karkiem nie zawiśnie, tedy zginiemy wszyscy...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- maczugi i siekiery z krzemienia; jedni rozpalali ogie pod ogromnymkotem, inni gotowali roen, a wszyscy krzyczeli: "Jezuita! Jezuita!pomcimy si i podjemy...
- - A to oznacza, że albo Snaplaunce należy do spisku, albo wszyscy wiedzą, że często pożycza swój prom ważnym gościom...
- bynajmniej jedynie o to, by wszyscy si bali, i bali si w ten sam sposb...
- — Wszyscy będziemy sobie potrzebni, i to już niedługo — odparł tonem prze- powiedni Amerykanin...
- Idąc wzdłuż rzędów tych prowizorycznych łóżek, Harry naliczył osiemnastu pacjentów, z których wielu było niezbyt starannie opatrzonych, a wszyscy...
- Wszyscy przypomnieli sobie starą przepowiednię: kiedy dzikie zwierzęta pić będą z rzeki, zapanuje niesprawiedliwość i szczęście opuści kraj...
- Takiego wszyscy bardzo zawsze lubili, bo choć sam nie podpowiadał, umiał jednak zrobić hałas, wywrócić się z ławką, pomagał na wszystkie sposoby...
- Uciszenie skoro do swojej pełni doszło, i gdy wszyscy się spokojnie na siedzeniach swoich znaleźli, Redaktor w sposób następujący do rzeźbiarza...
- 304 czego posłowie porozumieli się z dowódcami wojsk Cezara i wszyscy wspólnie wysłali do Lucjusza poselstwo z żądaniem, by spór swój z Cezarem...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Na to książę:
– O Połonnem ja wiem, iż się tam siła ludu schroniło, ale jak mnie doniesiono, najwięcej
Rusinów. Zasługa to wasza przed Bogiem, iż zamiast połączyć się z buntem, opór mu dajecie,
przy matce stawając, jednak boję się zdrady jakowej od was, takiej, jak w Niemirowie dozna-
łem.
Na to posłańcy poczęli przysięgać na wszystkie świętości niebieskie, że jako zbawiciela,
tak księcia wyczekują, i myśl zdrady w głowie im nawet nie postała. Jakoż i szczerze mówili.
Krzywonos bowiem obległszy ich w pięćdziesiąt tysięcy ludu, poprzysiągł im zgubę dlatego
właśnie, że będąc Rusinami nie chcieli się z buntem łączyć.
Książę przyrzekł im pomoc, ale ponieważ główne siły jego były w Bystrzyku, musiał więc
na nie czekać. Wysłańcy odeszli z pociechą w sercu, on zaś zwrócił się do wojewody kijow-
skiego i rzekł:
211
– Przebaczcie, wasza mość! Widzę już sam, iż trzeba Krzywonoska zaniechać, aby Krzywo-
nosa dosięgnąć. Młodszy dłużej na powróz może poczekać. Sądzę też, iż mnie nie odstąpicie w tej nowej imprezie.
– Jako żywo! – rzecze wojewoda.
Wnet ozwały się się trąby oznajmiając chorągwiom zagnanym za taborem, by się ściągały
na powrót. Trzeba też było spocząć i dać „oddech” koniom. Wieczorem nadciągnęła cała dy-
wizja z Bystrzyka, a z nią poseł, pan Stachowicz, od wojewody bracławskiego. Pisał pan Ki-
siel do księcia list pełen uwielbienia, że jako drugi Mariusz ojczyznę z ostatniej toni ratuje,
pisał też o radości, jaką przybycie księcia z Zadnieprza we wszystkich sercach wzbudziło,
winszował mu zwycięstw – ale w końcu listu pokazały się przyczyny, dla których był pisany.
Oto pan z Brusiłowa oświadczał, że układy rozpoczęte, że on sam z innymi komisarzami
udaje się do Białocerkwi i ma nadzieję Chmielnickiego powstrzymać i ukontentować. Na ko-
niec prosił księcia, by do czasu układów nie nastawał tak bardzo na Kozaków i o ile można,
kroków wojennych zaprzestał.
Gdyby doniesiono księciu, że całe jego Zadnieprze zniszczone, a wszystkie grody z ziemią
zrównane, nie bolałby tak srodze, jako się nad tym listem rozbolał. Byli przy tym obecni pan
Skrzetuski, pan Baranowski, pan Zaćwilichowski, obaj Tyszkiewiczowie i Kierdeje. Książę
rękoma oczy zakrył, w tył głowę przewrócił, jakoby strzałą w serce trafiony.
– Hańba! hańba! Boże! dajże mnie już polec prędzej, abym na takie rzeczy nie patrzył!
Cisza zapanowała głęboka między obecnymi, a książę mówił dalej:
– Nie chcę ja żyć w tej Rzeczypospolitej, bo dziś wstydzić się za nią przychodzi. Oto czerń
kozacka i chłopska zalała krwią ojczyznę, z pogaństwem się przeciw własnej matce połączyła.
Pobici hetmani, zniesione wojska, zdeptana sława narodu, zgwałcony majestat, popalone ko-
ścioły, wyrżnięci księża, szlachta, pohańbione niewiasty, a na te klęski i na tę hańbę, na której
wspomnienie samo pomarliby nasi przodkowie – czymże odpowiada ta Rzeczpospolita? Oto
ze zdrajcą, z hańbicielem swym, ze sprzymierzeńcem pogan układy rozpoczyna i kontentację
mu obiecuje! O Boże! daj śmierć, powtarzam, bo nie żyć nam na świecie, którzy dyshonor
ojczyzny czujemy i głowy dla niej niesiemy w ofierze.
Wojewoda kijowski milczał, a pan Krzysztof, podsędek bracławski, ozwał się po chwili:
– Pan Kisiel nie stanowi Rzeczypospolitej.
Książę na to:
– Nie mów mnie waszmość o panu Kisielu, bo wiem dobrze, iż ma on całą partię za sobą:
utrafił on w myśl prymasa i kanclerza, i księcia Dominika, i wielu panów, którzy dziś w czasie
interregnum rządy w Rzeczypospolitej sprawują i majestat jej przedstawiają, a raczej hańbią
ją słabością wielkiego narodu niegodną, bo nie układami, ale krwią ten ogień gasić należy, bo
lepiej dla narodu rycerskiego ginąć niż się upodlić i kontempt całego świata dla siebie obu-
dzić.
I znowu książę zakrył rękoma oczy – widok był to zaś tak żałosny tego bólu i żalu, że puł-
kownicy zgoła nie wiedzieli, co czynić ze łzami, które im do oczu nabiegły.
– Mości książę – ośmielił się ozwać Zaćwilichowski – niechże oni szermują językiem, my
mieczem będziem dalej szermowali.
– Zaiste – odpowiedział książę – i na tę myśl rozdziera się serce: co czynić nam dalej przy-
stoi? Oto, mości panowie, słysząc o klęsce ojczyzny przyszliśmy tu przez płonące lasy i nie-
przebyte błota, nie śpiąc, nie jedząc, ostatnich sił dobywając, by tę matkę naszą od zagłady i
hańby ratować. Ręce mdleją nam od pracy, głód skręca kiszki, rany bolą – my zaś na trud nie
baczym, byle nieprzyjaciela pohamować. Mówiono na mnie, żem krzyw, iż mnie regimentar-
stwo minęło. Niechże cały świat sądzi. czy godniejsi ci, co je dostali, a ja Boga i waszmo-
ściów na świadki biorę, że tak jak i wy nie dla nagrody i dostojeństw niosę krew swą w ofie-
rze, ale z czystej ku ojczyźnie miłości. Ale gdy my ostatni dech z piersi wydajemy – cóż nam
212
donoszą? Oto, że panowie w Warszawie, a pan Kisiel w Huszczy kontentację dla tego nie-
przyjaciela obmyślają?14 Hańba! hańba!!!
– Zdrajca Kisiel! – zawołał pan Baranowski.
Na to pan Stachowicz, człowiek poważny i śmiały, wstał i zwracając się ku Baranowskiemu rzekł:
– Przyjacielem panu wojewodzie bracławskiemu będąc i posłując od niego, nie pozwolę,