- Nie mogÄ™...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- się krew we mnie rozgrzeje, zapomnę, żeś kobietą i piękną! Zaprawdę, mogę ujrzeć tylko szpiega, co tym dla mnie wstrętniejszy, że jego panem Rzymianin!...
- co daje nam niewyobrażalne dotąd możliwości taktyczne i to na dodatek tak elastyczne i wszechstronne, że sama ledwie mogę w to uwierzyć...
- - Mogę ci je pokazać, ale musisz mi w czymś pomóc...
- Mogę być jednym i drugim...
- I tak, zaczynając od góry wykresu, efekt przedstawiał się następująco: połączenie cech stałości i ekstrawersji dawało (co oczywiste!) osobnika, którego...
- znałem już wszystkie litery i umiałem czytać, a nawet troszkę pisać i nauczyłem się tabliczki mnożenia do sześć razy siedem jest trzydzieści pięć,...
- Zbliżała się właśnie płatność nowej daniny, którą chciwy Architor ustanowił...
- Przesuwając się z kamienia na kamień, miała nieodparte wrażenie, że podąża po śladach Ilfaylena...
- sp owia da ć się , gd y t y l ko na da r z y się oka z ja z g odnie z w y ma ga nia mi z...
- O ile nawet najbardziej humanitarne i demokratyczne narody nie mają zbyt wieluzahamowań, gdy chodzi o eksperymenty na zwierzętach, o tyle jednak doświadczenia...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Gundhalinu znowu rozchylił płaszcz, nagle stało mu się za gorąco. Dopóki to wszystko się nie skończy.
- A więc ciebie też złapało. - Było to stwierdzenie, a nie pytanie. - Och, wy wszyscy starzy, prawdziwi Sini. Ścigałeś wyklętą przez prawo tubylkę, nie miałeś na tym świecie żadnego przyjaciela; rzuciłeś swą pracę, pozycję i zanurzyłeś w rynsztoku honor dobrze urodzonego. Wszystko to z miłości.
Gundhalinu spojrzał na niego zarumieniony, otworzył usta.
- Potrafię dodać dwa do dwóch - uśmiechnął się Herne, lejąc kwas. - Jestem Kharemoughi. - Pokręcił głową i oparł się na łokciu. - Chłopcze, naprawdę do ciebie lgnie... Co ci obiecała? Swoje ciało?
- Nic, nekru!
- Nic? - prychnął Heme. - Większy z ciebie osioł, niż sądziłem.
- Wszystko, co mi się stało, zawdzięczam sobie. - Gundhalinu usiadł prosto, walcząc ze swym gniewem, z wywołującą go gorzką prawdą. - Sam tak postanowiłem; godzę się na skutki rozsądnego działania.
Herne wybuchnął śmiechem.
- Jasne, sprawiła, że w to wierzysz! Ma taką siłę. Potrafiłaby ci wmówić, że możesz oddychać w próżni. Wiele w tym sensu, prawda, rozsądny durniu? Pragniesz jej tak bardzo, że nic innego się nie liczy; mogłeś mieć ją w garści, deportować. Zamiast tego pomagasz jej odnaleźć innego kochanka! Bogowie, do szpiku kości jest taka sama jak Arienrhod. Obie pragną tego samego kochanka; jedynego, którego pożądała tak bardzo, że znienawidziła siebie. Najwyższe kazirodztwo. Jeśli nie jest to najlepszym dowodem, że są tym samym... jakby nie było mnóstwa innych. - Pochylił się, dotknął krat otaczających jego nogi, zwiesił głowę.
Gundhalinu poczuł rosnący mu w gardle wstręt.
- Tego się po tobie spodziewałem, że ściągniesz wszystko na swój poziom, zmieszasz to z łajnem. Nie jesteś zdolny do niczego lepszego, nie rozumiesz nawet, iż w ten sposób pogrążasz i niszczysz siebie.
- Skąd możesz wiedzieć? - Herne uniósł głowę.
- Bo nie potrafisz zrozumieć, dlaczego bardziej mi zależy na pomaganiu Moon niż sobie. Bo nie potrafisz wyczuć, co w niej jest... - Zamknął oczy, patrząc w przeszłość. - Tak, zakochałem się w niej, ale nie było to jej zamiarem. Bierze poprzez dawanie... to cała różnica.
Herne wyciągnął w wyzwaniu pudełko sterownika.
- Jak myślisz, dlaczego to jej daję?
- Z zemsty.
Zamiast odpowiedzi Herne znowu spuścił głowę.
- Żaden klon nie jest doskonałym odbiciem oryginału. Nawet bliźnięta nie są jednakowe, a rodzą się bez pośrednika. Panowanie nad procesem klonowania nie jest takie precyzyjne, można co najwyżej uzyskać niepełne odtworzenie.
- Ułomną kopię - powiedział szorstko Herne.
- Tak - Gundhalinu ponownie zacisnął usta. - Czemu jednak zmiany nie miałyby być na lepsze - obojętnie, czy polegałaby na stracie, czy zyskaniu?
Herne rozważał tą możliwość.
- Czemu nie... - Potarł brodę. - Skoro jesteś taki pewny, że Moon nie jest z nią jednakowa, to dlaczego nie mówisz jej prawdy?
Gundhalinu pokręcił głową.
- Próbowałem. - Spojrzał na swe przeguby, przesunął po nich nieczułymi palcami. - Jak mogę jej coś takiego powiedzieć?
- Niedoszły samobójca - szepnął Herne.
Gundhalinu zesztywniał, podniósł się na kolana. Spostrzegł jednak, że Herne go nie podbechtuje.
- Czy to przez nią? - Herne zapytał śmiało, lecz bez złośliwości. Naciągał struny jak wytrawny muzyk.
- Nie. - Gundhalinu pokręcił głową i ponownie opadł. - Dzięki niej dostrzegłem, że dla niektórych rzeczy warto żyć. - Zdumiał się, że nie uważa za dziwne mówienie tego Bezklasowemu, siedząc na podłodze burdelu. - Nigdy nie sądziłem, że można żyć bez osłony nie naruszonego honoru. A mimo to jestem tutaj - spróbował się roześmiać - nagi wobec wszechświata. To boli, boli jak diabli... ale może tylko dlatego, że teraz wyczuwam wszystko dużo wyraźniej. - I nie wiem jeszcze, czy mi się to podoba.
- Przyzwyczaisz się do tego - powiedział gorzko Herne. - Widzisz, nigdy nie byłem w stanie sobie tego wyobrazić, jak wy, Techy, połykacie truciznę za każdym razem, gdy życie daje wam kopniaka. Po tysiąckroć popełniłbyś samobójstwo, gdybyś żył tak jak ja, po tysiąckroć.
- Masz rację. - Gundhalinu wzdrygnął się na myśl o znalezieniu się w stanie Herne'a. - Bogowie, byłby to los gorszy od śmierci.
Herne patrzył na niego z lekkim wstrętem, z niezłomną nienawiścią, jaką obdarzał połowę ludzi, aż poczuł, że jego krucha arogancja załamuje się, a wzrok łagodnieje.
- Tak. “Lepsza śmierć od hańby" jest przywilejem bogaczy. Tak jak woda życia... - Lecz tak naprawdę nikt nie posiada ani Życia, ani Śmierci. - Przywykłem do myśli, że nic nie jest dla mnie ważniejsze od życia, że nigdy nie zdołam zrozumieć takich mięczaków jak ty, którzy je odrzucają. Przetrwanie, tylko to się liczyło, obojętnie za jaką cenę...
- Liczyło? - Gundhalinu oparł głowę o ścianę, zauważył nacisk położony na czas przeszły. Językiem bezwiednie przeszukiwał miejsce po zębie. Tak jak Herne spojrzał na zewnętrzny szkielet otaczający dolną połowę ciała kaleki, zrozumiał, co oznacza taka ułomność, strata wszystkiego, co w oczach byłego Starbucka, w oczach świata, do którego należał, czyniło go mężczyzną. - Nie musisz tu zostać, wiesz o tym. Na Kharemough potrafią zajmować się takimi rzeczami.