomniana. Magrathea! Czuł się dotknięty sceptyczną reakcją Forda. Magrathea! — Za kilka sekund — mówił dalej — powinniśmy zobaczyć... już!
Chwila przeciągała się. Nawet najbardziej zblazowany tramp międzygwiezdny nie może opanować drżenia na widok niezwykle widowiskowego dramatu, jakim jest wschód słońca oglądany z przestrzeni kosmicznej. A cóż dopiero podwójny wschód słońca, który jest jednym z cudów Galaktyki.
Z absolutnej czerni wystrzelił nagle punkt oślepiającego światła. Wspinał się w górę ułamkami stopni, rozlewając się po bokach w wąskie, półksiężycowate ostrze i nagle w przeciągu sekund ukazały się dwa słońca rozpalające czarną krawędź horyzontu białymi płomieniami. Rzadką atmosferę pod statkiem rozjarzyły jaskrawe, tęczowe promienie.
— Ognie świtu... — odetchnął głęboko Zaphod. Bliźniacze słońca Soulianis i Rahm!
— Albo jakiekolwiek inne — zauważył cicho Ford.
— Soulianis i Rahm! — upierał się Zaphod.