W kawiarni zapadła martwa cisza...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Zjadł dwie parówki i wypił karafkę wina w kawiarni na rynku...
- na ziemiê i znów zapanowa³a cisza...
- Na wzmiankę o smokach szum zaczął opadać, aż zapadła niepewna cisza...
- – Szybka chromatografia cieczowa...
- MARCHOCKI Mikołaj S...
- współżycia seksualnego Miłość małżeńska różni się od innych rodzajów miłości tym, że dąży do zjednoczenia zarówno fizycznego,...
- utraty rozumu!)...
- Śliski Michał 184 Świdrygiełło książę 57, 265 Świdzińska Wanda 322 Świdziński Karol 322 Świerzewski Ludwik 241 Święciccy 138 Świnka Jan 184 Świnka Mikołaj 184 Świrscy 230...
- JOWISZ W ZNAKU RAKAZnaczenie oraz pełny wpływ Jowisza w znaku Raka, daje się zauważyć dopiero w środku życia, ponieważ pozycja taka, gdy chodzi o znak Raka,...
- 5) przestrzegać tajemnicy określonej w odrębnych przepisach,6) przestrzegać w zakładzie pracy zasad współżycia społecznego...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
McAfee i właściciel kawiarni odwrócili się do
okna i patrzyli w kierunku małej stacji kolejowej za parkiem. Wyglądała jak zawsze
— brudna i odrapana.
— Na Boga! — wykrzyknÄ…Å‚ wÅ‚aÅ›ciciel kawiarni.
Z łoskotem zerwali się od stolika i ruszyli do drzwi. McAfee wysunął się na czoło.
Chłopcy pobiegli za nimi. Pozostali tylko parę metrów w tyle, gdy McAfee wpadł
pod okap budynku dworcowego i pochylony zaglądał do środka przez klejące się od
brudu okna.
— ProszÄ™ niczego nie dotykać! — krzyknÄ…Å‚ Jupe. — Tam mogÄ… być odciski palców!
McAfee odskoczył od okna i rzucił się do drzwi.
Jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej zaczął się gromadzić tłum. Z supermarketu
nadbiegali kupujący, gospodynie wybiegały z domów. James Brandon i Philip Terreano
przejeżdżali właśnie samochodem Brandona i. zatrzymali się. Z apteki nadszedł Elwood
Hoffer i przystanął na obrzeżu tłumu.
McAfee natarł na drzwi raz, drugi, trzeci. Wreszcie otworzyły się przy akompania-
mencie trzasku pękającego drewna.
Tłum natarł na budynek dworca.
— Nie zbliżać siÄ™! — wykrzyknÄ…Å‚ McAfee. — Niczego nie ruszać!
Wszyscy zastygli.
W hali dworcowej zobaczyli tylko odrapany kufer. Stał na podłodze pośrodku po-
mieszczenia. Wokół niego widniały ślady, wskazujące, że został wciągnięty przez okno.
— To w tym sÄ… te koÅ›ci? — zapytaÅ‚ ktoÅ›. WÅ‚aÅ›ciciel kawiarni podniósÅ‚ wieko kufra
i krzyknÄ…Å‚:
— Ooch!
James Brandon przecisnÄ…Å‚ siÄ™ przez tÅ‚um. PopatrzyÅ‚ na szczÄ…tki w kufrze — stertÄ™
fragmentów, w których z trudem można było rozpoznać kości oraz czaszkę z oczodo-
Å‚ami skierowanymi w sufit.
Brandon zaczerpnął powietrza. Twarz mu zbladła, potem nabiegła krwią. Odwrócił
siÄ™ do McAfeego.
— Co to jest? — zapytaÅ‚.
McAfee cofnÄ…Å‚ siÄ™ otumaniony.
Philip Terreano położył Brandonowi dłoń na ramieniu.
— Spokojnie, James — powiedziaÅ‚, po czym zwróciÅ‚ siÄ™ do McAfeego. — To jakaÅ›...
jakaś straszliwa pomyłka. Może się grubo mylę, ale to wyraźnie są kości afrykańskiej
istoty człekokształtnej, które James Brandon przywiózł...
— Chce mnie pan oszukać! — wrzasnÄ…Å‚ McAfee. — To jest mój jaskiniowiec!
Brandon opanował się z widocznym wysiłkiem.
68
— Znajdzie pan etykietki na tych koÅ›ciach — powiedziaÅ‚. — OznaczyÅ‚em na nich
datÄ™ i miejsce ich znalezienia.
— Panie Carlson! — krzyknÄ…Å‚ ktoÅ› z dworu. — Panie McAfee!
Tłum rozstąpił się i przepuścił barmana z kawiarni.
— JakiÅ› facet wÅ‚aÅ›nie dzwoniÅ‚. MówiÅ‚, że jak pan chce swojego jaskiniowca, to ma
pan szukać w kufrze na stacji... — barman wybaÅ‚uszyÅ‚ oczy na kufer — tak jak pan już
zrobił.
— Widzicie?! — krzyczaÅ‚ McAfee. — To sÄ… koÅ›ci z mojej jaskini! To muszÄ… być one.
Jakżeby inaczej złodziej wiedział, gdzie są? Chyba że... chyba że to wszystko to jakieś
oszustwo.
Oczy McAfeego rozszerzyły się w furii.
— Kant! — wrzasnÄ…Å‚. — Wszystko od poczÄ…tku! Wszystko kant! SkoczyÅ‚ na Brandona
i usiłował zacisnąć mu ręce na gardle.
— PodrzuciÅ‚eÅ› te koÅ›ci do mojej jaskini! UdawaÅ‚eÅ› tylko, że je znalazÅ‚eÅ›! ChciaÅ‚eÅ›,
żeby ludzie myśleli, że taki z ciebie ważniak! Wyzyskałeś mnie!
Brandon podniósł pięści, ale Terreano go powstrzymał.
— No, no, spokojnie!
Na stację wszedł szeryf. Skierował się do McAfeego i Brandona. W tym momen-
cie Jupiter odwrócił od nich spojrzenie i dostrzegł w tłumie doktora Hoffera. Był wpa-
trzony w Brandona. W jego małych ciemnych oczach błyszczało zainteresowanie, a na
twarzy naukowca malował się wyraz zadowolenia.
68
Rozdział 17
Jupe znajduje odpowiedź
— James Brandon jest osobÄ… szanowanÄ…. Nie potrzebuje rozgÅ‚osu i nigdy by nie po-