– Ona! – zawołał Ursus...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- EXT REF1 SELECT lub 1106 EXT REF2 SELECT – na COMM, COMM+AI1 lub COMM*AI1...
- — No, niech mnie nagła krew zaleje! — zawołał Tay Tay...
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- - Mężu mój! - zawołała, ale w owej chwili nie patrzyła na króla, tylko na Amasę...
- znalazł i któż zaręczy, czy ją znajdzie? – Prawda jest! Ale gdy Bóg go przez nasze ręce od Bohuna uwolnił i przez tyle niebezpieczeństw, przez...
- Po prawej, najbliżej ściany hangaru, stały bok w bok nowiutkie Gromy i Błyskawice – nieco mniejsze wozy bojowe przystosowane do przewozu piechoty...
- «Dlaczego więc ośmiela się podejść do kapłana za pierwszym razem, kiedy jest całkiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć się nawet do...
- Polecenie traceroute zwykle jest wykorzystywane w ten sposób, jak polecenie ping – jako parametr należy podać nazwę hosta docelowego...
- - Och, nie zabijaj mnie, panie - zawołał bandyta...
- - Chodźcie, dzieciaki! - zawołał, zwracając się do trójki pociech...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Złota uncja wśród pozieleniałych miedzianych groszy była rzeczywiście jak ta kobieta
wśród tej ciżby.
– Zapłaciła za swoje miejsce całego kwadrupla! – wykrzyknął znowu zachwycony Ursus.
W tej samej chwili wszedł do „Zielonego Pudła” oberżysta, wysunął dłoń przez tylny
otwór wozu i otworzył okienko przebite w murze, o który się „Zielone Pudło” opierało na tej
samej właśnie wysokości, okienko, o którym wspominaliśmy już poprzednio, a przez które
wyjrzeć można było na plac. Imć Nicless w milczeniu skinął na Ursusa. Przepysznie zaprzężona
karoca, za którą stali lokaje w liberii, z pochodniami w ręku, ruszyła właśnie z miejsca
tęgim kłusem.
Ursus z szacunkiem ujął w dwa palce kwadrupla, pokazał go imć Niclessowi i rzekł:
– Bogini.
Po czym wzrok jego wrócił do karocy zawracającej właśnie na zakręcie. Pochodnie lokai
oświeciły złotą koronę o ośmiu kwiatonach.
– Więcej niż bogini. To księżniczka! – zawołał.
Karoca znikła. Ucichł turkot kół.
Ursus przez chwil parę stał jeszcze pogrążony w zachwycie, a w palcach, niczym hostię
podniesioną w monstrancji, trzymał złotego talara.
Położył wreszcie pieniądz na stole i nie odrywając od niego spojrzenia począł rozmawiać o
„tej wielkiej pani”. Oberżysta odpowiadał na jego pytania. Była to księżniczka. Tak. Taki był
jej tytuł. Lecz imię? Nikt nie znał jej imienia. Imć Nicless obejrzał z bliska i karetę z herbami,
i lokai w złotem szamerowanej liberii. Stangret nosił perukę tak wspaniałą, iż mógłbyś sądzić,
że to lord-kanclerz we własnej osobie. Kareta miała kształt wyszukany; w Hiszpanii ekwipaże
takie nazywano „kolasą-grobowcem”. Dach jej przypomina bowiem pokrywę grobowca, a
książęca korona prezentuje się na nim niezwykle wspaniale. Pazik był chłopaczkiem tak
drobnym, że siedział bez trudu na stopniu, przed drzwiczkami karocy. Te wdzięczne stworzenia
nosiły zazwyczaj treny sukien swoich pań; nosiły one również i ich liściki miłosne. A czy
zauważył Ursus pęk piór rajskiego ptaka u czapki pazia? To nie byle co. Bezprawne noszenie
takich piór karane jest grzywną. Imć Nicless przyjrzał się również z bliska i damie. Istna królowa.
Jakże dodaje urody tak ogromne bogactwo! Skóra staje się bardziej biała, spojrzenie
bardziej dumne, szlachetniejszy chód, wdzięk bardziej niedbały. Nic dorównać nie jest w stanie
wyzywającej wytworności rąk, które nie pracują. Imć Nicless rozwodził się szeroko nad tą
wspaniałością białej cery i błękitnych żyłek, nad szyją, ramionami, dłońmi, nad różem, co
podnosił jej urodę, nad kolczykami z pereł, włosami przypudrowanymi złotem, nad mnóstwem
drogocennych kamieni, rubinów, diamentów.
27
– Jaśniej od nich błyszczały jej oczy – szepnął Ursus.
Gwynplaine milczał.
Dea słuchała.
– Lecz wiecie – rzekł oberżysta – co mnie zdumiało najbardziej?
– Co? – zapytał Ursus.
– Widziałem, jak wsiadała do karety.
– Więc co z tego?
– Nie sama wsiadała.
– O!
– Ktoś wsiadł razem z nią.
– Kto?
– Zgadnijcie.
– Król? – zapytał Ursus.
– Przede wszystkim – odrzekł imć Nicless – nie mamy teraz króla. Nie panuje nam król.
Zgadnijcie, kto wsiadł do karety tej księżniczki?
– Jowisz – rzekł Ursus.
A oberżysta tak powiedział:
– Tom-Jim-Jack.
Gwynplaine, milczący do tej pory, odezwał się nagle.
– Tom-Jim-Jack! – zawołał.
Umilkli zdumieni. A wówczas dał się słyszeć cichy szept Dei:
– Gdyby tak można było nie wpuścić tutaj więcej tej kobiety?
28
VIII. OBJAWY ZATRUCIA
„Zjawisko” nie powróciło już nigdy.
Nie pojawiło się więcej na sali teatru, pojawiać się natomiast zaczęło w myślach Gwynplaine'a.
Jego wewnętrzny spokój w pewnej mierze został zakłócony.
Wydawało mu się, że pierwszy raz w życiu ujrzał kobietę.
I zaczął marzyć niebezpiecznie, nieostrożnie. Strzec się należy ogarniającego nas wszechwładnie
rozmarzenia. Marzenie jest zagadkowe i nieuchwytne jak woń. Tym jest ono dla myśli,
czym zapach dla tuberozy. Wydziela się nieraz z jadowitej idei, a przenika wszędzie jak
dym. I marzeniem, i zapachem kwiatów można się otruć. Samobójstwo takie jest upajające,
piękne i żałosne.
Samobójstwem duszy są niedobre myśli. Oto jej otrucie. Marzenie nęci, tumani, łudzi,
oplata i w końcu robi sobie z ciebie swojego wspólnika. Oszukujesz swoje własne sumienie z
nim po społu. Oczarowuje cię. A później cię demoralizuje. O marzeniu to samo rzec można,
co i o grze. Z początku jesteś ofiarą oszusta, później sam się oszustem stajesz.
Gwynplaine zaczął marzyć.
Nigdy jeszcze nie widział Kobiety.