- Książę Ineznio! - zawołał...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Œliski Micha³ 184 Œwidrygie³³o ksi¹¿ê 57, 265 Œwidziñska Wanda 322 Œwidziñski Karol 322 Œwierzewski Ludwik 241 Œwiêciccy 138 Œwinka Jan 184 Œwinka Miko³aj 184 Œwirscy 230...
- — No, niech mnie nagÅ‚a krew zaleje! — zawoÅ‚aÅ‚ Tay Tay...
- – Ona! – zawoÅ‚aÅ‚ Ursus...
- WIANO ŒWIÊTEJ KINGI28Zaledwie trzynaœcie lat mia³ ksi¹¿ê Boles³aw, zwany póŸniej Wstydliwym, gdy panowie w jego imieniu rz¹dy sprawuj¹cy, postanowili mu ¿onê...
- - Mężu mój! - zawołała, ale w owej chwili nie patrzyła na króla, tylko na Amasę...
- Następcą swym ustanowił ucznia swego Godarda; ale niemądry książę Światopełk oddał biskupstwo Wichinowi, Niemcowi, który już za życia św...
- - Och, nie zabijaj mnie, panie - zawołał bandyta...
- - Chodźcie, dzieciaki! - zawołał, zwracając się do trójki pociech...
- - Głosujemy! - zawołał Gurt Falkenburg...
- - Panna Russell?! - zawołałem...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Twoja niespodziewana wizyta ucieszy armię. Natychmiast powiadomię marszałka.
Zawrócił wierzchowca ku pobliskiej grupie mężczyzn i kobiet, Holroyd zaś przypomniał sobie, co mu na drodze powiedział książę- że Ptah przypomina wyglądem nie tylko posąg ze świątyni, ale i żywego człowieka zwanego Księciem Ineznio. Dopięto teraz te mgliście zapamiętane słowa zabrzmiały groźnie.
Holroyd wodził po otoczeniu zmrużonymi oczami. Dolina była pełna głosów ludzi i zwierząt. Z wszystkich stron otaczali go żołnierze, a w jego kierunku zmierzał tłum oficerów i kobiet.
Nie było wyjścia, nie pozostało mu nic innego jak trwać w tej fałszywej tożsamości. Gdyby ci ludzie zaakceptowali go jako bieżnia, mógłby poznać dzięki nim szczegóły dotyczące armii, a potem ruszyć na front nushirvański. Poczuł nagle niecierpliwość wywołaną lękiem i gorącym podnieceniem. Szczegóły nowego wcielenia nie były istotne. Pewność, że jego głos nie przypomina głosu Ineznia, nie miała żadnego znaczenia. Był Ptahem, po trzykroć wielkim Ptahem, Ptahem z Gonwonlane.
Zakodował sobie w mózgu swoją nową tożsamość, a potem patrzył z bezwzględną pewnością siebie, jak zbliżają się do niego oficerowie i ich damy, potem przystają, kłaniają się nisko i czekają na oficjalne powitanie.
Holroyd odezwał się twardo:
- Jestem tu, by obejrzeć manewry i niektóre elementy szkolenia. Niech żołnierze ćwiczą dalej.
Powitanie wypadło znakomicie, tyle że była to zasługa Ptaha, nie Holroyda. Nie, nawet nie Ptaha, ściśle mówiąc. To myśl o tożsamości Ptaha, z każdą chwilą cenniejszej, coraz bardziej zintegrowanej, pozwoliła na wygłoszenie tak aroganckiego zdania. Dostrzegł, że w grupie zapanowało odprężenie.
Kobiety były w większości młode i przystojne; przyglądały mu się ze szczerym zainteresowaniem. Kilku oficerów, w tym jeden w średnim wieku, z którego kapelusza sterczało dziesięć białych i pięć czerwonych piór, podeszło bliżej. Ten w kapeluszu miał surowe oblicze.
- Jesteśmy zaszczyceni, panie - rzekł cichym głosem. - Nie przypominasz sobie zapewne naszego spotkania w pałacu, kiedy zostałem ci przedstawiony. Jestem marszałek Nand, dowodzący dziewięć tysięcy czterysta trzydziestym korpusem, który niebawem wyruszy na front nushirvański.
Marszałek mówił dalej, ale Holroyd, pomimo przemożnej chęci, nie był w stanie się skupić. Tożsamość Ptaha zaczęła gasnąć. Jego umysł, jednocześnie oszołomiony i zaabsorbowany, był jak korek tańczący na wzburzonych wodach. Dziewięć tysięcy czterysta trzydziesty korpus armii. Za jego czasów każdy korpus armii liczył z grubsza od czterdziestu do dziewięćdziesięciu tysięcy ludzi. Miał wrażenie, że w tej zielonej, bujnej dolinie widział ich znacznie więcej, ale zakładał, że chodzi o mniejszą liczbę. Czterdzieści tysięcy ludzi w jednym z dziewięciu tysięcy czterystu trzydziestu korpusów oznaczało z grubsza dziewięćdziesiąt cztery miliony razy cztery - prawie czterysta milionów ludzi.
Szok mijał z wolna. Szczerze powiedziawszy, była to skromna armia jak na kraj liczący pięćdziesiąt cztery miliardy mieszkańców. Sam Nushirvan ze swoją pięciomiliardową populacją powinien wysłać na pole walki miliard ludzi. Holroyd odetchnął głęboko. Ogarnęła go radosna fascynacja żołnierza, fascynacja potencjałem militarnym ogromnych, przerażających armii. Można by ich nauczyć, pomyślał, taktyki błyskawicznego ataku przy wykorzystaniu skrierów jako samolotów, a grimbów jako czołgów.
Z każdą minutą ogrom tego niezmierzonego lądu stawał się coraz bardziej oczywisty - a także chęć, by nie dać się zabić i żyć tu, naprawdę żyć. Holroyd-Ptah, boski władca Gonwonlane...
- Jeśli zechcesz udać się tędy, Wasza Wysokość - mówił marszałek - rozkażę podstawowym jednostkom ćwiczyć, byś mógł to zobaczyć. Z trzystu pięćdziesięciu tysięcy oficerów i żołnierzy mojego korpusu...