Całe towarzystwo ruszyło naprzód...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Już ja ją przezpiecznie odeślę albo i sama odwiozę – mówiła mu Baśka – prędzej zaś sama odwiozę, bo raz w życiu chciałabym widzieć całe...
- - Za jakże licznych Żydów, szpicli i donosicieli w służbie carów Historia odnotowała całe „legiony” antypolskich Żydów, szpicli i donosicieli...
- Podczas gdy d'Artagnan pędził po ulicach i pukał do bram, Aramis przyłączył się do dwóch towarzyszy; wróciwszy do domu d'Artagnan zastał przyjaciół w...
- * * * — Wiadomość z obozu Charon, towarzyszu admirale — zameldował porucznik Fraiser i widząc gest Tourville’a, odczytał jej...
- I CZELADNIK A on, wicie, jeszcze jedno, wicie, ma cierpienie, towarzyszu mistrzu: on się kocha w naszym tym perwersyjnym aniołku tylko temu, co ona jest...
- Mattinao powiódł towarzysza przez gaik, w którym pasożytne rośliny zwrotnikowe wiły się koło gałęzi drzew owocowych, ścieżką idącą wzdłuż...
- Wreszcie wczesnym popołudniem któregoś dnia Smuga oznajmił, że wraca jego przyjaciel i mogą mu złożyć wizytę w siedzibie towarzystwa, gdzie pracuje...
- Od samego początku nasza praktyka ruszyła ostro z kopyta, mieliśmy dostatecznie dużo pracy, by jako młodzi lekarze poczuć się zadowoleni, ale i na tyle dużo,...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- Dokładnie w tym samym momencie pociąg silnie zarzucił i Harry rozpaczliwie jął wymachiwać rękoma, kiedy potworna ziejąca w dole czerń ruszyła mu na spotkanie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Rybak prowadził ich po kamiennym molo do zakotwiczonej obok motorówki. Emily Brent zauważyła:
- To jakaś mała łódka.
Właściciel motorówki odrzekł z pewnością siebie:
- To wspaniała łódka, proszę pani. Niech pani tylko mrugnie okiem, a popłyniemy nią do Plymouth.
Sędzia Wargrave ostro przerwał jego wywody:
- Jest nas tutaj parę osób.
- Ach, ona może pomieścić dwa razy tyle, proszę pana.
Philip Lombard rzekł swym miłym głosem:
- Wszystko w porządku. Pogoda wspaniała. Morze spokojne.
Panna Brent wsiadła z wyrazem niepokoju na twarzy. Inni postąpili na nią. Całe towarzystwo było jeszcze skrępowane sobą nawzajem... Każdy czuł się jakby obserwowany przez pozostałych.
Mieli już odbijać od brzegu, gdy dróżką wjechał do wioski samochód. Potężna maszyna była tak piękna w linii, że jej pojawienie się miało wręcz teatralny charakter. Przy kierownicy siedział młody mężczyzna, wiatr zwiewał jego włosy do tyłu.
W blasku zachodzącego słońca nie wyglądał na zwykłego śmiertelnika, ale co najmniej na młodego bożka, bohatera sag Północy.
Nacisnął sygnał i potężny dźwięk potoczył się echem od skał do zatoki.
To był fantastyczny moment. Na tle tej scenerii Anthony Marston wydawał się mieć w sobie coś nadprzyrodzonego. Później wszyscy przypomnieli sobie tę chwilę.
III
Siedząc przy sterze Fred Narracott pomyślał, że to jakaś dziwna historia. Nie tak wyobrażał sobie gości pana Owena. Przypuszczał, że będą bardziej wytworni. Mężczyźni w strojach jachtingowych, kobiety w barwnych sukienkach, wszyscy bogaci i imponujący. Nikt z nich nie przypominał towarzystwa, jakie podejmował Elmer Robson. Drwiący uśmieszek ukazał się na jego wargach, gdy przypomniał sobie gości milionera. To było towarzystwo - a jakie napiwki dostawał!
Ten cały pan Owen musi być jakimś innym rodzajem dżentelmena. Dziwne, ale Fred Narracott nigdy nie widział pana Owena ani jego małżonki. Właściwie nigdy się tu nie zjawiał. Wszystkie polecenia i pieniądze otrzymywał Fred od Morrisa. Instrukcje były zawsze jasne, pieniądze punktualnie płacone, ale wszystko to wydawało się - dziwne. Dzienniki pisały, że z tym panem Owenem wiąże się jakaś tajemnica, i Fred Narracott przyznawał im rację.
Może kryje się za tym panna Gabriela Turl, która kupiła wyspę? Ale oglądając pasażerów można było spokojnie tę teorię odrzucić. To nie ten rodzaj - nikt z nich nie wyglądał na kogoś, kto ma do czynienia z gwiazdą filmową.
Ze złością zaczął ich klasyfikować.
Ta stara panna - to kwaśny gatunek, znał go dobrze. Że była piekielnicą, mógł się założyć. Starszy pan wygląda na wojskowego. Młoda panienka jest ładna, ale pospolita, nic nadzwyczajnego, nie przypomina gwiazdy z Hollywood. A ten rześki, krępy osobnik nie wygląda na dżentelmena. Zapewne jakiś były kupiec. Natomiast drugi, chudy pan przedstawia się już znacznie lepiej, jego bystre spojrzenie o czymś świadczy. Być może ma coś wspólnego z filmem.
Ale właściwie tylko jeden pasażer przedstawiał się zadowalająco. Ten, który przyjechał samochodem. I to jakim! Takiego samochodu Sticklehaven jeszcze nie oglądało. Musi kosztować setki i setki funtów. Ten należał do właściwego rodzaju. Bogaty od urodzenia. Gdyby wszyscy byli w tym typie... byłoby to bardziej zrozumiałe...
Dziwna sprawa, jeśli się nad tym zastanowić... bardzo dziwna.
IV
Łódka płynęła w kierunku wyspy. Wreszcie spoza skał wyłoniła się willa. Południowa strona wyspy wyglądała zupełnie inaczej. Brzeg łagodnie opadał do morza. Dom wychodził frontem na południe, był niski i sprawiał nowoczesne wrażenie dzięki dużym oknom, wpuszczającym wiele światła.
Czarująca willa - willa, która spełniała wszelkie oczekiwania.
Fred zatrzymał motor i skierował łódkę do małej przystani pomiędzy skałami.
- Musi być dość trudno lądować tutaj w czasie niepogody - zauważył ostro Lombard.
Fred Narracott odrzekł obojętnie:
- Gdy wieje południowo-wschodni wiatr, nie ma mowy o przybiciu do wyspy. Czasami jest odcięta na tydzień lub dłużej.
Vera Claythorne pomyślała: Sprawa dostaw musi być ogromnie trudna. To najgorsze. Wszystkie problemy domowe są takie kłopotliwe.