- Moim zdaniem - mówił Jan z namysłem - należy dokumentu strzec jak oka w głowie przez te kilka dni, które nas dzielą od wielkiej premiery...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Chciałabym mękę waszej pracy pić przez rurkę, jak komar krew hipopotama - o ile to możli-we w ogóle - i przemieniać na moje idejki, takie piękne, takie motylki,...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- ver appetebat, cum Hannibal exhibernis movit; c) cum explicati-vum lub coincidens = gdy, skoro,przez to, e (z tyme trybem i cza-sem, jaki jest w zdaniu...
- czstki (przed zmierzeniem jej cech), ktra nie znajduje si nigdziew przestrzeni i czasie? Jeli za jeden obiekt uwaa to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Odwrci si tyem do wiata reflektora i osaniajc oczy przed blaskiem bijcym mu spod ng, sprbowa zajrze w krysztaow gbin jak przez ld, ktry skuwa jezioro...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- 2asmienia jednostki czy dominacji nad ni, lecz w celu ochrony praw zagroonych przez inne instytucje spoeczne: Jednym z najtrudniejszych aspektw spoecznego...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
- mo unt po dejm ie pr óbê sko mun iko wan ia siê przez RPC z de mon em rpc...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nie można nikogo wpuszczać do mieszkania bez sprawdzenia, kim jest i po co przychodzi. I tak trzeba jakoś urządzić, aby nikt nigdy nie zostawał w mieszkaniu sam.
- A przede wszystkim - dodał Ralf - należy zmienić ten głupawy schowek na jakiś sprytniejszy.
- Więc go wymyśl, skoroś taki mądry! obrażonym głosem powiedział Jan.
- Edgar Allan Poe, wielki amerykański pisarz, uczy, że przedmiot, który trzeba głęboko ukryć, należy umieścić w miejscu najbardziej widocznym, nikt się bowiem nie spodziewa tak przebiegłego sposobu ukrywania. Chińczycy, najwięksi spryciarze i mądrale, twierdzą, że: „najciemniej jest zawsze pod latarnią”. Cała rzecz w tym, że już wszyscy wiedzą o tym i nawet aptekarz mógł czytać Poego, bo aptekarze są do wszystkiego zdolni. Należy przeto wymyślić co innego. Ja mam nawet pewien pomysł…
- Przestań tyle gadać… Jakiż to pomysł?
Ralf Piegowaty począł drapać chudą ręką po chudej głowie.
- Pomysł jest prosty i niezawodny. Nie wiem tylko… - mówił niepewnie, pilnie patrząc w oczy cioci Kasi. - Nie wiem tylko…
- Ale ja już wiem! - zawołała z uśmiechem ciotka. - Dawajcie ten papier!
Wydobyto kalosz, a z kalosza pana rejenta pisanie. Ciocia owinęła je w chusteczkę, po czym odwróciwszy się ukryła zawiniątko na wzniosłej piersi.
- Niech mi je kto spróbuje odebrać! rzekła głosem, w którym drżała niecierpliwie wiązka niecierpliwych piorunów jak w ręce Jowisza. - Czy o tym myślałeś, drogi chłopcze? Ha! Co ci się stało?
Ralf postawił oczy w słup i wyciągniętą ręką - głos nagle utraciwszy - wskazywał portret rejenta.
Obraz kołysał się lekko na haku, a rejent miał minę najwyraźniej zachwyconą i wniebowziętą.
Rozdział piątyw którym niejaki pan Dziurawiec wykrzyka: „Nazywam się milion!”
Od cioci Marty przybiegła zadyszana depesza, pytająca natarczywie: „Czy ja muszę przyjechać?” - Odpowiedziano jej również sposobem pospiesznym, że bez niej rodzinne zebranie nie będzie warte funta kłaków. Wielki dzień zbliżał się nieuchronnie. Ciocia Katarzyna nie rozstawała się z dokumentem w słusznym mniemaniu, że może się znaleźć pomylony złodziej, co ukradnie fotel, najbardziej jednak pomylony przenigdy nie ukradnie cioci Katarzyny. Strzeżono jej pilnie. Nie wychodziła nigdy sama i nigdy samotna nie zostawała w mieszkaniu. Aptekarz zapadł w mrok i nie ukazywał się na widnokręgu.
Do szczęśliwego czy też fatalnego piątku brakło jeszcze dwóch dni. Nie było już wielkiej nadziei, by się jeszcze ktokolwiek zgłosił, tak że na małym zebraniu postanowiono zamknąć listę. I wtedy właśnie spoza zasłony mroków ukazała się jeszcze jedna figura, wcale dziwaczna. Nie był to właściwy Mościrzecki, lecz przybywał w zastępstwie. Jegomość ten oznajmił niemal z triumfem, że się zowie Adam Dziurawiec i jest administratorem, pełnomocnikiem, rękodajnym, okiem, uchem i prawą ręką pana Wojciecha Mościrzeckiego, właściciela rodowego majątku Mościrzeckich - Przypłocia. Pan Wojciech Mościrzecki z powodu dwudziestu siedmiu chorób mniejszych i większych sam przybyć nie mogąc, przysyła tu jego, Adama Dziurawca, aby się dowiedział, w czym rzecz. Przybywa dlatego w ostatniej niemal chwili, gdyż wieść o rodzinnym zlocie dotarła do Przypłocia zbyt późno, okrężną drogą.