Myron poczuł, że pokój się kurczy, ściany zbliżają się do siebie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Każda służba jest wyborem pomiędzy zagarnianiem ku sobie, a darzeniem, dawaniem ze siebie, a więc uczy miłości wedle podobieństwa do miłości Boga, czyli...
- 4|106|Pros Boga o przebaczenie! Zaprawde, Bóg jest przebaczajacy, litosciwy!4|107|I nie prowadz sporu w obronie tych, którzy zdradzaja samych siebie...
- W takiej scenerii sam siebie szarpię i pożeram Dłoń gardło skręca w sznur głowa ma barwę starej krwi Kłamstwa pewien tryumfalne hymny śpiewam...
- jaki sposób w małej zbiorowości lokalnej obrotny przedsiębiorca bogaci się, inwestuje, uzależnia od siebie innych, prowadzi wystawny tryb życia, wchodzi do...
- Ponieważ jestem tylko tym ciałem, już dziś gnijącym w jakimś momencie przyszłości, tym staromodnie piszącym szkieletem, czuję, że to ciało żąda siebie,...
- 78 mieszkający w duŜych aglomeracjach mają koło siebie księgarnie, sklepy, kafejki internetowe, telewizję kablową, duŜy wybór stacji...
- Poczucie dowartościowania siebie (ZP) Przemiana z "brzydkiego kaczątka" w boskiego "łabędzia" może nastąpić tylko wtedy, gdy zaczniesz...
- 24 Mimo obolałości wszystkich członków, nasz rycerz był ożywiony i pewny siebie; i chociaż ciało jego przed chwilą domagało się podniesienia z...
- - Katerine Alruddin uciekła ubiegłej nocy - niemalże wypluła z siebie Tialin, a Verin nie potrafiła powstrzymać głośnego westchnienia...
- otwarcie się horyzontu czasowego w przyszłość, lecz raczej w przeszłość:„Idziemy do przodu oglądając się za siebie" - napisał jeden z...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Wprawdzie nie znaleźliśmy zwłok żadnej z ofiar, ale jesteśmy przekonani, że ten drań je zabija. Porywa je, diabli wiedzą jak, znęca się bez końca nad ich rodzinami i na pewno na tym nie poprzestanie.
– Jak mam to rozumieć? – spytał, cały czas patrząc jej w oczy.
– To nie jest śmieszne.
– Pewnie, że nie. Więc dosyć tych głupich wykrętów.
Nie odpowiedziała.
– Chcę usłyszeć to z pani ust. Sądzi pani, że jestem w to zamieszany? Tak czy nie?
– Nie – odparł za nią Eric Ford.
Kimberly Green opadła na fotel, nie spuszczając oczu z Myrona.
– Usiądźcie, panowie.
Ford szerokim gestem wskazał fotele.
Myron i Win wrócili na poprzednie miejsca.
– Ta powieść istnieje. Tak jak i fragmenty, które splagiatował Stan Gibbs. Przysłano ją anonimowo do naszego biura, a konkretnie, do agentki specjalnej Green. Przyznaję, z początku byliśmy zdezorientowani. No, bo z jednej strony Gibbs wiedział o porwaniach. Z drugiej jednak strony nie wiedział wszystkiego i posłużył się fragmentami przepisanymi ze starej powieści kryminalnej, której nakład został wyczerpany.
– Jest inne wyjaśnienie – rzekł Myron. – Takie, że porywacz przeczytał tę książkę, utożsamił się z jej bohaterem i skopiował jego zbrodnie.
– Braliśmy pod uwagę taką możliwość, ale w nią nie wierzymy – odparł Eric Ford.
– Dlaczego?
– To skomplikowane.
– Ma związek z trygonometrią?
– Panu ciągle w głowie żarty?
– A wam wykręty?
Wicedyrektor FBI zamknął oczy. Green siedziała jak podminowana. Peck wciąż coś notował.
– Naszym zdaniem – rzekł Ford, otwierając oczy – Stan Gibbs nie wymyślił tych zbrodni. On je popełnił.
Na Myrona spadło to jak cios. Spojrzał na Wina. Żadnej reakcji.
– Studiował pan psychologię przestępców, prawda? – zagadnął Ford.
Myron leciutko skinął głową.
– Mamy tu do czynienia z nowym wariantem starego schematu. Podpalacze uwielbiają patrzeć na strażaków gaszących ogień. Bywa, że sami zawiadamiają straż o pożarze. Odgrywają rolę dobrego samarytanina. Mordercy uwielbiają chodzić na pogrzeby swoich ofiar. Nagrywamy pogrzeby na wideo. Z pewnością pan o tym wie.
Myron znowu skinął głową.
– Czasem zabójcy stają się uczestnikami akcji – ciągnął rozgestykulowany Eric Ford, unosząc i opuszczając gruzłowate dłonie jak na konferencji prasowej w za dużej sali. – Twierdzą, że byli świadkami przestępstwa. Wchodzą w rolę niewinnych postronnych gapiów, którzy przypadkiem natknęli się w krzakach na zwłoki. Zna pan zjawisko ćmy przyciąganej przez płomień, co?
– Tak.
– Jaka może być większa pokusa dla dziennikarza, niż być jedynym, który opisze zbrodnię? Wyobraża pan sobie większe szczęście? Być tak oszałamiająco blisko śledztwa? Co za błyskotliwy podstęp! Co za frajda dla psychopaty! Jeżeli popełnia zbrodnie, by zwrócić na siebie uwagę, to w ten sposób podwaja przyjemność. Zwraca na siebie uwagę, po pierwsze, jako seryjny porywacz, po drugie, jako świetny dziennikarz rewelacyjnego artykułu, z szansami na zdobycie nagrody Pulitzera. A do tego dochodzi premia w postaci zdobycia sobie opinii dzielnego obrońcy Pierwszej Poprawki do Konstytucji.
– Błyskotliwa hipoteza – pochwalił Myron, który słuchał go z zapartym tchem.
– Chce pan usłyszeć więcej?
– Tak.
– Dlaczego Gibbs nie odpowiedział na żadne z naszych pytań?
– Sam pan powiedział. Z uwagi na Pierwszą Poprawkę.
– Nie jest prawnikiem ani psychiatrą.
– Ale jest dziennikarzem – odparł Myron.
– Jakim potworem trzeba być, żeby strzec źródeł informacji w takiej sprawie?
– Znam takich wielu.
– Rozmawialiśmy z bliskimi ofiar. Przysięgli, że nie rozmawiali z Gibbsem.
– A jeżeli kłamią, bo tak kazał im porywacz?
– To dlaczego w takim razie Gibbs nie bronił się przed zarzutami o plagiat? Mógł im się przeciwstawić. Mógł nawet dostarczyć jakieś dowody na to, że mówi prawdę. Zamiast tego wybrał milczenie. Dlaczego?
– Dlatego, że sam jest porywaczem? Sądzi pan, że ćma podfrunęła za blisko płomienia i teraz w ciemnościach liże się z ran?
– A ma pan lepsze wyjaśnienie?
Myron nie odpowiedział.
– Do tego dochodzi śmierć jego kochanki, Meliny Garston.
– Tak?
– Proszę się zastanowić. Docisnęliśmy go. Spodziewał się tego lub nie. W każdym razie sąd nie we wszystkim dał mu wiarę. Nie wie pan, co wyszło na rozprawie?
– Nie bardzo.
– To dlatego, że odbyła się przy drzwiach zamkniętych. Sędzia zażądał od Gibbsa dowodu, że kontaktował się z mordercą. I w końcu wydobył z niego, że potwierdzi to Melina Garston.
– I potwierdziła.
– Tak. Oświadczyła, że poznała bohatera artykułu.
– Mimo to nie rozumiem. Skoro potwierdziła zeznanie Gibbsa, po co miałby ją zabijać?
– Na dzień przed śmiercią Melina Garston zadzwoniła do ojca i przyznała mu się, że skłamała.
Myron usiadł prosto, próbując ogarnąć to, co usłyszał.