40 41 zała się panna Hartley...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Maria była ciekawa, jaki związek ma krew, która wyciekała spomiędzy jej nóg, z byciem panną, lecz matka nie umiała jej tego wyjaśnić...
- Trzecią córką regenta, z którą najtrudniej sobie radził, była panna de Valois; ojciec nie mógł się oprzeć podejrzeniu, że jest ona metresą diuka de...
- Panna Bulstrode nie zwróciła uwagi na tę krytykę...
- - Panna Russell?! - zawołałem...
- 2005 r...
- Przyjmując założenie Floriana Znanieckiego o aktywnej roli wiedzy oraz twierdzenie Michela Foucaulta, iż wiedza jest władzą, żąda się we współczesnej humanistyce od...
- Ale kapłan milczał...
- Kilka tygodni później wojsko Emicha zbliżyło się do granicy węgierskiej...
- Denison zaczął się trząść...
- Jednak potężniejsza od atomowej bomba wodorowa była również tylko zapalnikiem — bomby plazmowej...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Harry odwrócił się i pobiegł do chłopców zbierających kamienie wokół pan-
ny Gower.
* * *
Drugi tydzień sierpnia, wtorkowy wieczór. Gorąco i duszno. „To niesamowi-
te” — pomyślał Hannant, wycierając czoło chusteczką — „jak wieczorem może
być ciepło.” W ciągu dnia wiała słaba bryza, teraz panowała cisza. Żar całego dnia
wypływał ze wszystkich stron. Hannant jeszcze raz przetarł czoło i szyję. Łyknął
chłodnej lemoniady.
Mieszkał niedaleko szkoły, ale nie od strony kopalni. Tam, wśród ponurych szy-
bów, było dla niego zbyt strasznie i ponuro. Dziś wieczorem musiał przejrzeć kilka
książek, zaplanować lekcje na następny dzień. Nie miał na to ochoty, właściwie, na
nic nie miał ochoty. Mógł pójść się gdzieś napić, ale knajpy były jak zwykle pełne
górników w brudnych koszulach i czapkach, huczące od ich gardłowych, szorst-
kich głosów.
Dom Hannanta, jednorodzinny bungalow, znajdował się na terenie małej po-
siadłości. Rozległy cmentarz z kapliczką odgradzał go od szkoły. Starannie utrzy-
mane groby otaczał wysoki mur. Nauczyciel zwykle przechodził tędy rano i wie-
czorem, w drodze do szkoły. Wokół dużego, wspaniałego kasztanowca znajdowa-
ły się przytulne ławeczki. Mógł tam pójść popracować. Czasami chodzący o lasce
staruszek, emerytowany górnik siadał tam, żuł tytoń albo palił fajkę. Miejsce było
ustronne. Daleko od centrum miasteczka, od knajp, od kina, od głównej drogi.
Hannant wziął prysznic, wolno wytarł się do sucha. Włożył na siebie luźne, fla-
nelowe spodnie i koszulę bez kołnierzyka. Zabrał teczkę i z ulgą wyszedł z do-
mu. Przemierzył teren posiadłości, skierował się na cmentarz. Wiewiórki skaka-
ły po konarach drzew, strącając pojedyncze liście. Promienie słońca spływały po
zboczach wzgórz na zachodzie. Mosiężna tarcza, zawieszona nieruchomo, spieszy-
ła się, żeby zmienić dzień w noc. Cudowny — mimo gorąca — wieczór. Hannant
pomyślał smutno, że właśnie marnuje czas. Zastanawiał się, czy to, co robi, ma ja-
kikolwiek sens.
Pomyślał o Harrym. Bardzo chciał znaleźć sposób, by ożywić tego chłopaka,
póki jeszcze nie jest za późno. Czuł, że musi nad nim popracować. Tak jak ogrod-
nik pracuje nad egzotyczną rośliną w oczekiwaniu na pierwsze kwiaty.
Nagle spostrzegł znajomą postać, siedzącą na starej grobowej płycie, w cieniu
drzewa, plecami opartą o pień. „Tak, to Keogh” — pomyślał. Promienie słońca od-
bijające się od okularów przedarły się przez listowie, zdradziły jego obecność. Ssał
końcówkę ołówka, książka leżała otwarta na kolanach. Był zatopiony w myślach,
40
41
głowę odchylił do tyłu.
Hannantowi zrobiło się przykro... poczuł się winny. „Do diabła, nie! Keogh za
bardzo pogrąża się w marzeniach. Pewnego dnia odejdzie i nie będzie potrafił
wrócić!” — myślał z przerażeniem.
Przemknął między grobami, wzdłuż przypadkowych ścieżek do miejsca, gdzie
siedział chłopiec.
— Keogh! Jak leci? — powiedział Hannant, sadowiąc się na nagrobku. Ten za-
kątek cmentarza nie był obcy nauczycielowi matematyki. Spacerował tu wiele,
wiele razy.
Harry wyjął ołówek z ust i uśmiechnął się.
— Cześć! Eee... przepraszam!
— Pytałem — Hannant mówił powoli — jak leci?
— W porządku, proszę pana.
— Nie mów „proszę pana”. To nam nie pomoże. Zostaw to na lekcje. — A co
z zadaniami? O tym myślałem, zadając ci pytanie.
— Zadanie domowe? Zrobione!
— Co? Tutaj?
— Tutaj jest spokój — powiedział Harry.
— Mógłbyś mi pokazać?
— Proszę. — Podał zeszyt. Hannant spojrzał i był podwójnie zdziwiony. Zada-
nie zostało wykonane bez zarzutu. Dwie odpowiedzi, obie poprawne.