Ostatnim wysiłkiem wyciągnęła przed siebie rękę i zamknęła palce na leżącym niedaleko drewnianym bierwionie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Schemat A2Zale¿noœci wystêpuj¹ce miêdzy rozwojem public relations w Niemczech i w Stanach ZjednoczonychPraktyka PR w Niemczech przed 1945 rokuPraktyka PR...
- A kto¿kolwiek siê komu o pewny d³ug zapisa³, y do Grodu firma inscriptione [mocnym zapisem] odpowiadaæ siê podda³ dobrowolnie, b¹dŸ przed œmierci¹, abo iu¿ y po œmierci...
- cz¹stki (przed zmierzeniem jej cech), która nie znajduje siê nigdziew przestrzeni i czasie? Jeœli za jeden obiekt uwa¿aæ to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Odwróci³ siê ty³em do œwiat³a reflektora i os³aniaj¹c oczy przed blaskiem bij¹cym mu spod nóg, spróbowa³ zajrzeæ w kryszta³ow¹ g³êbinê jak przez lód, który skuwa jezioro...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- przed laty wieloma przywiózł mu w prezencie pewien bardzo wielki kupiec wprost z Gdań- ska, tliły się kawałki tego czarnego tytoniu, który nosi na paczce...
- Mimo to na ich widok czterej Neimoidianie nie tylko nie opuścili posterunku przed drzwiami apartamentu wicekróla, ale opuścili broń w geście ostrzeżenia...
- naszych ewolucyjnych uprzedzeń mamy skłonność do myślenia o początku wszechświata jak o pewnej szczególnej chwili, przed którą wszechświat nie...
- - Ale Thrawn jest inny? diousa nie obejmował zlikwidowania wszystkich świadków, aby nic nigdy nie przed- - Thrawn to dorosła wersja - odparła...
- Bój na przebicie był szybki, błyskawiczny, trwał krótko pląs kling, brzęk, zgrzyt - i oto przed oczami hobbita już rozwarła się zbawcza czerń nocy...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Zaraz potem zamknęła oczy i zapadła w mrok nieświadomości.
Nad leżącą na brzegu morza dziewczyną zahuczał grom.
Ocknęła się, kiedy w oczy zaświeciły jej ostre promienie słońca, a uszy rozdarły wrzaski mew. Odwróciwszy głowę, spostrzegła, że leży w odległości paru kroków od łagodnie połyskujących fal. Usiadła i rozejrzała się dookoła. Znajdowała się na rozległej, pustej plaży. Okazało się, że stos drewna, gdzie znalazła schronienie, był jakąś częścią wraku, do połowy zagrzebanego w piasku.
Zaczęła rozmyślać, co też się stało z Gundabyrem - i w tym momencie ujrzała kurtkę krasnoluda leżącą o parę kroków od niej. No... kiedyś mogła to być kurtka - teraz była rozdarta na połowy. Spod lnianej powłoki oddarto też i zabrano bawełnianą podszewkę. Dziewczyna podniosła oba kawałki i przyjrzała im się z uwagą. Po chwili uśmiechnęła się lekko... i bez dalszych namysłów użyła ich jako dość skąpego przyodziewku.
Zaraz potem zobaczyła wiodące w las ślady bosych stóp. Najwyraźniej krasnolud pierwszy odzyskał przytomność i polazł zbadać teren. Dobrze by było, gdyby znalazł coś do jedzenia! I jakiś napój. Dziewczyna czuła, że jej gardło wyschło na pieprz. Gdyby ktoś ofiarował jej teraz solidny dzban zimnej wody, oddałaby mu połowę wszystkich skarbów świata - nieważne, ile by ich było i co byłyby warte. Drugą połowę wymieniłaby na dobrze wypieczonego wołu.
W tej samej chwili - jakby wywołany smakowitymi pragnieniami księżniczki - z lasu wylazł Gundabyr obładowany owocami. Kiwnąwszy głową na powitanie, cisnął Vixie do stóp kilka kiści dzikich winogron i dorzucił parę garści dzikich śliw i rajskich jabłuszek.
- Jeżeli jesteś tak głodna, jak ja byłem jeszcze chwilę temu, to wcinaj, moja panno - powiedział wesoło. - Ja już się nasyciłem, racz się więc nie krępować.
Vixa wzięła do każdej dłoni po jabłku i zaczęła gryźć je na przemian, aż słodki sok puścił jej się po brodzie. Nigdy przedtem nie jadła tak pysznych owoców.
- Owszem, są smaczne - mruknął Gundabyr, kwitując pełne zadowolenia westchnienie dziewczyny.
Dziewczyna przerwała posiłek, by spytać: - Wiesz, gdzie nas zaniosło?
- No... chyba jesteśmy gdzieś na brzegu Silvanostu... Albo w pobliżu gór Kharolis. Widziałem dym w tamtej stronie - wskazał dłonią ku wschodowi - więc powinniśmy tam chyba znaleźć jakąś chatkę rybacką.
Vixa zjadła wszystkie jabłka, cztery śliwki, większość winogron i dopiero wtedy odważyła się wstać. Nadal czuła się kiepsko, zdumiała się jednak, jak skutecznie pokrzepiły ją owoce.
- Cóż... czas się przedstawić gospodarzom - powiedziała, wskazując dłonią wschód. Ruszyli plażą - Vixa nadal żuła winne grona.
Prawdopodobnie nie było to bezpieczne przedsięwzięcie - dwoje przybyszów idących ku pierwszej osadzie, jaką znaleźli na obcym brzegu. Jeśli w istocie trafili do Silvanostu, nie natkną się na rozbójników czy handlarzy niewolnikami, ale też i sami Silvanestyjczycy nie słynęli z gościnności - osobliwie zaś nie lubili krasnoludów i elfów z Qualinostu. Przybysze mieli jednak ważne informacje dla Mówcy Gwiazd. Za kilka dni na Silvanost miała wyruszyć inwazja Coryphena. Może zresztą od najazdu dzieliły kraj godziny...
Przed sobą na plaży dostrzegli jakieś ciemniejsze obiekty. Gdy podeszli bliżej, Vixa poznała w nich leżące na piasku dwie niewielkie łodzie. Ozdoby i kształt świadczyły o tym, że ich budowniczymi były elfy. Pomiędzy przewróconymi do góry dnem kadłubami wzniesiono drewniane stojaki, na których wyłożono do wysuszenia złowione niedawno ryby. Spod niedalekich drzew sączył się wonny dym.
- Hej! - zawołała Vixa. - Jest tam kto?
Spod drzew wyłoniła się jakaś wysoka figura. Ostro zakończone uszy i jasne włosy, zebrane na karku w węzeł, świadczyły o tym, że nieznajomy jest elfem. Przybysz osłonił dłonią oczy i spojrzał na Vixę i Gundabyra.
- Kenthrin! - zawołał, odwracając głowy ku drzewom, spod których wyszedł. - Dannagel! Chodźcie no tutaj!
Zza drzew wyszły jeszcze dwa elfy. Niewątpliwie wszyscy trzej byli Silvanestyjczykami. Mieli jasną cerę, słomianej barwy włosy i ostre rysy twarzy, charakterystyczne dla elfów ze Wschodu. Odziani byli w białe, luźne szaty do kolan.
- A cóż to jest, w imię wszystkich nieśmiertelnych? - spytał zdumiony jeden z nich.