usiadł, nikt nie zwrócił uwagi na powódź kwiatów, w których tonęło mieszkanie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Programy s¹ przypisane do kategorii, dla których tworzone s¹ zasady zapory ogniowej: n Jeœli zapora ogniowa wyœledzi, ¿e program próbuje otworzyæ...
- Ramię w ramię z nieludzkimi przeraźliwymi stworami maszerowała masa nagich postaci ludzkich - ludzi, których dusze Krwawnik schwytał z pomocą niszczącej...
- Aż do wiosny tego roku schemat wyglądał następująco: coraz pospieszniejsze stosunki, po których następowała krótka drzemka (nawiasem mówiąc, ulubiony...
- • skrzynia biegów, dÅ‚uga – ponieważ jest wiele szybkich partii (Å‚uki, czasami proste), na których to wÅ‚aÅ›nie dużą prÄ™dkoÅ›ciÄ… można sporo...
- IdÄ…c wzdÅ‚uż rzÄ™dów tych prowizorycznych łóżek, Harry naliczyÅ‚ osiemnastu pacjentów, z których wielu byÅ‚o niezbyt starannie opatrzoÂnych, a wszyscy...
- — I co dalej? Co zrobiÅ‚eÅ›? — OkazaÅ‚o siÄ™, że muszÄ™ zapÅ‚acić co najmniej paru prawnikom, których mi zaÅ‚atwili...
- W³aœciwoœci biologiczne mog¹ staæ siê prawdziwym ograniczeniem dla JTOZWOJU uspo³ecznienia dopiero wtedy, gdy s¹ to wrodzone czy nabyte defekty samego mózgu, których...
- goÅ‚ymi rÄ™kami orać stepy poroÅ›niÄ™te kÅ‚ujÄ…cÄ… trawÄ… – do spółki z ogromnymi woÅ‚ami, których jedno poruszenie może zabić czÅ‚owieka...
- gronie podobnych do niej nowicjuszy Jedi, których wychowywaniem i szkoleniem Posuwanie się na czworakach z ciężkim plecakiem wymagało mnóstwa energii,...
- Nieraz musiała przystawać po drodze dla otarcia potu z zabrudzonej twarzy i nabrania tchu, zanim doszła do swojego mieszkania, położonego w najbrudniejszej i...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Józef oprowadził Lusię po wszystkich pokojach, opowiadając, pokazując, wyjaśniając.
Roztargnionym wzrokiem wodziła po ścianach i słuchała z bladym uśmiechem jego mowy,
wyglądała jednak tak, jakby nie słyszała ani słowa.
– Nie podoba ci siÄ™ nasz dom – powiedziaÅ‚ ponuro.
– Ale, cóż znowu – zaprzeczyÅ‚a – owszem, bardzo siÄ™ podoba.
– Tak? – bÄ…knÄ…Å‚ z wyraźnym niedowierzaniem w gÅ‚osie.
– Zapewniam ciÄ™ Józku. Tylko widzisz... ja jestem bardzo zmÄ™czona. Przez dwie doby nie
zasnęłam ani na chwilę.
Teraz dopiero spostrzegł, że Lusia jest strasznie blada i że ledwie trzyma się na nogach.
– Boże drogi – żaÅ‚owaÅ‚ – biedactwo, kochanie moje, trzeba natychmiast poÅ‚ożyć siÄ™ do
łóżeczka.
Czym prędzej zakrzątnął się.
– Anielciu! ProszÄ™ pani pomóc rozebrać siÄ™! Czy kÄ…piel już gotowa?
– Tak jest, proszÄ™ pana.
– WiÄ™c idź, kochanie – zwróciÅ‚ siÄ™ do Lusi – gdy już bÄ™dziesz w łóżeczku, ucaÅ‚ujÄ™ twoje
rÄ…czyny na dobranoc.
Sypialnia, duży pokój, podzielona była muślinową zasłoną na dwie części. Józef,
rozbierając się w swojej, słyszał, jak Lusia wyszła z łazienki i nie chcąc krępować jej swoją
obecnością prędko narzucił szlafrok i przeszedł do gabinetu.
Gdy po pięciu minutach doszedł do przekonania, że Lusia jest już w łóżku, ostrożnie
wszedł do sypialni.
– Już w łóżeczku, kochanie? – zapytaÅ‚ półgÅ‚osem i to zupeÅ‚nie niepotrzebnie, gdyż widziaÅ‚
doskonałe, że leży pod kołdrą.
Pochylił się na nią. Równy, spokojny oddech i zamknięte oczy nie pozostawiały żadnych
wątpliwości.
Lusia spała.
Oczywiście o budzeniu jej nie pomyślał ani przez chwilę, byłoby to nieludzkie. A jednak...
gorycz napełniła serce Józefa:
– Oto moja druga noc poÅ›lubna. StajÄ™ siÄ™ doprawdy komicznym małżonkiem.
Wcale nie chciało mu się spać. Z prawdziwą przyjemnością, nie tknąwszy posłania na
swym łóżku, przesiedziałby noc w gabinecie, aż Lusia wstanie i zobaczy, jakie są skutki jej
postępowania...
Z drugiej jednak strony Lusia może się nań obrazić za jego niewyrozumiałość dla jej
144
przemęczenia, za egoizm (ona to gotowa tak nazwać!), który pozwala mu na tego typu
szantaż. Zresztą, jakby to wyglądało wobec służby?
Po długich kalkulacjach wybrał pośredni sposób: położy się na łóżku w szlafroku i oka nie
przymknie. Tak też zrobił. Niestety, już po godzinie ogarnęła go senność i z kolei doszedł do
przekonania, że wszelka komedia jest nonsensem, a przede wszystkim należy się wyspać.
Gdy obudził się, było już po dziesiątej.
Zerwał się na równe nogi i sprawdziwszy, że Lusi w łóżku nie ma, zapukał do drzwi
łazienki. Odpowiedziała mu cisza.
– Psiakrew! – zaklÄ…Å‚– tak zaspać! Pewno już je Å›niadanie.
Okazało się, że ani nawet śniadania nie chciała jeść, tylko bardzo się spieszyła, kazała
sprowadzić taksówkę i pojechała na Wilczą.
– Dlaczego Anielcia mnie nie obudziÅ‚a!? – huknÄ…Å‚ Józef na pokojówkÄ™.
– Bardzo przepraszam, proszÄ™ pana – broniÅ‚a siÄ™ dziewczyna – ale pani nie kazaÅ‚a.
Pytałam, ale pani nie kazała.
Józef był wściekły do południa. Przysięgał sobie, że nawet nie zadzwoni na Wilczą, a
wieczorem pójdzie do knajpy i wróci pijany. Po południu wściekłość przeszła w melancholię:
ani zadzwoni, ani pójdzie do knajpy. Gdy o czwartej Piotr zapytał, czy pani będzie na
obiedzie, a Józef w jego głosie odczuł cień zgorszenia i współczucia, rozczulił się i długo,
siedząc w sypialni, gdzie pachniały perfumy Lusi, ocierał łzy.
Przecież ona zadzwoni, przecież powinna zadzwonić – wmawiaÅ‚ sobie.
Lecz telefon milczał wciąż jak zaklęty. Żeby chociaż ktoś ze znajomych zatelefonował.
Ale nie, powymierali wszyscy, czy co? Nagle uświadomił sobie, że przecie wszyscy są
przekonani, że on teraz odbywa swą podróż poślubną, że oboje z Lusią rozkoszują się
widokami Alp...
– A tymczasem ja siedzÄ™ tu, jak kleks na papierze, i gryzÄ™ siÄ™. A Lusia...
Biedna Lusia, i ona zamiast pięknej podróży musi siedzieć przy chorej, zmęczona... Dzięki
Bogu, że chociaż się wyspała! Może nawet nie ma czasu zatelefonować do niego, do męża...
A on tak się zawziął na to biedactwo. Do knajpy chciał iść!
Rzeczywiście jestem egoistą i to w najgorszym gatunku.
Zerwał się i pojechał na Wilczą.
Na jego spotkanie wybiegła Lusia. Była wesoła i uśmiechnięta.
– JesteÅ› nareszcie! – zawoÅ‚aÅ‚a. – Nie mogÅ‚am siÄ™ doczekać. Jestem bardzo gÅ‚odna.
– CzekaÅ‚aÅ›, kochanie, z obiadem?– spytaÅ‚ wzruszony.
– Tak, naturalnie!