Nocami, przed pojawieniem się Warrla na wieczornej lekcji myślmagii, kipiała od gniewu, leżąc w kąpieli...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Schemat A2Zależności występujące między rozwojem public relations w Niemczech i w Stanach ZjednoczonychPraktyka PR w Niemczech przed 1945 rokuPraktyka PR...
- A ktożkolwiek się komu o pewny dług zapisał, y do Grodu firma inscriptione [mocnym zapisem] odpowiadać się poddał dobrowolnie, bądź przed śmiercią, abo iuż y po śmierci...
- cząstki (przed zmierzeniem jej cech), która nie znajduje się nigdziew przestrzeni i czasie? Jeśli za jeden obiekt uważać to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Odwrócił się tyłem do światła reflektora i osłaniając oczy przed blaskiem bijącym mu spod nóg, spróbował zajrzeć w kryształową głębinę jak przez lód, który skuwa jezioro...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- przed laty wieloma przywiózł mu w prezencie pewien bardzo wielki kupiec wprost z Gdań- ska, tliły się kawałki tego czarnego tytoniu, który nosi na paczce...
- Mimo to na ich widok czterej Neimoidianie nie tylko nie opuścili posterunku przed drzwiami apartamentu wicekróla, ale opuścili broń w geście ostrzeżenia...
- naszych ewolucyjnych uprzedzeń mamy skłonność do myślenia o początku wszechświata jak o pewnej szczególnej chwili, przed którą wszechświat nie...
- - Ale Thrawn jest inny? diousa nie obejmował zlikwidowania wszystkich świadków, aby nic nigdy nie przed- - Thrawn to dorosła wersja - odparła...
- Bój na przebicie był szybki, błyskawiczny, trwał krótko pląs kling, brzęk, zgrzyt - i oto przed oczami hobbita już rozwarła się zbawcza czerń nocy...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
"To niesprawiedliwe" - powtarzała w kółko jak litanię. "Miał najlepszych nauczycieli od momentu, kiedy nauczył się chodzić; a ja miałam Tarmę tylko przez kilka księżyców! Dlaczego miałabym się z nim dzielić? I w czym jest lepszy ode mnie, czego jemu nie mogłyby dać pieniądze i władza?" Lecz na tym to właśnie polega, nieprawdaż? Życie nie jest sprawiedliwe; potęga i władza zapewniają wszystko: poczynając od ludzkich umiejętności i na ludzkim życiu kończąc. A jeśli przez przypadek ktokolwiek staje na drodze - jego pech. Niewątpliwie za doprowadzenie jej rodu niemal do ruiny sporo zapłacono; potęga prawdopodobnie ochraniała tego, w którego głowie zrodził się ten pomysł. A teraz i pieniądze, i władza razem spiskowały, aby ukraść jej przyszłość...
...jeśli będzie się spokojnie temu przyglądać.
Nie zrobi tego, przyrzekała sobie każdej nocy. "Zmuszę go do współzawodnictwa o każdą chwilę. Okażę się o tyle lepsza, że Tarma zrozumie, iż traci na niego czas i ponownie zajmie się tylko mną. Doprowadzę do tego. Muszę".
Sprzyjała jej okoliczność, że w lesie Daren był bezradny jak dziecko, nie umiejąc odszukać nawet najwyraźniejszych śladów. Udzielała mu rad tym samym protekcjonalnym tonem, którego on używał w stosunku do niej i widząc, jak się jeży, śmiała się w duchu. Rano, kiedy zbiegła po schodach do stajni, zamierzała postępować tak samo. Dzisiaj miała odbyć się całodzienna zabawa w "kotka i myszkę", jak ją nazywała Tarma. Warrl miał być myszką. Daren nie domyślał się, że Warrl jest czymś więcej niż tylko wielkim, dziwnie wyglądającym psem, a Kero nie zamierzała mu o tym mówić. Przede wszystkim - ich zadaniem było korzystać z rozumu i zwracać uwagę na otoczenie, a jeśli on nie był w stanie do tej pory zauważyć tego, że kyree jest czymś niezwykłym, nie widziała powodu, dla którego miałaby go w tej materii oświecać. A poza tym, dawało jej to przewagę, która w połączeniu z jej umiejętnościami tropiciela, powinna umożliwić jej osiągnięcie celu wcześniejsze o całą markę na świecy.
Miejscem spotkania była stajnia. Kero doszła tam przed Darenem i swoją nauczycielką. Rano rzut oka powiedział jej wszystko, czego jej było trzeba, o pogodzie za oknem. Dzisiaj będą mieli typowy w tych stronach, późnojesienny dzień - zimny, wilgotny i ohydny. Pomimo że chmury nie zebrały się jeszcze nad ich głowami, Kero widziała je na horyzoncie: płaskie i szare, zapowiadające mżawkę na cały dzień. A więc ubrała się odpowiednio w nieprzemakalną szatę na koszulę z jagnięcej wełny, kamizelę z owczej skóry, wełniane pończochy i spodnie. Daren przygotował się na zimno, ale nie na całodzienny ziąb w deszczowej pogodzie. Miał na sobie skóry, które bardzo dobrze na nim leżały, lecz które raz przesiąknąwszy wilgocią, na niewiele się przydadzą. Jedyną jego ochroną na wypadek mżawki była wełniana opończa, jaskrawordzawej barwy, która wyróżniać się będzie w szaro-brązowym lesie jak róża na grządce z kapustą i która będzie się rozdzierać, czepiając się każdej gałązki, o ile on nie zachowa wyjątkowej ostrożności. Tego nie można było powiedzieć o szarej narzucie Kero. Ciernie nie tak łatwo zaczepią się o mocno utkane, nasycone tłuszczem płótno. Nie bez trudu Kero ukryła pełen wyższości uśmieszek.
Tarma spojrzała na Kero w sposób, z którego ona nic nie mogła wywnioskować, lecz nie odezwała się. Daren zobaczył wieśniaczy strój dziewczyny i z kolei on obdarzył ją rozbawionym, pełnym wyższości uśmiechem.
Kero zastanawiała się przez chwilę, czy nie ostrzec go przed zbliżającym się deszczem, ale ten uśmiech spowodował, że zmieniła zdanie. "Jeśli jest za głupi, aby przewidywać pogodę i zbytnio zarozumiały, aby poprosić o radę kogoś, kto jest przygotowany na niepogodę, której on sam nie przewidział, to może sobie pocierpieć" - pomyślała z rozdrażnieniem. "I nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę go trzęsącego się z zimna, zacierającego ręce w tej pięknej, nasiąkniętej wodą skórze".
- Powiedziałam wam, że to będzie "zabawa w kotka i myszkę" z Warrlem - rzekła Tarma, przerywając jej tok myślenia. - Nie powiedziałam wam tylko, że reguły się zmieniły.
Kero zdrętwiała, zapominając o zemście. Zauważyła, że Daren przestał się uśmiechać, zatrzymał wzrok na Tarmie, jakby próbując odczytać jej myśli.
- Będzie to gra w "obce terytorium" - mówiła Shin'a'in. - Reguła numer jeden: jesteście na terytorium wroga, za liniami, na tropie szpiega; musicie założyć, że cokolwiek zrobicie czy powiecie, może was przed wrogiem zdradzić. Reguła numer dwa: nie zostawiajcie żadnych śladów; wróg mógł wysłać za wami tropicieli. Reguła numer trzy: to jest prawdziwa wyprawa zwiadowcza, co oznacza, że nie działacie w pojedynkę. Reguła numer cztery: wracacie z misji oboje lub oboje przegrywacie.
Przy "regule numer trzy" Kero zrozumiała, że Tarma pije do nich. Przy "regule numer cztery" domyślił się tego Daren. Wściekłemu spojrzeniu, którym ją obrzucił, dorównywało jej poczucie rezygnacji. "Ona tego nie może zrobić. Mam mieć na głowie tego aroganckiego głupca przez cały dzień? A jeśli nie uchronię go przed upadkiem na nos, to ja mam przegrać?" Tylko jedna rzecz powstrzymała ją od powiedzenia nauczycielce swego zdania na ten temat: pewność, że Tarma poddaje ją próbie, tak jak to zrobiła na rozstajach dróg. Tym razem próba nie dotyczyła jej odwagi, lecz rozsądku i zdolności słuchania rozkazów.
Daren nie czuł żadnych tego rodzaju skrupułów.
- Nie mówisz chyba poważnie! - powiedział rozdrażniony. - Mam za sobą lata treningu, a ty oczekujesz ode mnie, że będę ciągnął za sobą tę małą zawalidrogę i opiekował się nią...
- Oczekuję od ciebie wysłuchania rozkazu i wykonania go, młody człowieku. - Tarma odparła spokojnie, bez śladu emocji. - Spodziewam się, że będziesz trzymał buzię na kłódkę. Dostałam polecenie od twojego ojca. Masz odnosić się do mnie, jak do swojego oficera. Twój ojciec zezwolił mi postępować z tobą, jak mi się podoba. Bądź wdzięczny, że rozkazuję ci robić tylko to. Jak możesz oczekiwać, aby kiedykolwiek wypełniano twoje rozkazy, skoro sam nie nauczysz się ich wypełniać?