- Miałaś, owszem...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- - Magrat?- Owszem...
- - Co jeśli, Andrea? Dalej, możesz to powiedzieć...
- Myron poczuł, że pokój się kurczy, ściany zbliżają się do siebie...
- W systemie tonalności duur-moll w zakresie'wertykalnej koordynacji współbrzmień układów polifomcznychwatą zastosowanie prawidła harmonii dur-moll(funkcyjnej)...
- Z\FKRERZLĂ]NĂśZSUDFRZQLNDNWĂśU\]DF]\QDVLĂRGRERZLĂ]NXVWRVRZDQLDVLĂGRSROHFHĂąSU]HĂŻRÄRQ\FKGRW\F]ĂF\FKSUD F\LQLHVĂVSU]HF]QH]SU]HSLVDPLSUDZDOXEXPRZĂRSUDFĂDUWł
- Cortegiane lub z francuska courtisane swym źródłosłowem odnoszą się do dworu, bo w ów czas dwór staje się miejscem zdobywania i sprawowania władzy...
- ~ W...
- Czytali, notowali, coś tam szeptali i mamrotali...
- 40 41 zała się panna Hartley...
- Reynevan, choć sercowe perypetie Hackeborna obchodziły go wielekroć mniej od zeszłorocznego śniegu, udawał, że słucha, grzecznie potakiwał, nie warto, w...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Otworzyłaś w moich oczach.
- A skąd ją wzięłam?
- Z torebki. Wyjęłaś przy stole. Zaraz potem przyszła Lilian.
Alicja wytrząsnęła na stół zawartość torby. Papierosów nie było. Zajrzała pod stół, obejrzała biurko, zajrzała do swojego pokoju i do szufladki pod lustrem. Przyglądałam się temu, po czym, tknięta złym przeczuciem, wyciągnęłam własną torbę, a z niej paczkę moich papierosów. Znajdowały się w niej dwie ostatnie sztuki.
- Do której jest otwarty kiosk na dworcu? - spytałam z troską.
- Do dziewiątej. Na nic. Słuchaj, przypomnij sobie, może widziałaś, co ja z nimi zrobiłam? Ty masz papierosy?
- Dwa ostatnie. Mogę ci dać jednego, bo i tak trzeba będzie kupić. Według mojego rozeznania twoje leżały na stole, jak ta słonica pakowała swoje nasionka. Nie chcę rzucać podejrzeń, ale potem już ich nie było.
Alicja wzięta ode mnie przedostatniego papierosa.
- Fu, z nitrem... - mruknęła z obrzydzeniem. - Możesz rzucać, to bardzo możliwe. Lilian jest roztargniona, wepchnęła do torby wszystko, co było na stole, w tym moje papierosy. To już nie pierwszy raz. Potem zauważa, przeprasza i oddaje.
- Nie możesz jej odebrać od razu?
- Nie chce mi sić. Ona mieszka na drugim końcu Aller¸d. Trzeba iúă do automatu. Deszcz pada...
Poświęciłam się, wzięłam parasolkę, włożyłam jej stare gumiaki, wygrzebałyśmy wspólnie cztery korony w odpowiednich monetach i poszłam do najbliższego automatu, znajdującego się koło sklepu, zaraz za skrzyżowaniem. W automacie nie było ani moich looków, ani jej vikingów, kupiłam zatem tylko dziesięć sztuk, jedynych, jakie były, bez filtra.
- Przecież palisz z filtrem! - zdziwiła się Alicja.
- Ale ty wolisz bez filtra. Jestem szlachetna jednostka i zrobiłam ci przyjemność. Nawet nie pada tak bardzo, tylko trochę. Nie napiłabyś się kawy?
- A wiesz, że to bardzo dobra myśl. Może kawa zabije trochę tę kapustę?...
Dopiero przy kawie mogłam z nią spokojnie porozmawiać i rozważyć nowe przypuszczenia. Alicja z uwagą wysłuchała podejrzeń w kwestii tajemniczej organizacji.
- Coraz bardziej mnie ciekawi, kto to jest ten twój - mruknęła. - Co za organizacja, do diabła? Ewa, moim zdaniem, odpada. Roj to idiotyzm, w Anitę nie wierzę. Może jednak naprawdę ktoś z zewnątrz? Czaił się w krzakach...
- I zna twoje wszystkie zwyczaje oraz właściwości fizjologiczne? Ogłaszasz je w prasie? Edek krzyczał, że przyjmujesz takie osoby, nie zapominaj o tym. Narażasz się. To by się nawet zgadzało z organizacją...
- Czekaj - przerwała Alicja. - Zapomniałam ci powiedzieć, że rozmawiałam z panem Muldgaardem. Ten morderca jest niezwykle utalentowany. Nie zostawia żadnych śladów, nic kompletnie. Zdaje się, że właśnie dzięki temu, że niczego nie powtarza więcej niż dwa razy, za trzecim by już wpadł. Poza tym oni uważają, że ma wspólnika z samochodem. Robią powiększenia tych zdjęć spod domu, żeby rozpoznać tego kudłatego, bo to może być ten wspólnik. Będą go pokazywać naszym znajomym. Ale o żadnej organizacji nie było mowy, nic takiego im nie przychodzi do głowy.
- To niech przyjdzie. Ktoś, kto dużo jeździ i nie budzi podejrzeń...
- Jesteś pewna, że to ma sens?
Wyciągnęłam otrzymaną korespondencję i ponownie przeanalizowałam treść mniej prywatną. Wnioski wyszły te same.
- Alicja, ty musisz coś wiedzieć - powiedziałam stanowczo. - Na litość boską, przypomnij sobie, co robiłaś przez ostatnie pięć lat! Może gdzieś byłaś, może kogoś spotkałaś, może widziałaś coś podejrzanego? Gdzie byłaś w ogóle?!
- W Szwajcarii - powiedziała Alicja. - W Wiedniu. W Paryżu, we Florencji, w Monte Carlo, w Amsterdamie, w Sztokholmie. W Norwegii na północy. W Warszawie.
Przyjrzałam jej się z niesmakiem.
- Dużo jeździsz i nie budzisz podejrzeń... Alicja, przyznaj się, może to jednak ty?
- Sama się nad tym zastanawiam. Największym idiotyzmem było zniszczyć sobie samochód. Dobrze jeszcze, że domu nie wysadziłam w powietrze...