Nynaeve spojrzała na wystawę ter’angreali i szarpnęła za warkocz...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Hej! żeby się to tak udało tę wyspę i ten zamek ubiec! – Spojrzyj jeno na tych ludzi – odrzekł Maćko...
- Dziewczyna na posadzce obciągnęła spódnicę, zasłaniając długie, spracowane nogi, spojrzała na Sefelta, który leżał przy niej uśmiechnięty, drgając w...
- Obrzuciła mnie ponurym spojrzeniem, obracając moje słowa w myślach, pró- bując odkryć zniewagę albo podstęp...
- Pitt odwrócił się i spojrzał przez przejrzystą bańkę kabiny na ultramarynowy, ciemny błękit, sięgający dalekiego południa...
- Obrzuca mnie przelotnym spojrzeniem, potem zagląda do skrzynki, w której trzyma cebulki przeznaczone do selekcji...
- - Niech no pan spojrzy, panie Lohkamp! Czyż to nie śliczne? Co rok się wydaje cudem!Przystanąłem zdumiony...
- F’lar oderwał niechętnie spojrzenie od porywającego widoku Pernu i zaczął się przyglądać próbce...
- Spojrzała na radio z zegarem, marki Sony, które podarowała jej matka...
- Pahner wziął głęboki oddech i spojrzał na wielkiego Mardukanina...
- Thrawn spojrzał na niego spod oka...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Gdzieś zgubiła kapelusz.
- To może poczekać - powiedziała z wyraźnym niesmakiem. - Na nas już czas.
ROZDZIAŁ 5
NARODZINY BURZY
Słońce pokonało już nieco więcej niż połowę drogi do horyzontu, kiedy zaczęły się wspinać mozolnie po mocno udeptanej, krętej ścieżce, która zawiodła je na szczyt stromego wzgórza górującego nad stodołami. Było to miejsce wybrane przez Renaile. Wybór miał sens zgodnie z tym, czego Elayne dowiedziała się od Poszukiwaczek Wiatru Ludu Morza na temat pracy z pogodą. Wprowadzanie zmian do miejsc położonych poza najbliższym otoczeniem oznaczało pracę na dużą odległość, której warunkiem z kolei było objęcie wzrokiem znamionowanego obszaru, rzecz znacznie łatwiejsza na oceanie niż na lądzie. Chyba że się stało na szczycie góry albo na wzgórzu. A poza tym wymagało to również wprawnej ręki, w przeciwnym razie mogło się skończyć ulewnymi deszczami, trąbami powietrznymi albo Światłość jedna wie, czym jeszcze. Cokolwiek się robiło, efekty rozchodziły się niczym zmarszczki po powierzchni stawu, do którego wrzucono kamień. Naprawdę nie miała ochoty kierować kręgiem, który miał użyć Czary.
Szczyt wzgórza był płaski, niczym nie porośnięty, podobny do kamiennego blatu, pięćdziesiąt kroków długi i tyleż szeroki, z mnóstwem miejsca dla wszystkich, którzy musieli tam być oraz, jeśli już o tym mowa, dla kilkorga tych, którzy nie musieli. Z miejsca położonego na wysokości co najmniej pięćdziesięciu kroków nad farmą roztaczał się imponujący widok na rozciągającą się na przestrzeni wielu mil szachownicę farm i pastwisk, lasów i gajów oliwnych. O wiele za dużo brązów i nagich żółci mieszało się z mnogością odcieni zieleni, niczym zew ponaglający, by wreszcie zrobiły to, co zamierzyły; ale i tak Elayne poczuła się wstrząśnięta pięknem krajobrazu. Mimo kurzu, który unosił się w powietrzu niczym blada mgła, widziała tak daleko! Teren naprawdę był płaski, wyjąwszy te kilka wzgórz. Ebou Dar znajdowało się na południu, poza zasięgiem nawet posilonego Mocą wzroku, a jednak miała wrażenie, że jeszcze trochę, a je zobaczy. Natomiast przy odrobinie starań była w stanie zobaczyć rzekę Eldar. Wspaniały widok. Nie wszystkich jednak zainteresował.
- Godzina zmarnowana - burknęła Nynaeve, patrząc koso na Reanne i prawie wszystkie pozostałe. Nie było tu Lana, więc mogła skorzystać z okazji i rozpuścić wodze swojego temperamentu. - Prawie godzina. Może więcej. Całkiem zmarnowana. Alise jest, jak mi się wydaje, dość kompetentna, ale człowiek mógłby się spodziewać, że Reanne będzie wiedziała, kogo tu sprowadzić! Światłości! Jeżeli ta głupia kobieta znowu mi zemdleje!... - Elayne miała nadzieję, że Nynaeve wytrzyma jeszcze chwilę. Wszystko wskazywało na to, że burza, kiedy już się rozpęta, będzie naprawdę porządna.
Reanne usiłowała zachować pogodną, ochoczą minę, ale jej dłonie zaplątane w fałdy spódnic nie potrafiły nawet na moment znieruchomieć, wciąż je skubały i wygładzały. Kirstian zaś zwyczajnie wczepiła swoje palce w spódnice i pociła się, z takim wyrazem twarzy, jakby lada chwila miała zwymiotować; drżała, gdy ktokolwiek na nią spojrzał. Trzecia kobieta z Rodziny, Garenia, była kupcem z Saldaei; niska, obdarzona wydatnym nosem, szerokimi ustami i wąskimi biodrami, przewyższała siłą tamte dwie, mimo że wyglądała na niewiele starszą od Nynaeve. Jej blada twarz zdawała się tłusta od potu, a ciemne oczy stawały się większe za każdym razem, gdy ich spojrzenie padało na jakąś Aes Sedai. Elayne miała wrażenie, że być może już niebawem się przekona, czy czyjeś oczy naprawdę mogą wyjść z orbit. Przynajmniej Garenia przestała jęczeć, po raz pierwszy od początku wspinaczki na szczyt wzgórza.
Podobno na farmie były przed ich przybyciem jeszcze dwie inne, które być może dysponowały dostateczną siłą - być może, Rodzina nie zwracała specjalnej uwagi na takie sprawy - ale te przed trzema dniami postanowiły pójść własną drogą. Poza nimi na farmie nie było już żadnej kobiety, która nadawałaby się choćby w najmniejszym stopniu. Stąd właśnie niesmak nie opuszczający Nynaeve. To jeden powód. Drugi był taki, że nikogo innego, jak właśnie Garenię znaleziono w pierwszej kolejności pośród zemdlonych na podwórzu. A skoro już o niej mowa, Garenia mdlała jeszcze dwa razy po tym, jak ją ocucono - wystarczało, że jej wzrok padał na jedną z sióstr. Rzecz jasna, Nynaeve, jak to Nynaeve, nie zamierzała przyznać, że powinna była zrobić coś tak prostego, jak zapytać Alise, kto jeszcze został na farmie. Albo chociaż powiedzieć Alise, czego szuka, zanim ta sama ją zapytała. Nynaeve nigdy się po nikim nie spodziewała, że będzie miał dość rozumu, by umieć rozróżnić górę od dołu. Z wyjątkiem jej samej.
- Mogłyśmy już do tej pory skończyć! - warknęła Nynaeve. - Trzeba było!... - Niemal trzęsła się z wysiłku, by nie patrzeć gniewnie na kobiety z Ludu Morza, które zgromadziły się blisko wschodniego krańca kamiennego stołu. Renaile, gestykulująca wymownie, wydawała komuś polecenia. Elayne wiele by dała, by poznać ich treść.