na ziemię i znów zapanowała cisza...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- skąd ukośnie padał na ziemię; u szczytu promienia świeciła modra gwiazda, rzucająca świe- tlaną smugę niby snop promieni...
- Toteż gdy po długiej żegludze wylądowali wreszcie w przystaniach pelopone-skich, padali na twarze i obejmując ramionami starą ziemię wołali ze łzami jak...
- Sieć opadła gwałtownie na ziemię; dotkliwie potłuczeni napastnicy nie żałowali sobie jęków, przekleństw i okrzyków bólu...
- I znów garść analogii spoza literatury pięknej, fikcji: Powracający z wojska urlopnicy [...
- ziemię dłużnika...
- Na wzmiankę o smokach szum zaczął opadać, aż zapadła niepewna cisza...
- Znów nie wiedział, co odpowiedzieć, nie na to, co powiedziała, ani na to, co zobaczył w jej oczach...
- W kawiarni zapadła martwa cisza...
- podstarościego
- zaburzenia nawyków i popędów 590 strategia leksykograficzna 369-370 czynnik biopsychiczny 712 destrukcyjne schematy relacji...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wyszła z Kopuły mając na sobie zwykłe ubranie, takie w jakim chodziła na Rotorze. Czuła się swobodnie.
Szła prosto do strumienia, nie zwracając uwagi na oznaczenia.
Ostatnie słowa matki brzmiały jak prośba: „Marleno, pamiętaj proszę, że obiecałaś nie oddalać się od Kopuły".
Uśmiechnęła się, lecz nie zwróciła uwagi na prośbę matki. Być może nie będzie się oddalała, ale nie była tego
pewna. Nie miała zamiaru narzucać sobie żadnych ograniczeń, bez względu na wszystkie wymuszone na niej
wcześniej przyrzeczenia. Poza tym miała przy sobie nadajnik. Zawsze mogą ją zlokalizować. Zaopatrzyli ją także w
urządzenie odbiorcze, za pomocą którego z łatwością znajdowała Kopułę.
Gdyby zdarzył się jakiś wypadek - gdyby upadła i nie mogła wrócić o własnych siłach - zawsze wiedzieli, gdzie
jej szukać.
No. a gdyby spadł na nią meteoryt? No cóż, zginęłaby, w takiej sytuacji nikt nie byłby w stanie jej pomóc, nawet
w pobliżu Kopuły. Odrzuciła od siebie przykre myśli. Na powierzchni Erytro było tak wspaniale i spokojnie. Rotor
zawsze był hałaśliwy. Gdziekolwiek się poszło, powietrze wibrowało od szumów, krzyków, stukotów atakujących ze
wszystkich stron zmęczone uszy. Na Ziemi było pewnie jeszcze gorzej. Osiem miliardów ludzi, tryliony zwierząt,
burze z piorunami, morskie przypływy i odpływy, deszcze.
302
Kiedyś słuchała nagrania zatytułowanego „Dźwięki Ziemi". Skóra cierpła i wkrótce miała dosyć.
Tutaj na Erytro wszędzie panowała błoga cisza.
Marlena znalazła się przy strumieniu. Woda płynęła tuż obok niej wydając delikatny, syczący odgłos. Podniosła
ostry kamień i wrzuciła go do wody. Rozległ się plusk. Świat dźwięków nie był niczym niezwykłym na Erytro,
chociaż przypadkowy hałas służył jedynie jako ozdobnik wszechogarniającej ciszy.
Marlena postawiła stopę na wilgotnej glinie nad brzegiem strumienia. Usłyszała ciche mlaśnięcie, zobaczyła
odciśnięty zarys stopy. Pochyliła się i nabrała wody w dłonie. Rozlała ją na ziemię przed sobą. Woda utworzyła
wilgotne plamy, bardziej czerwone niż różowawy grunt. Dodała jeszcze trochę wody i w końcu postawiła prawą
stopę na ciemnej plamie. Nacisnęła. Gdy uniosła stopę zobaczyła jeszcze jeden, tym razem głębszy ślad.
W strumieniu leżały duże kamienie wystające ponad powierzchnię wody. Przeszła po nich na drugą stronę.
Szła dalej, wyrzucając na przemian ramiona l oddychając głęboko. Wiedziała, że zawartość tlenu w powietrzu
była mniejsza niż na Rotorze. Gdyby chciała biec, szybko zmęczyłaby się, ale nie miała zamiaru biegać. Nie chciała
zużywać zapasów swojego świata.
Chciała widzieć wszystko dokładnie!
Spojrzała za siebie. Wzniesienie Kopuły ciągle jeszcze było dobrze widoczne. Dostrzegła wyraźnie szklaną
półkulę, w której znajdowało się obserwatorium astronomiczne. Zdenerwowało ją to. Chciała odejść wystarczająco
daleko, by odwróciwszy się widzieć tylko linię postrzępionego horyzontu, bez żadnych śladów bytności ludzi, poza
jej własnymi śladami.
(A może powinna wezwać Kopułę? Powiedzieć matce, że idzie dalej? Nie, znowu musiałaby się kłócić. Tak czy
inaczej odbierają jej sygnały. Wiedzą, że żyje i porusza się. Postanowiła nie odpowiadać nawet wtedy, gdyby ją
wołali. Tak! Musi mieć trochę spokoju.)
Jej oczy przyzwyczaiły się do różowości Nemezis i otaczającego krajobrazu. W zasadzie nie były to tylko róże:
cały świat pokryty był plamami światła i cienia, purpurą i pomarańczem wpadającym tu i ówdzie w jasną żółć. Oczy
Marleny odbierały całą paletę
303
barw, niemal tak różnorodną jak na Rotorze, lecz mniej krzykliwą.
Co stanie się, jeśli kiedyś ludzie osiedlą się na Erytro, zaprowadzą własne porządki, zbudują miasta? Czy nie
zepsują tego wszystkiego? A może nauczeni przykrymi doświadczeniami z Ziemi zaczną postępować inaczej,
sprawią, że ten dziewiczy świat nie zmieni się w kolejne piekło?
Czyje piekło?
To był problem. Ludzie zazwyczaj różnią się koncepcjami, kłócą ze sobą i chodzą różnymi drogami. A może
byłoby lepiej zostawić Erytro w spokoju?
Jednak planeta potrzebna była ludziom. Tak jak jej. Było jej dobrze na tym świecie. Nie wiedziała dlaczego, ale
czuła się tu bardziej w domu niż na Rotorze.
A może istniało w niej jakieś niejasne, atawistyczne wspomnienie Ziemi? Może jej geny zawierały pragnienie
życia na olbrzymim, nie kończącym się świecie? Pragnienie, którego nie mogło zaspokoić małe, sztuczne,
obracające się w kosmosie miasto? Czy to możliwe? Ziemia była przecież zupełnie inna niż Erytro. Jedynym
podobieństwem były rozmiary obydwu globów. A jeśli przechowywała Ziemię w swoich genach, czyż nie było tak
samo z resztą ludzi?
Musi istnieć jakieś wytłumaczenie. Marlena potrząsnęła głową. Myśli kłębiły się w niej niczym gwiazdy w
otaczającym Wszechświecie. Erytro wcale nie wyglądała dziko. Na Rotorze rosły co prawda sady i zboże, wszędzie
była zieleń i bursztynowe światło, prosta nieregulamość siedzib ludzkich. Tutaj na Erytro widziało się natomiast