Znów nie wiedział, co odpowiedzieć, nie na to, co powiedziała, ani na to, co zobaczył w jej oczach...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- — Siadaj, chÅ‚opaku — powiedziaÅ‚ dowódca...
- – Zgadzam siÄ™ – powiedziaÅ‚a nie ociÄ…gajÄ…c siÄ™ Colette...
- — Tego kuÅ›nierza mogÅ‚abyÅ› lepiej pamiÄ™tać, skoro zetknęłaÅ› siÄ™ z nim osobiÅ›cie — powiedziaÅ‚am z niezadowoleniem i naganÄ…...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedziaÅ‚ Ulath...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparÅ‚, nie potrafiÄ…c ukryć pobrzmiewajÄ…cej w jego gÅ‚osie konsternacji...
- – PowinniÅ›my siÄ™ stÄ…d wynosić, nim orki zacznÄ… przetrzÄ…sać te ruiny – powiedziaÅ‚a Isaan...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Poszedł z nią przez trawnik w stronę, z której dobiegały odgłosy wody, i pomógł jej odsunąć gałęzie blokujące drogę. Przeszli pod nimi zgięci i stanęli pośród oświetlonej słońcem roślinności na brzegu płytkiego strumienia. Sevgi przez chwilę przyglądała się płynącej wodzie.
- Muszę cię poprosić o parę przysług - odezwała się cicho.
- Jasne.
- Chciałabym, żebyś tu został. Wiem, że mówiłam, że możesz odejść, w zasadzie cię odesłałam, ale...
- Nie martw się. - Jego głos nabrał mocy. Musiał stłumić falę furii. - Nie zamierzam tego po prostu zostawić. Onbekend jest chodzącym trupem. Tak samo jak ten, kto go wysłał.
- Dobrze. Ale nie o to mi chodziło.
- Nie?
- Nie. Przy tym, co się tu teraz dzieje, jest dość materiału, żeby nie zamykać sprawy. Byłoby dobrze, gdybyś mógł pomóc w tej sprawie po tym, jak... - Słabo machnęła ręką w stronę wody. - Ale nie o to chciałam cię prosić. To coś, cóż, bardziej samolubnego.
- Żyję tylko dzięki tobie, Sevgi - powiedział bezbarwnie. - To ci kupiło mnóstwo pobłażliwości.
Obróciła się. Dotknęła jego dłoni.
Towarzyszył temu krótki, głęboki wstrząs - kontakt dotykowy był jedną z rzeczy, których technika wciąż jeszcze nie wyprostowała i etykieta formatów raczej na niego nie pozwalała. Poza prymitywnymi i dziwnie niesatysfakcjonujące wirtualami pornograficznymi, których używał w bazach wojskowych, wątpił, by dotknął kogoś w wirtualach więcej niż pół tuzina razy przez całe życie, a i z tego większość była wynikiem przypadkowych kolizji. Teraz poczuł dłoń Sevgi Ertekin jakby przez rękawiczki i w miejsce gasnącego gniewu pojawiła się irytująca frustracja.
- Chcę, żebyś został ze mną - powiedziała. Spojrzała w dół, gdzie stykały się ich dłonie, jakby próbując sprawdzić jakiś szczegół, którego nie była pewna. - To będzie trudne. Murat - mój ojciec - będzie zbyt dotknięty. Norton jest zbyt skonfliktowany. Wszyscy inni są zbyt odlegli, po Ethanie za bardzo ich odsunęłam. Nie wiedziałabym, co im powiedzieć. Zostajesz ty, Carl. Jesteś czysty. Chciałabym, żebyś pomógł mi to zrobić.
Czysty?
- Mówiłaś o dwóch przysługach - przypomniał jej.
- Tak. - Puściła jego rękę, wróciła do przyglądania się płynącej wodzie. - Myślę że wiesz, jaka będzie ta druga.
Stał obok niej i też zapatrzył się w wodę.
- Dobrze - powiedział.
ROZDZIAÅ‚ 44
Czekał na Nortona na korytarzu przed salą ze stanowiskami wirtualnych formatów. Dyrektor INKOL wyszedł z opuchniętymi oczami, mrugając, jakby światło w korytarzu było zbyt ostre dla jego oczu.
- Muszę z tobą porozmawiać - odezwał się do niego Carl.
Przez twarz Nortona przebiegł grymas.
- I myślisz, że teraz jest dobra okazja?
- Norton, jej stan się nie poprawi. Lepiej przyzwyczaj się do działania w tych warunkach.
- Czego chcesz?
- Czytałeś zeznanie, które złożyłem policji Wybrzeża?
- Nie, ja... - Norton na chwilę zamknął oczy. - Tak, przejrzałem je. I co?
- Ktoś wysłał Onbekenda, żeby mnie załatwić. Prawdopodobnie ten sam ktoś, kto zatrudnił Carmen Ren do opieki nad Merrinem i sprowadził samego Merrina z Marsa. Nie skończyliśmy tu jeszcze, nie jesteśmy nawet w połowie drogi.
Norton westchnÄ…Å‚.
- Tak, właśnie spędziłem dwadzieścia minut z Sevgi mówiącą mi to samo. Nie musicie mnie do tego przekonywać. INKOL przyciśnie sprawę, tutejsza policja już obstawia bazy. Choć chwilowo...
- Nie wrócę do domu, dopóki to nie zostanie załatwione.
- Tak, to też Sevgi dość jasno dała mi do zrozumienia. - Norton próbował przepchnąć się obok niego. Carl stłumił ochotę chwycenia go za ramię i wykręcenia. Zamiast tego zrobił kilka szybkich kroków do tyłu i zablokował korytarz, wyciągając rękę do ściany tak, że dyrektor INKOL musiał się zatrzymać. Norton zgrzytnął zębami i zacisnął pięści przy bokach.
- Czego ode mnie chcesz, Marsalis?
- Dwóch rzeczy. Po pierwsze, musisz dostać się do Ortiza i zmusić go do zablokowania mojego zwolnienia pod jurysdykcję ONZALG. Zeszłej nocy miałem telefon z biura w Brukseli, nie mogą się doczekać, żeby mnie ściągnąć do domu.
- Ortiz ledwie wyszedł z intensywnej opieki. Nie jest w stanie...