- Mogę ci je pokazać, ale musisz mi w czymś pomóc...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — ProÅ›ba o pomoc, która czekaÅ‚a tysiÄ…c lat, może poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- — Ale musisz przyznać, że naprawdÄ™ pochodzi z innej planety — dokoÅ„czyÅ‚a Trillian, pojawiajÄ…c siÄ™ w polu widzenia z drugiej strony mostka...
- pomóc mojemu znajomemu? Mo¿e, nie daj Bo¿e, jeszcze mu zaszkodzê?Ufam, ¿e pewn¹ pomoc¹ i zachêt¹ dla Czytelnika bêd¹ nastêpuj¹cestwierdzenia:* Wcale nie...
- się krew we mnie rozgrzeje, zapomnę, żeś kobietą i piękną! Zaprawdę, mogę ujrzeć tylko szpiega, co tym dla mnie wstrętniejszy, że jego panem Rzymianin!...
- Pacjent siada w wygodnym fotelu lub kładzie się na kanapce, prosimy go, aby zachowywał się biernie, nie usiłował pomóc w wprowadzaniu go w stan hipnozy, ani się...
- - Chciałbyś coś powiedzieć?- To jest kapelusz nadrektora, skoro już musisz wiedzieć -wyznał Rincewind...
- którym pospieszono kiedyœ Koœcio³owi na pomoc, bliskie jest odniesienia póŸnego zwyciêstwa...
- Je¿eli nie chcesz aby pojawia³ siê ten komunikat, musisz ustawiæ w pliku php...
- co daje nam niewyobrażalne dotąd możliwości taktyczne i to na dodatek tak elastyczne i wszechstronne, że sama ledwie mogę w to uwierzyć...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W czym mam ci pomóc?
- Chciałbym im coś zagrać. Tym z zewnątrz. Żeby nas zauważyli.
- Tym ludziom?
- Tak. Wyglądają zupełnie dziwacznie. Stoją na nas, coś w tym rodzaju. Są zakotwiczeni w naszym świecie. Ale wyrastają wysoko... w górę. Nie zauważają nas, bo w porównaniu z nimi jesteśmy zbyt mali.
- Boże, Pal, nie mam najmniejszego pojęcia, jak prześlemy im tam na zewnątrz muzykę... nie jestem nawet pewien, czy wierzę w ich istnienie.
- Ja nie kłamię - powiedział Pal przymrużając oczy. Odwrócił się z fotelem do "myszy", spoczywającej na czarnej płytce z podziałką i z jej pomocą naszkicował cienie na ekranie monitora.
- Pamiętaj, że to tylko cienie ich rzeczywistego wyglądu. Teraz narysuję linie dóry i gołu, żeby połączyć cienie.
Chłopiec zacieniował figury, żeby wyglądały jak pełne. Skwitował swój trik uśmiechem, wyjaśniając, że było to konieczne, bo rzut czterowymiarowego obiektu na normalną przestrzeń jest, oczywiście, trójwymiarowy.
- Wyglądają tak, jakby wziąć rośliny z ogrodu i dodać im mnóstwo rąk i palców... To trochę tak, jakby oglądało się przedmioty umieszczone w akwarium - wyjaśniał Pal.
Z czasem Tuthy zapomniał o swoim sceptycyzmie i zafascynowany gapił się z otwartymi ustami na to, co chłopiec odtwarzał na ekranie monitora.
- Wydaje mi się, że marnujesz czas, tak mi się właśnie wydaje - powiedział Hockrum. - Ta ocena rozwiązywalności problemu potrzebna mi była na dzisiaj. - Przechadzał się przez jakiś czas tam i z powrotem po salonie, a potem opadł na fotel tak ciężko, jak tylko pozwalało na to jego wątłe ciało.
- Nie mogłem się skupić - tłumaczył Tuthy.
- Przez tego chłopaka?
- Prawdę mówiąc, tak. To bardzo utalentowany dzieciak.
- Posłuchaj, przysporzyłeś mi wielu kłopotów. Gwarantowałem, że dostarczę tę ocenę dzisiaj. Teraz podpadnę. - Hockrum skrzywił twarz, sfrustrowany. - Co ty, u diabła, robisz z tym chłopcem?
- Uczę go. A raczej to on uczy mnie. W tej chwili budujemy czterowymiarowy stożek, element składowy głośnika. Stożek jest trójwymiarowy - jeśli chodzi o materiał fizyczny użyty do jego budowy - ale pole magnetyczne tworzy jego rozszerzenie na czwarty wymiar.
- Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, jak to wygląda, Peter?
- Zapewniam cię, że na monitorze wygląda bardzo dziwnie...
- Ja mówię o tobie i o tym chłopcu.
Rozpromieniona w natchnieniu twarz Tuthy'ego wyciągnęła się z wolna i pobruździła w wyrazie konsternacji.
- Nie rozumiem, o co ci chodzi.
- Dużo o tobie wiem, Peter. Wiem, skąd przychodzisz, dlaczego musiałeś odejść... to nie wygląda najlepiej.
Twarz Tuthy'ego spłonęła szkarłatnym rumieńcem.
- Odpraw go - poradził mu Hockrum.
Tuthy wstał.
- Wynoś się z mojego domu - powiedział spokojnie. - Koniec z naszą współpracą.
- Przysięgam - oświadczył Hockrum cichym, opanowanym głosem, patrząc spode łba na Tuthy'ego - że powiem wszystko rodzicom chłopca. Uważasz, że będą się spokojnie przyglądać, jak ich dziecko zadaje się ze starym, przepraszam za wyrażenie, pedałem? Sądzę, że powinieneś się z tym uwinąć do końca tygodnia. Dwa dni. Zdążysz?
- Nie, nie wydaje mi się - odparł łagodnie Tuthy. - Wyjdź.
- Wiem, że przebywasz tu nielegalnie. Fakt twojego wjazdu do kraju nie jest nigdzie odnotowany. Przy problemach, jakie miałeś w Anglii, nie jesteś tu z pewnością pożądanym cudzoziemcem. Szepnę słówko urzędowi imigracyjnemu i zostaniesz deportowany.
- Nie mam czasu na tÄ™ pracÄ™.
- To go sobie wygospodaruj, zamiast douczać tego dzieciaka.
- WynoÅ› siÄ™ stÄ…d.
- Dwa dni, Peter.
Tuthy opowiadał Lauren przy obiedzie o utarczce, jaką miał z Hockrumem.
- On myśli, że ja uwodzę Pala. Niewyobrażalny sukinsyn. Nigdy już nic dla niego nie zrobię.
- Lepiej więc będzie, jeśli od razu porozumiem się z adwokatem - stwierdziła Lauren. - Jesteś pewien, że nie możesz go... uszczęśliwić, zażegnać całej tej afery?
- Mógłbym rozwiązać mu ten jego problemik w parę godzin. Ale nie chcę go już widzieć ani z nim rozmawiać.
- Zabierze ci sprzęt.
Tuthy zamrugał powiekami i machnął bezsilnie ręką.
- Co oznacza, że będziemy musieli przyspieszyć pracę, prawda? Ach, Lauren, głupio zrobiłaś sprowadzając mnie tutaj. Powinnaś mnie zostawić, żebym zgnił.