Spojrzała na radio z zegarem, marki Sony, które podarowała jej matka...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- resów, na które na le ¿y prze kie ro waæ wia do moœæ, plik fil tru mo¿e za wie raæ te sty za - war to œci przy chodz¹cej wia do mo œci, tak by na przyk³ad wia do...
- przekazywaniu właściwym adresatom we właściwym czasie informacji, które zostaną zrozumiane zgodnie z intencją nadawcy;zdolności do właściwego odbioru...
- 304 Roz dzia³ 17: Pocz ta elek tro nicz na Cc:Jest to li sta ad resów e-ma il, na które zo sta nie wys³ana ko pia „do wia do mo œci”...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wysunąwszy delikatnie ramię spod głowy Clare, wstał z łóżka, krzywiąc się z bólu, gdyż skaleczenia i rany, które przez noc trochę przyschły, znowu się...
- Sd Najwyszy z kolei zauwaa, e prawo do odmowy zastosowania przepisw ustawy, ktre sdy uznaj za sprzeczne z konstytucj, wynika z trzech wyraonych w niej zasad: jej...
- Ustalenie zakresu pojcia zwykych potrzeb rodziny zaley od kryterium, ktre stanowi bdzie podstaw zdefiniowania tego pojcia...
- Program komputerowy jest sekwencją rozkazów, które muszą być wykonane w określonym porządku, zaś wynik działania rozkazu często zależy od wyniku...
- pozytywistycznych, które wszelkie warianty artyzmu traktują jako instrumenty krasomówcze, a wartość słowa poetyckiego pragną mierzyć wartością...
- Diagnozowanie problemw z niskopoziomowym ruchem IPPierwsza seria testw bada niskopoziomowe usugi, ktre s niezbdne do pracy Samby...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nie powiedziała o tym prezencie Adamowi, gdyż stał się bardzo drażliwy na punkcie hojności jej rodziców, czyli - jak on to nazywał - wtrącania się w ich sprawy. Jennifer podejrzewała, że bolało go to jedynie z powodu skąpstwa jego własnego ojca. Nie stanowiło dla niej tajemnicy, że doktor David Schonberg był tak przeciwny małżeństwu syna, iż kiedy Adam postawił na swoim i poślubił ją, został w praktyce wydziedziczony. Odczuła rodzaj satysfakcji na myśl o tym, jak wściekły będzie stary doktor, jeżeli ona rzeczywiście jest w ciąży. Z ociąganiem wstała, rozprostowując obolałe stawy. Wyszczotkowała długie, ciemne włosy i uważnie obejrzała w lustrze twarz, aby upewnić się, że jej piękne usta i błękitne oczy nie zdradzają niepokoju. Lepiej nie denerwować Adama przed czasem.
Z promiennym uśmiechem wkroczyła do pokoju, gdzie jej mąż po raz dziesiąty powtarzał swoje wystąpienie.
- Czy mówienie do siebie nie jest pierwszym objawem obłędu? - zażartowała.
- Dobre! - przyznał Adam. - Zwłaszcza iż nie podejrzewałem, że Śpiąca Królewna potrafi myśleć przed południem.
- Jak ci idzie? - spytała obejmując go i nadstawiając usta do pocałunku.
- Skróciłem wystąpienie do wymaganych piętnastu minut. A co dalej, nie wiem. - Pochylił głowę i pocałował ją.
- Ależ Adamie, na pewno pójdzie ci świetnie. Słuchaj, a może tak wygłosisz ten referat przede mną? - Nalała sobie kawy i rozsiadła się wygodnie w fotelu. - Na jaką chorobę cierpi pacjent?
- Obecne rozpoznanie wskazuje na opóźnioną dyskinezę.
- A co to takiego? - zdziwiła się Jennifer.
- To rodzaj zaburzeń neurologicznych przejawiający się różnego rodzaju mimowolnymi ruchami. Ma związek z pewnymi lekami stosowanymi w leczeniu psychiatrycznym...
Jennifer pokiwała głową, udając zainteresowanie, ale już po minucie wróciła myślami do tego, że może być w ciąży.
Rozdział drugi
Gabinet Doktora Clarka Vandermera znajdował się na Trzydziestej Szóstej Ulicy, tuż przy skrzyżowaniu z Park Avenue. Jennifer wsiadła do jadącego wzdłuż Lexington Avenue metra, które dowiozło ją do Trzydziestej Trzeciej, a stamtąd poszła już pieszo. Budynek, w którym mieścił się gabinet, był wielkim wieżowcem mieszkalnym z baldachimem nad wejściem i portierem w liberii. Do pomieszczeń wynajętych na gabinety wchodziło się na prawo od głównego wejścia. Jennifer otworzyła drzwi i zawahała się przez moment, gdy doleciał ją nikły zapach spirytusu salicylowego. Nigdy nie lubiła chodzić do ginekologa, a perspektywa tego, że może być w ciąży, czyniła wizytę jeszcze bardziej nieprzyjemną.
Szła wyłożonym dywanem korytarzem, czytając nazwiska wypisane złotymi literami na drzwiach. Minęła gabinety dwóch dentystów i jednego pediatry, i zatrzymała się przed drzwiami, na których widniał napis: „Zespół Lekarzy Ginekologów”. Poniżej umieszczono listę nazwisk lekarzy. Drugie w kolejności było nazwisko doktora Clarka Vandermera.
Jennifer zdjęła płaszcz - za który zapłaciła trzydzieści pięć dolarów w sklepie z używanymi rzeczami w Soho - i przewiesiła go sobie przez ramię. Pod nim miała elegancką, kupioną ostatnio przez matkę sukienkę od Calvina Kleina w Bloomingdale.
Weszła do poczekalni. Pamiętała ją z poprzednich wizyt. Naprzeciwko wejścia, za odsuwaną szybą urzędowała recepcjonistka.
W pomieszczeniu siedziało sporo kobiet. Jennifer nie liczyła dokładnie, ale było ich z pewnością ponad dziesięć. Wszystkie dobrze ubrane, w większości czytały albo robiły na drutach.
Po zgłoszeniu się do rejestracji, gdzie dowiedziała się, że nie wiadomo, jak długo przyjdzie jej czekać, znalazła, sobie miejsce w pobliżu okna. Wzięła ze stolika najnowszy numer „New Yorkera” i zaczęła czytać. Nie mogła się jednak skupić. Myślała o tym, jaka będzie reakcja Adama, jeśli okaże się, że rzeczywiście jest w ciąży.