Nina Łuszczewska nadzwyczaj wiele czasu poświęcając wychowaniu córek i czytaniu wszystkich prawie rozglośniejszych nowości literackich, mniej się...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- włącznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywają stylem winietowym – sposób malo- wania przypominał wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- Jest to przede wszystkim wyraz błagania… a jednak czai się w nim podejrzenie! Ach, do licha z tymi podejrzeniami! Gdybym chciał o nim rozpowiadać, zrobiłbym to już...
- Grobstein Ruth, Wszystko o raku piersi FAKTY, KTÓRE POWINNAÂ ZNAå, I PYTANIA, KTÓRE MO˚ESZ ZADAå 37 • Skoro us∏ysza∏aÊ takà diagnoz´,...
- W przypadku zabjstw pod wpywem silnego wzburzenia, usprawiedliwionego okolicznociami, zabjstwo ma przede wszystkim charakter agresji emocjonalnej -i czsto w...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Znamy jednak prozą wzniosłe jej opisy Krakowa, myśli powstałe w obserwatorium astronomicznym i Magdalenę (w rodzaju opowieści). Próbowała i wiązanej mowy: były to Dumania, Modlitwy (jedna z nich św. Teresy z dewizą: Cierpieć lub umrzeć), aforyzmy, wierszem i prozą itd. Drukowała z prac swoich w
„Pielgrzymie" pani Ziemięckiej przekład z dzieł św. Teresy : Rozmyślania nad modlitwę Pańską, Ojcze Nasz! (1845 r. w t. II od str. 305).
Chociaż Nina Łuszczewska nie ubiegała się nigdy za rozgłosem stawy literackiej, tym bardziej zaś unikała druku pism swoich, wszakże jej dwa wierszyki o przeznaczeniu mężczyzny i niewiasty tak często bywały powtarzane i przez wiele osób przepisywano, że z tego powodu pewnym odmianom i przeinaczeniom ulegały. Dlatego kładziemy je tutaj z oryginału przez nas posiadanego:
Przeznaczenie kobiety
Kochać w milczeniu — mówić w spojrzeniu,
Cierpieć w westchnieniu — żyć w poświęceniu.
57
Przeznaczenie mężczyzny
Mądrości berło piastować,
Miłością ludzkość owionąć,
Potęgą czynu panować,
A duszą — w Bogu utonąć!
58
FELICJAN FALEŃSKI
Wspomnienia z mojego życia
Tylko co wspomniałem Łuszczewskich. Wprowadził mię do nich Ignacy Komorowski. [...]
Właśnie wtedy pojawiła się była Deotyma i cudownymi istotnie improwizacjami swymi szalone tłumy do domu rodziców ściągała. Rzeczywiście w tych niewielkich trzech pokoikach (w lewym skrzydle Pałacu Saskiego, gdzie jest środkowy balkon od strony ogrodu) bywało po dwieście osób, tak że nie tylko siedzieć, ale i stać nie bardzo było gdzie; na szczęście jedni wchodzili, wychodzili drudzy. O salonie tym dużo byłoby do powiedzenia, zasługa jego jest niezmierną. Istniał lat dwadzieścia kilka, przebył najprzykrzejsze chwile i ocenić należy poświęcenie jego gospodarzy, którzy dla owych poniedziałków sami wyrzekli się wszelkiej zmiany trybu życia i — rzec można — do bruku warszawskiego przyrośli. Zgromadzał się tam wybór towarzystwa, istotnie to, co kwiatem jego zwać się godzi — arystokracja rodu, pieniędzy, inteligencji, sztuki wszelakiej. Słowem tacy, którzy by się nigdy w życiu z sobą nie zeszli, tam spotykali się i zawiązywali stosunki.
Na tych wieczorach, bywało, panie usuwały się wedle północy, po czym podawano cygara i papierosy, a w parę godzin zostawała już tylko garstka nieliczna na poufalszą pogawędkę.
Wtedy to dopiero istotnie się bawiono. Ktoś grał lub śpiewał, lub czytał, przeglądano najnowsze książki, zawiązywała się rozmowa ogólna, zwykle pouczająca, a w każdym razie jak najmniej powierzchowna.
Przypomina mi się z tej okoliczności następujące opowiadanie Szymanowskiego. Raz, kiedy w powrocie od Łuszczewskich pod wpływem improwizacji Rzewuski, nie mogąc się uspokoić, Deotymę niezrównanym nazywał geniuszem, Szymanowski powiada: „E, to nic tak nadzwyczajnego, ja tak samo potrafię. Niech mi hrabia poda jaki temat, a ja podejmuję się z tego powodu gadać wierszami, aż dopóki w gardle nie zaschnie”. „No dobrze. Niech będzie: dajmy na to — obiad czwartkowy u króla Stanisława". Siadł w fotelu, zawinął się w szlafrok i słucha, aż wreszcie zasnął i chrapie. Wtedy Szymanowski buch pięścią w stół, aż się wszystko zatrzęsło, a tamten zrywa się na równe nogi: „Co to takiego?”
A to właśnie wchodzi Tremo,
Mówiąc swą postacią niemą,
Pożądane wszystkim słowa,
Że już zupa jest szczawiowa.
„Jak to? i ty ciągle gadałeś wierszem,” „A jakże. Czy mam dalej ciągnąć” „Nie, nie, już będzie dosyć. Widzę z tego, żeś ty geniusz. No, chodźmy spać”.
Co do improwizacji owych, byli tacy, co je poddawali w wątpliwość, ja jednak śmiało twierdzę, że się mylili. Deotyma istotnie posiada ten dar nadzwyczajny (nie wiem, czy dotąd); Bóg wie, ile razy później nawet miałem sposobność sam to sprawdzić. Tajemnica formy dla niej nie istnieje, ma ona jakiś niepojęty dar szykowania sobie zdobyczy swoich naukowych w dziwnie harmonijne porządki, z których, jakby za najlepszych czasów greckich tworzą się godne czci świątynie.
Poza obrębem tego daru jest to osoba mierna całkiem. Właśne sądy jej o rzeczach sztuki są tuzinkowe, w życiu zaś codziennym zdaje się chodzić omackiem i nigdy jeszcze nie trafiła, gdzie potrzeba, a raczej zawsze tam zaszła, gdzie się jej najmniej spodziewać godziło. Na pogrzebie pięciu poległych niosła koronę cierniową i improwizowała Dzwon 59
zmartwychwstania, a w jakiś czas potem zrzuciła żałobę narodową i nie wiedzieć po co bywała w Zamku i w Łazienkach. Później, kiedy pomimo tych wszystkich objawów lojalności ojca jej wywieziono, pojechała z nim dobrowolnie; i to się jej chwali. Ale dlaczego zaraz po powrocie poczęła znowu uczęszczać do Zamku (na którym już nawet nie książę Konstanty ani Wielopolski siedział, ale taki krwawy oprawca kraju, jak Berg wiekopomny, który jeszcze w dodatku ojca jej wywieźć kazał)? Tego nikt nigdy nie dociekł.