- Mieszkali w Leningradzie?- Tak...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Kosmonauci informowali:- Zdumiewa twardy sen mieszkańców miasta, nie reagują zupełnie na światła lamp, przy pomocy których odnajdujemy drogę w labiryncie...
- Nieraz musiała przystawać po drodze dla otarcia potu z zabrudzonej twarzy i nabrania tchu, zanim doszła do swojego mieszkania, położonego w najbrudniejszej i...
- wyreperował dach i ściany, wybił otwory i wstawił okna, żeby był przewiew — zmienił całe pomieszczenie tak, że wyglądało prawie jak mieszkanie...
- wiszącej u sufitu żarówki, jednak w kilka lat później już prawie wszystkie mieszkania w domach przy Stalowej korzystały z oświetlenia elektrycznego...
- Co za rodzina z tych Jordachów, stary samobójca, brat zamordowany, a świątobliwy Rudolf pobity prawie na śmierć w swoim mieszkaniu...
- Janina Kobylińska Urząd Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast w Warszawie Podstawowe rozwiązania prawne w zakresie wyznaczania i oznakowania...
- Kawałek dalej, na odcinku Guthrie, na którym mieszkał Reynold Peaty, rozejrzałem się za Seanem Binchym, ale go nie wypatrzyłem...
- - Prace przygotowawcze zajmą kilkadziesiąt lat - odezwał się Człowiek, Który Czuwał Nad Bezpieczeństwem Mieszkańców Ziemi...
- usiadł, nikt nie zwrócił uwagi na powódź kwiatów, w których tonęło mieszkanie...
- cza417 najliczniejsz grup wrd mieszkacw Warszawy, nazywani s w filistrami...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Lodzia ze zniecierpliwieniem pokręciła głową.
- Czasem wielki Taleniekow zupełnie głupieje. Przecież mogę ich sprawdzić w komputerze.
- Natychmiast zostałabyś namierzona i obawiam się, że długo byś nie pożyła. Ten facet, co tu leży, ma pełno wspólników. - Wasilij wrócił do wyciągniętego na podłodze ciała, schylił się i ponownie zaczął je badać. - Poza tym nic byś nie znalazła; minęło zbyt wiele czasu, zmieniały się rządy, zmieniała się polityka. Jeśli nawet nazwisko figurowało kiedyś w aktach, wątpię, czy nadal się tam znajduje. A żeby było śmieszniej, jeśli się znajduje, to znaczy, że Woroszynowie nie mają już nic wspólnego z...
- Z czym, Wasilij?
Nie odpowiedział od razu, bo przekręciwszy rozebrane ciało na wznak nagle dostrzegł drobną, fioletowo-siną plamkę na skórze Anglika, mniej więcej w okolicy serca, ukrytą pod włosami porastającymi pierś trupa. Była bardzo mała, o średnicy najwyżej jednego centymetra - tak, średnicy, albowiem miała kształt koła. Na pierwszy rzut oka wyglądała jak najnormalniejsze znamię. Ale mężczyzna nie przyszedł z nim na świat, zostało mu wytatuowane bardzo sprawną ręką. Na łożu śmierci stary Krupski powiedział: Złapano ich agenta, człowieka ze znakiem na piersi.
- Z tym. - Odgarnął ręką ciemne włosy, tak żeby wytatuowane kółko było wyraźnie widoczne. - Podejdź tu.
Lodzia wstała, zbliżyła się do trupa i kucnęła przy fotelu.
- Z tym? Przecież to zwykle znamię.
- Pero nostro circolo - powiedział szeptem. - Nasz Anglik nie urodził się z tym kółkiem. Na ten znak trzeba sobie zasłużyć.
- Nie rozumiem.
- Za chwilę ci wszystko wyjaśnię. Idąc tu, nie byłem pewien, czy ci cokolwiek mówić, ale chyba nie mam wyboru. Mogą mnie zabić. A jeśli zginę, musisz przesłać wiadomość do pewnego człowieka. Wytłumaczę ci, w jaki sposób. Opiszesz mu to znamię i jego dokładne położenie: czwarte żebro, w okolicy serca. Specjalnie umieszczono je w mało widocznym miejscu.
Lodzia bez słowa spojrzała na fioletowy znak, po czym podniosła wzrok na Taleniekowa.
- Kim są ci “oni”?
- Nazywają się matarezowcy...
Opowiedział wszystko, nie pomijając niczego. Kiedy skończył, przez dłuższy czas kobieta milczała, a on jej nie ponaglał. Wiedział, że musi przetrawić wstrząsającą historię, którą usłyszała, przyjąć do wiadomości zdumiewający fakt współpracy, jaką podjęli Wasilij Wasilijewicz Taleniekow i człowiek znany w KGB jako Beowulf Agate. Lodzia podniosła się i podeszła do okna, z którego rozciągał się widok na ponurą leningradzką ulicę. Stojąc z twarzą zwróconą do szyby, wreszcie przemówiła.
- Podejrzewam, że sam zadawałeś sobie to pytanie tysiące razy. Ale powtórzę je: czy to było konieczne? Czy musiałeś nawiązać kontakt ze Scofieldem?
- Tak - odparł cicho.
- Moskwa nie chciała cię wysłuchać?
- Moskwa kazała mnie zlikwidować. Waszyngton polecił zlikwidować Scofielda.
- Dobrze, ale twierdzisz, że ani Moskwa, ani Waszyngton nie wiedzą o istnieniu matarezowców. Pułapka, jaką na was zastawiono, miała uniemożliwić wam kontakt. Mogę to zrozumieć.
- Oficjalne czynniki w Moskwie i Waszyngtonie chodzą z klapkami na oczach. W przeciwnym razie ktoś by się za nami ujął; wezwano by nas, żebyśmy ujawnili, co wiemy. Ale nie; uznano nas za zdrajców i kazano zgładzić, nie dając nam możliwości przedstawienia faktów. To robota matarezowców; posłużyli się swoimi wtyczkami.
- Czyli mają ludzi i w Moskwie, i w Waszyngtonie?
- Oczywiście. Manipulują wszystkimi z ukrycia, jak chcą.
- Z ukrycia, Wasilij? Przecież faceci, z którymi rozmawiałeś w Moskwie...
- To spanikowani starcy - przerwał jej Taleniekow. - Umierający bohaterzy wojenni, zdychające szkapy odstawione na boczny tor, faceci przerażeni wydarzeniami sprzed kilkudziesięciu lat. Nic już nie mogą.
- A ten człowiek, z którym Scofield się spotkał? Ten polityk, Winthrop? Co z nim?
- Sądzę, że nie żyje.
Lodzia cofnęła się od okna i podeszła do Taleniekowa.
- Co dalej zamierzacie? Bo obydwaj znaleźliście się w impasie...