mek
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Zapukała w kamienną ścianę skały, a skała się otworzyła i dziewczyna stanęła na progu modrej jaskini...
- 298NAUCZYCIEL W OKRESIE WSPÓŁCZESNYCH WYZWAŃ EDUKACYJNYCHkształcenia jako zespół czynności nauczyciela i uczniów...
- karkiem nie zawiśnie, tedy zginiemy wszyscy...
- stabilizacji odpowiedział: na warszawskich straganach można kupić owoce kiwi...
- Tylko jedną poważną obiekcję można wysunąć przeciwko tej teorii i sam ją wysunę, zanim uczyni to ktoś inny...
- Całe towarzystwo ruszyło naprzód...
- — Aha! — rzekł Adiutant...
- Takiego wszyscy bardzo zawsze lubili, bo choć sam nie podpowiadał, umiał jednak zrobić hałas, wywrócić się z ławką, pomagał na wszystkie sposoby...
- Mgławicz zadrżał...
- - Kiwnij głową, jeśli dobrze mnie słyszysz...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Nie żartuj z rzeczy świętych – poważnie odpowiedział tamten. – My należymy do ludzi
wierzących w święte pisma wyryte po egipsku na płytach z kutego złota, objawionych świę-
temu Józefowi Smithowi pod Palmirą18. Idziemy z Nauvoo w stanie Illinois, gdzie wznieśli-
śmy naszą świątynię. Szukamy schronienia przed gwałtownikami i niewierzącymi, nawet
gdybyśmy je mieli znaleźć w samym sercu pustyni.
Nazwa Nauvoo musiała coś powiedzieć Johnowi Ferrier.
– Rozumiem – rzekł. – Jesteście mormonami19.
– Jesteśmy mormonami – chórem potwierdzili młodzieńcy.
– I dokąd idziecie?
– Nie wiemy. Bóg nas prowadzi przez swego proroka. Musicie pójść do niego. On powie,
co z wami zrobić.
Tymczasem zeszli z góry. Otoczył ich tłum pielgrzymów: blade, łagodne kobiety, zdrowe,
roześmiane dzieci, mężczyźni o poważnym spojrzeniu. Na widok małego dziecka i niezmier-
nie wyczerpanego mężczyzny odezwały się okrzyki zdumienia i współczucia. Ale młodzieńcy
eskortujący obcych nie zatrzymali się, tylko szli dalej, a tłum mormonów towarzyszył im aż
do wozu, który wyróżniał się od innych wielkością i ozdobami. Ciągnęło go sześć koni, gdy
pozostałe zaprzężone były w dwa lub co najwyżej w cztery. Obok woźnicy siedział mężczy-
zna może trzydziestoletni, jednakże stanowczy wyraz oblicza zdradzał w nim wodza. Czytał
jakąś księgę w brązowej skórzanej oprawie, którą odłożył na widok zbliżającego się tłumu, i
uważnie wysłuchał sprawozdania z wydarzenia. Potem zwrócił się do wędrowców:
– Możemy was zabrać jedynie jako wyznawców naszej wiary – powiedział uroczyście. –
Nie chcemy wilków w naszym stadzie. Niech lepiej wasze kości zbieleją na pustyni, aniżeli
byście mieli stać się małą plamką zgnilizny, która z czasem obejmie cały owoc. Czy na tych
warunkach pójdziecie z nami?
– Pójdę z wami na każdych warunkach – odrzekł Ferrier z takim zapałem, że starsi, mimo
całej powagi, nie zdołali powstrzymać uśmiechu. Tylko ich wódz zachował uroczystą powa-
gę.
– Weźmiesz go, bracie Stangerson – powiedział. – Nakarmisz go i napoisz. I dziecko też. I
nawrócisz ich na naszą świętą wiarę. Dość już straciliśmy czasu. Naprzód! Naprzód do Syjo-
nu!
– Naprzód do Syjonu! – wykrzyknęli mormoni, a te słowa podawane z ust do ust przebie-
gły wzdłuż karawany i zamarły w oddali. Przy klaskaniu batów, ze skrzypem kół wielkie fur-
gony ruszyły z miejsca i wkrótce ich długi wąż znów zaczął się wić po pustyni. Ten ze star-
szych, którego opiece powierzono zbłąkanych wędrowców, zaprowadził ich do swego wozu,
gdzie czekał już na nich posiłek.
– Zostaniecie tutaj – powiedział. – W kilka dni odzyskacie siły. A tymczasem pamiętajcie,
że od dziś już na zawsze jesteście wyznawcami naszej wiary. Powiedział to Brigham Young,
a przez jego usta Józef Smith przemawiał głosem Boga.
18 Według wierzenia mormonów anioł we wrześniu 1823 r. Miał kazać J. Smithowi kopać na pagórku pod Pal-
mirą w ówczesnym hrabstwie New York. Smith znalazł tam święte tablice ze złota, które anioł zezwolił mu
wydobyć dopiero 22 września 1827 roku.
19 M o r m o n i – członkowie amerykańskiej sekty religijnej, założonej w 1827 r.; nazwa pochodzi od „proroka”
Mormona. Wśród mormonów panowało wielożeństwo zniesione dopiero w 1882 r.
45
IX. Kwiat Utahu
Nie będziemy tu opisywali trudów i znojów, które musieli znieść mormoni w drodze do
celu swej wędrówki. Ciągnąc znad brzegów Missisipi do zachodnich zboczy Gór Skalistych,
walczyli z uporem, jakiego chyba nie zna historia. Z iście anglosaską wytrwałością pokonali
dzikiego człowieka i drapieżne zwierzę, przezwyciężyli głód, pragnienie, wyczerpanie i cho-
roby, słowem, każdą przeszkodę, którą natura postawiła na ich drodze. Jednakże długa wę-
drówka i straszne przeżycia wstrząsnęły nawet najmocniejszymi z nich. Gdy więc ujrzeli w
dole skąpaną w słońcu, szeroką dolinę Utahu i usłyszeli z ust swego wodza, że to jest ta zie-
mia obiecana, której dziewicze obszary na zawsze już pozostaną w ich posiadaniu, padli na
kolana w dziękczynnej modlitwie.
Young niebawem okazał się równie zdolnym administratorem, jak dzielnym wodzem. Na-
kreślono plany i mapy nowego miasta. Naokoło wydzielono farmy różnej wielkości i oddano