Obrzuciła mnie ponurym spojrzeniem, obracając moje słowa w myślach, pró- bując odkryć zniewagę albo podstęp...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — No, niech mnie nagÅ‚a krew zaleje! — zawoÅ‚aÅ‚ Tay Tay...
- choćbyÅ› i mnie miaÅ‚ waszmość tak pochlastać, zawszeć winszujÄ™, winszujÄ™! – Et, dalibyÅ›cie sobie waszmoÅ›ciowie pokój; bo w rzeczy nie macie siÄ™...
- ciekawe i co mnie osobiÅ›cie bardzo zaskoczyÅ‚o — zdaÅ‚em sobie spra- wÄ™, że czasami pracujÄ…c mniej i krócej, można byÅ‚o zrobić wiÄ™cej, niż...
- o mnie ex re mojego stanowiska w sprawie reformy rolnej, ¿e jestem jakz³odziej, co chce wyj¹æ z cudzej kieszeni zegarek i daæ go komuœ innemu...
- - Bo dla mnie, to samotność, taka prawdziwa, transcendentna samotność, to jest na sam koniec orgazmu...
- Nic zatem dziwnego, że w konsultowanym przeze mnie przypadku niczym nie zagrożony, dobrze odżywiony pies na początku nie protestował, kiedy mu zabierano miskę...
- Następnie Heydrich zwrócił się do mnie: Niech mi pan powie, Schellenberg, ten Josef Muller miał chyba kiedyś coś wspólnego z pana wydziałem...
- - Aresztujesz mnie i braci Savage za to, że chcemy wejść to parku i szukać naszejkrewnej? Decydujesz się na awanturę ze spokojnymi obywatelami?Jimmy...
- Zapewniano mnie, iż nie wszystkie laski mają jednakową moc; siła ich jest proporcjonalna dopredyspozycji użytkownika i zależna od celów, do jakich ma być...
- - Jakkolwiek będzie - powiedział do Kathi Logan i do każdego, kto go słuchał - zamierzam stanąć w słońcu tak, aby to przeszkadzało tym ludziom w odszukaniu mnie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
— I co? — zapytaÅ‚a w koÅ„cu.
— Nic. Tak mi siÄ™ tylko przypomniaÅ‚o. Swego czasu pomagaÅ‚em ci zakrÄ™cać
w odpowiedniÄ… stronÄ™ ogonki przy literach.
— To nie ma nic do rzeczy!
— Nie ma. To moje drzwi. ZamierzaÅ‚aÅ› wejść ze mnÄ…?
455
Splunęła. Ślina wylądowała na podłodze u moich stóp. Doszedłem do wniosku, że Pogodna nie zrobiłaby tego, gdyby zamierzała zostać w twierdzy. Zamek
już nie był jej domem, mogła go kalać do woli. Dało mi to do myślenia. Ona nie spodziewała się tu wrócić.
Znalazłszy się w komnacie, metodycznie pozamykałem drzwi na wszystkie
rygle i zasuwy, a na koniec założyłem jeszcze ciężką sztabę. Sprawdziłem okno
— byÅ‚o solidnie zabezpieczone okiennicami. ZajrzaÅ‚em pod łóżko. Wreszcie usia-
dłem przy kominku i drzemałem, czekając na wezwanie Ciernia.
Obudziło mnie stukanie do drzwi.
— Kto tam?! — zawoÅ‚aÅ‚em.
— Różyczka. Księżna Ketriken życzy sobie widzieć siÄ™ z tobÄ…, panie.
Zanim otworzyłem wszystkie rygle i zasuwy, dziewczynka dawno zniknęła.
Zirytowało mnie, że przekazała podobne polecenie głośno przez drzwi, ale nie
mogłem mieć pretensji do dziecka. Doprowadziłem się do porządku i pośpieszy-
Å‚em na wezwanie.
Po drodze zwróciłem uwagę na drewniane szczątki, które nie tak dawno by-
ły dębowymi drzwiami do komnat króla Roztropnego. W powstałej wyrwie stał
wielki strażnik — bez wÄ…tpienia czÅ‚owiek z KsiÄ™stwa Trzody — zupeÅ‚nie mi nie
znany.
Księżna Ketriken spoczywała na leżance tuż przy kominku. W pewnym odda-
leniu kilka grupek dam dworu rozmawiało przyciszonymi głosami. Księżna miała
spuszczone powieki. Wyglądała na tak strasznie zmęczoną, że zwątpiłem, czy Ró-
życzka nie wezwała mnie przez pomyłkę, ale już hrabina Ufna prowadziła mnie
do swojej pani, zaraz też przyniosła stołeczek, na którym mogłem przysiąść. Zaproponowała mi także kubek herbaty. Gdy tylko się oddaliła, władczyni otworzyła oczy.
— Co dalej? — szepnęła.
Nie zrozumiałem pytania, więc zaczęła cicho tłumaczyć:
— Król Roztropny Å›pi. Nie bÄ™dzie spaÅ‚ wiecznie. DziaÅ‚anie specyfiku kiedyÅ›
się skończy, a wówczas wrócimy do punktu wyjścia.
— Zbliża siÄ™ ceremonia ogÅ‚oszenia ksiÄ™cia WÅ‚adczego nastÄ™pcÄ… tronu. Naj-
młodszy królewski syn będzie nią zaabsorbowany. Na pewno powinien sprawić
sobie nowe szaty i zadbać o wiele innych, równie istotnych szczegółów. Na jakiś czas odciągnie go to od króla.
— A potem?
Zjawiła się hrabina Ufna z herbatą dla mnie. Wziąłem kubek, podziękowałem
półgłosem. Gdy dama przysunęła sobie krzesło, księżna uśmiechnęła się słabo
i zapytała, czy ona także mogłaby dostać coś ciepłego do picia. Prawie mnie zawstydziło, jak błyskawicznie hrabina Ufna zerwała się spełnić życzenie swej pani.
— Sam nie wiem — wymamrotaÅ‚em w odpowiedzi na pytanie księżnej.
456
— A ja wiem. Król bÄ™dzie bezpieczny w górach. Zostanie tam przyjÄ™ty z honorami i otoczony szacunkiem, może nawet Jonki bÄ™dzie wiedziaÅ‚a, jak. . . Och, dziÄ™kujÄ™. — Księżna wzięła z rÄ…k damy dworu kubek herbaty, upiÅ‚a Å‚yk.
Hrabina Ufna przysiadła się do nas.
Uśmiechnąłem się do księżnej Ketriken i odezwałem, ostrożnie dobierając sło-
wa:
— Tak daleko jest do gór, pani, a i pogoda o tej porze roku nie sprzyja. Za-
nim posłaniec dotrze do celu i zdobędzie lekarstwo twej matki, będzie już prawie wiosna. Są inne miejsca, gdzie można odnaleźć panaceum na twoje utrapienie.
Może w Księstwie Niedźwiedzim, może w Księstwie Cypla? Władcy tych ziem
nie odmówią ci, pani, niczego, wiesz o tym przecież.
— Wiem. — Na twarzy księżnej pojawiÅ‚ siÄ™ znużony uÅ›miech. — Jednak tyle
mają teraz własnych trosk, że waham się ich prosić. Na dodatek ten korzeń, na-
zywamy go korzeniem dÅ‚ugowiecznoÅ›ci, roÅ›nie tylko w górach. — UpiÅ‚a jeszcze
łyk ziołowej herbaty.
— Kogóż wyprawić z takim poleceniem, oto najtrudniejsze pytanie — zauwa-
żyłem. Chyba rozumiała trudności związane z wysłaniem chorego starca w zimo-
wÄ… podróż do gór. Nie mógÅ‚ jechać sam. — Taki czÅ‚owiek musiaÅ‚by być naprawdÄ™
godzien zaufania i pełen dobrej woli.
— Taki czÅ‚owiek mógÅ‚by być kobietÄ… — zażartowaÅ‚a księżna Ketriken i hra-