Toteż gdy po długiej żegludze wylądowali wreszcie w przystaniach pelopone-skich, padali na twarze i obejmując ramionami starą ziemię wołali ze łzami jak...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Po prawej, najbliżej ściany hangaru, stały bok w bok nowiutkie Gromy i Błyskawice – nieco mniejsze wozy bojowe przystosowane do przewozu piechoty...
- Nieraz musiała przystawać po drodze dla otarcia potu z zabrudzonej twarzy i nabrania tchu, zanim doszła do swojego mieszkania, położonego w najbrudniejszej i...
- którym nabarziey iasnowidzący nic by nie dopatrzył ani nie pochwycił nie znaiąc iego żeny, taką miał w sobie przystoyność, wdzięczną postawę y...
- najmocniejszymi wiatami, wyapywa bezbdnie wszystkie te znaki, ktre muludzie wskazywali, i przystawa jak gdyby na pami, ani bliej, ani dalej...
- Operacje wejścia-wyjścia Zmienne typu int, double i char są zmiennymi arytmetycznymi, przystosowanymi odpowiednio do przechowywania...
- - Niech no pan spojrzy, panie Lohkamp! Czyż to nie śliczne? Co rok się wydaje cudem!Przystanąłem zdumiony...
- Ponieważ niósł jej kosz, nie pozostawało jej nic innego, jak czekać, więc przystanęła i zaczęła go obserwować...
- Ford nie był wysoki, a rysy jego twarzy, choć uderzające, nie były specjalnie przystojne...
- — Stop! Kim jesteś?Sępi Dziób przystanął i przyjrzał się policjantowi...
- Również Zala wydawała się przystosowywać na swój sposób do nowych warunków...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
30
CO SIĘ RAZ STAŁO W SYDONIE
Abdolonim padł na twarz przed Marhabalem, bogatym kupcem z Sydonu, i leżał jak długi dopóty, dopóki Marhabal nie zapytał, co by to miało znaczyć.
Wówczas powstał i mówił, jak następuje:
– Panie! za cały majątek mam tylko mały ogródek, w którym uprawiam rzodkiew, cebulę i róże. Ale jestem młody, pracowity i uczciwy. Wiem, że to, co powiem, może ci się wydać szaleństwem lub co najmniej zuchwalstwem.
Ponieważ jednak nazywają cię w Sydonie „Roztropnym”, ufam, że nie unie-siesz się gniewem. Oto pokochałem twoją córkę, cudną Thalestris, jestem przez nią wzajemnie kochany – błagam cię, panie, abyś mi ją oddał za żonę.
Marhabal chciał w pierwszej chwili ogrzmocić Abdolonima laską z kości słoniowej, którą trzymał w ręku, albo zawołać niewolników, aby go zrzucili ze schodów; ale powstrzymał się, albowiem istotnie nie zwykł nic czynić bez namysłu. W Sydonie nazywano go nie tylko „Roztropnym”, ale i „Dokładnym”, gdyż lubił rozprawiać, lubił wypowiadać swoje myśli obszernie i dowo-dzić wszystkiego w sposób niezbity i wykazujący jak na dłoni: o ile zdrowy i stateczny rozum kupiecki przewyższa wszelkie inne myślenie. Z tego powodu umilkł na czas tak długi, jaki jest potrzebny do przesypania się piasku w klepsydrze, a potem tak zaczął z wolna mówić:
– Abdolonimie! Z córką moją, jeśli istotnie zapach twoich róż odurzył ją aż do zupełnej utraty rozumu, pogadam osobno i mam nadzieję wybić jej z gło-wy nieprzyzwoite myśli. Co się tyczy ciebie, mój sposób widzenia jest nastę-
pujący. Ceniłem cię zawsze za twoje ogrodowizny. Rzodkiew, którą mi sprze-dajesz, nigdy nie jest sparciała, a twoja cebula nie tylko dobrze smakuje, ale i odbija się tak przyjemnie, że nieraz kupcy na Byrsie pytają mnie, u kogo ją nabywam. To znaczy. że to, co robisz, robisz dobrze. Z tego powodu nie wybuchnąłem gniewem, gdyż zresztą nie widziałem nigdy, aby gniew przyniósł
coś komuś w zysku! Ale zastanów się nad twoim niebacznym żądaniem!
Wiesz, że ja, Marhabal, należę do starszyzny sydońskiej; pięć moich okrętów krąży po morzu między Fenicją a wyspami i Grecją; dwa odwiedza brzegi Sycylii i Kartaginy. Mam stu trzydziestu niewolników, ten oto pałac w Sydonie, dom w Tyrze i dwa wielkie składy towarów, nie licząc fabryki szkła i farbiar-ni. Taki jest mój majątek, który z czasem przejdzie na moją córkę, ponieważ jest ona jedynym moim prawym dziecięciem. A teraz pytam się ciebie: z czym ty przystępujesz do interesu? co masz? ile ci przynoszą twoje warzywa i jak wielki jest naprawdę ten ogród, który uprawiasz?
31
– Ogród mój – odpowiedział Abdolonim – niewiele większy jest, o Marhabalu, od tej komnaty, w której przed tobą stoję! Ale prócz tego posiadam osła i serce pełne miłości.
– Średni osieł wart jest pięćdziesiąt drachm fenickich, to jest trzy razy mniej niż laska, którą trzymam w ręku i którą chciałem cię w pierwszej chwili obić, czego jednak nie uczyniłem, zarówno przez wrodzone mi umiar-kowanie, jak i dlatego, żeby jej nie połamać. Co do miłości – miłość jest to ogień. Kto ma mąkę i patelnię, może przy nim upiec podpłomyki. Ale powiedz mi, Abdolonimie: gdzie jest twoja mąka i patelnia?
Abdolonim spuścił głowę i milczał.
A Marhabal, widząc w jego milczeniu triumf swego rozumowania, uśmiechnął się z zadowoleniem i mówił:
– Córka moja posiada dostatek szat i klejnotów, lecz posiada to wszystko dlatego, że ojciec jej miał głowę na karku i umiał dawać sobie rady w życiu.
Gdybyś ty jednak spotkał Thalestris nagą, na jednej z takich skał bezlud-nych, jakich wiele jest na naszym wybrzeżu, cóż byś w takim razie uczynił?
Abdolonim zaczerwienił się po uszy.
– O Marhabalu, jakże mam na to odpowiedzieć?...
– Ja nie o tym mówię – przerwał opryskliwie kupiec. – Chcę tylko ci dowieść, że gdybyś ją spotkał nagą, wówczas cała twoja miłość nie miałaby za co kupić jej nie tylko naszyjnika i obrączek na nogi, ale nawet fartuszka na biodra. Przecie w twojej własnej opończy są dziury, przez które przeglądają twoje kolana, powalane ziemią i zielenią przy pieleniu warzywa: Szczęściem, moja córka nie mieszka na pustej skale i nie jest tak goła jak greckie boginie. Ale wypadki chodzą po ludziach. Żebyś mnie lepiej zrozumiał, dam ci taki przykład. Oto miasto nasze i kraj zajęli Macedończycy, których monarcha, Aleksander, przewrócił do góry nogami państwo perskie i cały świat.