Sieć opadła gwałtownie na ziemię; dotkliwie potłuczeni napastnicy nie żałowali sobie jęków, przekleństw i okrzyków bólu...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- choćbyÅ› i mnie miaÅ‚ waszmość tak pochlastać, zawszeć winszujÄ™, winszujÄ™! – Et, dalibyÅ›cie sobie waszmoÅ›ciowie pokój; bo w rzeczy nie macie siÄ™...
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie majÄ… w miarÄ™ rozwiniÄ™ty przemysÅ‚ – dodaÅ‚ po chwili – bÄ™dziemy musieli sprawić sobie trochÄ™ odtylcowych...
- 08 Przynoœcie wiêc owoc godny nawrócenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bóg mo¿e wywieœæ synów Abrahamowi...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Każda służba jest wyborem pomiędzy zagarnianiem ku sobie, a darzeniem, dawaniem ze siebie, a więc uczy miłości wedle podobieństwa do miłości Boga, czyli...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- w swej głowie wymalował, iż potym sztychując ono z rzeczą prawdziwą a widomą, chocia sama w sobie onad rzecz była dziwnie osobna, jednak przeciwko onej...
- - Na fajki gracie? Kurcze, to już hazard! Szef jak się dowie to nas zjebie!- No co ty! Wiesz, przecież pooddajemy sobie te fajki na końcu...
- — Wszyscy bÄ™dziemy sobie potrzebni, i to już niedÅ‚ugo — odparÅ‚ tonem prze- powiedni Amerykanin...
- — Czy Weyr zbadaÅ‚ w koÅ„cu te pÄ™draki? — spytaÅ‚ P’tero, nagle przypominajÄ…c sobie cel ekspedycji...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Kiedy bezceremonialnie wytrząśnięto ich z sieci, jak olbrzymie ryby, niektórzy upadli na twarz, inni na kolana. Wszyscy byli oszołomieni kołysaniem.
— Hej, wy tam! — Cabas przejÄ…Å‚ dowodzenie. — Wstawać! Do szeregu! — szarpnÄ…Å‚ jednego z mężczyzn za ramiÄ™ i poleciÅ‚ swoim pomocnikom, by zmusili resztÄ™ do wstania. — Przeszukać ich.
Stopniowo na stosie narzędzi przybywało noży, łomów, zapałek i długich prętów. Cabas spacerował wzdłuż nierównego szeregu jeńców.
— Nic innego nie mieli przy sobie? — spytaÅ‚ N’ton, przypominajÄ…c sobie WarowniÄ™ Fort i podejrzany brak jakichkolwiek przedmiotów osobistych.
— Ubrania! — rzuciÅ‚ ktoÅ› z tÅ‚umu, Å›miejÄ…c siÄ™ gÅ‚oÅ›no.
— TrochÄ™ podarte, przynajmniej niektóre — dodaÅ‚ ktoÅ› pogardliwie.
— Co za żaÅ‚osna banda! — stwierdziÅ‚ kapitan Venabil i pokrÄ™ciÅ‚ gÅ‚owÄ…. — To jasne jak sÅ‚oÅ„ce, że te Å‚otrzyki nie miaÅ‚y nic dobrego na myÅ›li, gdy ukradkiem dostaÅ‚y siÄ™ nocÄ… do Cechu z uczernionymi twarzami i tak dalej. Szeroka Zatoka to nie dzika osada i nie chcemy tu takich Å‚obuzów. Jakie sÄ… te twoje ustalone procedury, Jaxomie? ChciaÅ‚bym przed Å›witem wrócić na statek.
Jaxom skłonił się lekko w jego kierunku.
— Czy nie powinniÅ›my wezwać lorda Kashmana? — zawoÅ‚aÅ‚ ktoÅ› z tÅ‚umu. — To nasz WÅ‚adca i ma za zadanie rozprawiać siÄ™ ze wszystkimi, którzy zakłócajÄ… spokój… ze zÅ‚odziejami, wÅ‚amywaczami i tak dalej.
— Ale tylko w sprawach Warowni — natychmiast odparowaÅ‚ Cabas. — A to jest sprawa Cechu Harfiarzy. JeÅ›li jednak któryÅ› z was —zwróciÅ‚ siÄ™ do pojmanych — jest z tej Warowni, może wystÄ…pić. Jestem pewien, że lord Kashman zapewni wam wszelkie wygody.
Przerwały mu pogardliwe komentarze; zebrani stwierdzili, że sieć jest o wiele wygodniejsza niż miejsce, gdzie się trzyma podobnych łotrzyków w Warowni Keroon.
— Jak mówiÅ‚em — ciÄ…gnÄ…Å‚ Cabas z nikÅ‚ym uÅ›mieszkiem — jeÅ›li któreÅ› z was jest z tej Warowni, możecie zostać do niej przewiezieni i czekać na wyrok lorda Kashmana.
Nikt z więźniów nie zgłosił takiej chęci.
— Podać imiona, nazwiska i rangÄ™, jeÅ›li ktoÅ› jÄ… ma — powiedziaÅ‚ N’ton wÅ‚adczo, stajÄ…c obok Cabasa.
Nie było odpowiedzi. N’ton tylko wzruszył ramionami.
— WnioskujÄ™, że ci ludzie zostali zÅ‚apani podczas próby nielegalnego wejÅ›cia do uprawnionego Cechu z zamiarem zniszczenia go. Jaki jest wasz wyrok, Mistrzu Tagetarlu i Mistrzu Mekelroy?
Tagetarl, sam zaskoczony falÄ… gniewu i poczuciem krzywdy, które ogarnęły go w jednej chwili, przysunÄ…Å‚ siÄ™ do Cabasa, wpatrujÄ…c siÄ™ w wandali. Od razu poznaÅ‚ faÅ‚szywego winiarza po podartych spodniach — nie pasowaÅ‚y na niego, kiedy go ostatnio widziaÅ‚ — ale nie mógÅ‚ wypatrzyć Blizny ani kobiety, sportretowanej przez Cabasa po pierwszej wyprawie do górskiej kryjówki fanatyków. Do bogatej gamy uczuć Tagetarla doszÅ‚o wiÄ™c także zmartwienie z tego powodu.
— Dlaczego chcieliÅ›cie zniszczyć ten cech? — spytaÅ‚ z takÄ… wÅ›ciekÅ‚oÅ›ciÄ… w gÅ‚osie, że najbliżej stojÄ…cy napastnicy cofnÄ™li siÄ™ ze strachem. — Dlaczego?
Przycisnął zwinięte w pięści dłonie do ciała, bo miał nieodpartą ochotę wydusić siłą prawdę z ludzi, którzy z radością zniszczyliby to wszystko, co z takim trudem budował.
Postąpił krok do przodu.
— KÅ‚amstwa! — StojÄ…cy przed nim czÅ‚owiek uniósÅ‚ rÄ™ce obronnym gestem i cofnÄ…Å‚ siÄ™, jakby chciaÅ‚ uniknąć ciosu. — Musimy niszczyć kÅ‚amstwa!
— Jakie kÅ‚amstwa? — spytaÅ‚ Tagetarl, nie spodziewajÄ…c siÄ™ odpowiedzi, a już na pewno nie takiej.
— KÅ‚amstwa, które drukujÄ… harfiarze. Krążą po caÅ‚ym Pernie! —krzyknÄ…Å‚ mężczyzna, wymachujÄ…c rÄ™kaw stronÄ™ Cechu i półek z wydrukowanymi książkami.
— O co chodzi z tymi kÅ‚amstwami? — spytaÅ‚ Tagetarla kapitan Venabil.
— Ja nie drukujÄ™ kÅ‚amstw! — zawoÅ‚aÅ‚ gÅ‚oÅ›no Tagetarl.
— Ale drukujesz książki. Stosujesz przewrotne sposoby Ohydy. Rozdajesz ohydne rzeczy!
Kapitan Venabil uniósł wielką pięść i podskoczył ku mężczyźnie, który aż przykucnął ze strachu.