Takiego wszyscy bardzo zawsze lubili, bo choć sam nie podpowiadał, umiał jednak zrobić hałas, wywrócić się z ławką, pomagał na wszystkie sposoby...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- Grobstein Ruth, Wszystko o raku piersi FAKTY, KTÓRE POWINNAÂ ZNAå, I PYTANIA, KTÓRE MO˚ESZ ZADAå 37 • Skoro us∏ysza∏aÊ takà diagnoz´,...
- W przypadku zabjstw pod wpywem silnego wzburzenia, usprawiedliwionego okolicznociami, zabjstwo ma przede wszystkim charakter agresji emocjonalnej -i czsto w...
- Jak stosować zawarty układA naprzód, co się dotyczy tego wszystkiego, co wyżej wspomnianą umowę ma wprowadzić w zastosowanie; umowę zawierającą, jak...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ciało jego siedziało na ławie,
zawsze na ostatniej, a duch – jeśli miał ducha – krążył jak mewa nad rzeką i łowił ryby albo
przełaził przez wysokie parkany do cudzych ogrodów i zrywał jabłka, również cudze.
Społeczność używała takiego do najrozmaitszych prac grubych, nigdy zaś do tak kruchych,
jak podpowiadanie.
Kto nie miał ani swojej specjalności, ani wybitnego talentu, ten dla ogólnego dobra trudził
się, jak Edison, wynalazkami, mającymi ułatwić żywot człowieka poczciwego. Miałem
kolegę, najmilszego chłopca – słowo daję, że dziś jest specjalistą od radio! – który
skonstruował przedziwne, magiczne lusterko i tak je jakoś naświetlał, że położone na nim
77
malutkie, z papieru wycięte litery padały olbrzymim cieniem na ścianę, tuż za katedrą
profesorską. Do dat historycznych szczególnie był to instrument niezrównany! Wiele zresztą
innych oddało ono przysług znamienitych; ponieważ jednak chytrość ludzka odkryje w końcu
najlepiej zamaskowaną baterię, odkryto i to zaczarowane lusterko. Zrozumiał wtedy
zdumiony profesor, dlaczego od pewnego czasu każdy egzaminowany małpolud patrzył jak
zachwycony lub urzeczony, ponad jego głową, w ścianę. Myślał, że to pewnie w pewnym
wieku pomaga na rozbudzenie pamięci.
Skończyło się z biednym lusterkiem, więc zaraz wymyślono coś nowego.
Na którejś lekcji historii znów się zdumiał jej mistrz, że znany jeden wielki tępak recytuje
daty, jak aktorka wiersze, ani się zająknie, tylko patrzy na tablicę. Spojrzał profesor
podejrzliwie na tablicę i widzi tylko znaki algebraiczne, rozmaite pierwiastki, logarytmy,
ułamki, sinusy i cosinusy, a wśród tego, rzecz prosta, parę liczb. Nic dziwnego, bo przedtem
była godzina matematyki i nie starto z tablicy jakiegoś zwariowanego zadania.
Niedługo jednak trwała sztuka, bo i to wreszcie odkryto, że te liczby wplatane w iksy i
ygreki do kwadratu, w sto znaków algebraicznych, to właśnie trudne do zapamiętania daty, a
z porozrzucanych liter wtajemniczony łatwo składał imiona i nazwy miast.
Trzeba było przenieść źródło mądrości gdzie indziej. Wynalazek był śmiały i oparty na
obserwacji Poego ze skradzionym dokumentem, którego szukano wszędzie, tylko nie tam,
gdzie był umieszczony w miejscu najbardziej widocznym. Otóż kartę papieru z całą potrzebną
mądrością przybito na profesorskiej katedrze. Trudna to była sztuka i opłacała się bardzo
długo.
O dziwo! Jak cudownym instynktem obdarzone zwierzęta, klasa przeczuwała wszystko:
były dnie, gdy nie robiono żadnych przygotowań, bo wiadomo było – nie wiadomo jak, skąd,
czemu? – że dziś nikogo nie będą egzaminowali, że dziś pan profesor będzie wykładał. Nie
mogło być pomyłki, zresztą nigdy się nie zdarzyła. Straszni ludzie są – młode małpy!
Z równą bystrością, jak przeczuwano godzinę świętego spokoju, tak samo umiano niemal
precyzyjnie obliczyć i zapowiedzieć z góry, kogo dziś pociągną do odpowiedzialności, ściślej
mówiąc, kto dziś będzie egzaminowany.
– Dziś czterech na literę M i jeden na Z! – mówił znawca, wielki psycholog, wielki badacz
natury ludzkiej i odkrywca jej zmechanizowanych aktów.
Rzadko się omylił! Obserwował długo metodę starego profesora rutynisty, który długie
lata chodził tą samą ścieżką, święcie będąc przekonany, że nikt nie odgadnie, jakimi on ciśnie
się na zwierzynę zygzakami. Wyrywał więc ze swego katalogu dziś trzy nazwiska na A i
jedno na N, jutro dwa na B i jedno na O i tak jakoś metodycznie. Znawca umiał obliczyć, jak
78
astronom, co zrobi chytry profesor, jeśli ma tylko jedno nazwisko na K i osiem na M –
wszystko umiał obliczyć. Zawsze to łatwiej nie być napadniętym znienacka, więc taki
ostrzeżony przez naszego astronoma czynił gorączkowe przygotowania i pisał szybko na
kołnierzyku siedzącego przed nim przyjaciela wszystko, co było potrzebne w skróceniu do
zbudowania potężnego gmachu odpowiedzi. Nie zawsze taki miał kołnierzyk albo jeśli miał,
to w takim stanie, że nie czarnym na białym, lecz białym na czarnym należało pisać; w takich
wypadkach wsuwało mu się kartkę za kołnierzyk, a on tylko przeginał lekko szyję, aby
ułatwić czytanie.
Pisanie formuł algebraicznych czy fizycznych na mankietach było na ogół mało
pożyteczne, bo zbyt widoczne; natomiast mikroskopijne znaki na paznokciach, oznaczające
związki chemiczne, trudne do zapamiętania, były wynalazkiem dobrym, który miał wielkie
wzięcie.
Obok tablicy wisiała zwykle wielka mapa Europy. Gdyby się jej przyjrzeć bliżej, ujrzałby
zdumiony człowiek we Francji mnóstwo dat, w Niemczech bezlik formuł, na Belgii chemię,
na Anglii fizykę; bystre oczy musiały to dojrzeć z odległości dwóch lub trzech kroków, nie
dziw, że były czasem zapłakane. Na samej tablicy, czarno na czarnym, były małe znaki
chemicznym uczynione ołówkiem. Na szybie, naprzeciwko, można było w odpowiednim jej,
starannie wypróbowanym nachyleniu, ujrzeć jakieś kabalistyczne liczby, wilgotną napisane
kredą. Na nosie buta, gdybyś głowę starannie a umiejętnie przechylił, mogłeś wyczytać
rzeczy mądre i zajmujące.
Imponujący jest wysiłek ducha ludzkiego!
Gdyby się był uparł, to nie tylko na suficie byłyby ślady wielkiej nauki, lecz w brodę
profesora byłaby wpięta kartka z datami, a na łysinie byłoby także coś napisane.
I cóż z tego? Bywały takie wygi profesorskie, że nawet geniusz nie mógł im dać rady. Taki
obejrzał wszystko dookoła, tablicę i mapę, mankiety i paznokcie, dłoń i palce, wyrywał ci po
kolei każdą broń, w wielkim trudzie wykutą w piecu ognistym przemyślności ludzkiej, i