- Mężu mój! - zawołała, ale w owej chwili nie patrzyła na króla, tylko na Amasę...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Czy to ojczyzna moze byc kiedyniekiedy, byc i nie byc na przemian? Ojczyzna moze byc tylko kraj stanowiacy nieprzerwalnie teren historyczny narodu, i to teren centralny...
- Najczęściej wolno ci tylko kopiować pliki z serwera, ale często możesz także kopiować własne pliki na serwer do specjalnie w tym celu utworzonego katalogu...
- Przez chwilę wahała się - to, co chciała zrobić, nie było zakazane przez zwyczaj, ale mógł dokonać tego tylko ktoś bardzo poruszony, w sytuacji, która go...
- się krew we mnie rozgrzeje, zapomnę, żeś kobietą i piękną! Zaprawdę, mogę ujrzeć tylko szpiega, co tym dla mnie wstrętniejszy, że jego panem Rzymianin!...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- Mimo to na ich widok czterej Neimoidianie nie tylko nie opuścili posterunku przed drzwiami apartamentu wicekróla, ale opuścili broń w geście ostrzeżenia...
- tylko jeden, podczas gdy żydowscy komuniści dostarczyli, jakże licznych zbrodniarzy, wcale nie mniejszych pod względem rozmiarów zbrodniczości od...
- I CZELADNIK A on, wicie, jeszcze jedno, wicie, ma cierpienie, towarzyszu mistrzu: on się kocha w naszym tym perwersyjnym aniołku tylko temu, co ona jest...
- jaki zwiedzać będzie Paryż, gdy z jednej strony Sekwany zostaną tylko szczątki z Tuileriów, brama Saint-Denis, Magdalena, pałac Inwalidów etc...
- Pieniądze to tylko symbolPieniądz to symboliczny środek wymiany...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ona patrzy na mnie, pomyślał z przerażeniem. Ona jest całym pięknem Besary, siłą Kafr Kamei, otchłanią Ekdippy, słowem wszystkim, co kochałem i co zostawiłem. Nie chcę znów pragnąć tego wszystkiego.
- Na Boga, co ty wyrabiasz, kobieto?! - zawołał niecierpliwie król.
Wówczas królowa wyciągnęła ramiona do siedzącego na tronie mężczyzny, zabełkotała w męce i zaskoczeniu, a potem zadygotała jak drewniany płot na wietrze.
- Co to jest? - spytało szeptem tysiąc osób. - Co się dzieje z królową?
Ta cofnęła się o krok.
Na podłodze leżało niemowlę, małe, szare, nagie, pomarszczone i zachlapane krwią. Była to dziewczynka. Miała szeroko otwarte oczy. Usiadła i rozejrzała się wokoło, wzięła w rączki łożysko i przegryzła pępowinę.
Motyle zaroiły się wokół niej i Amasa zrozumiał, co powinien zrobić.
- Musisz zabić to dziecko tak, jak złamałeś tamtego motyla -powiedziały w jego myślach. - To my jesteśmy Hierusalem. Zbudowano nas dla tego właśnie objawienia, dla powitania tego dziecka i zabicia go zaraz po narodzinach. To dlatego znalazłyśmy ciebie, najświętszego męża na świecie, po to cię tutaj przyprowadziłyśmy, gdyż tylko ty masz taką moc.
Nie mogę zabić dziecka, pomyślał Amasa. A może nie pomyślał, gdyż nie wypowiedział tego słowami, lecz dreszczem odrazy, oporem w najtajniejszym zakamarku swej jaźni.
- To nie jest dziecko - odparło bezgłośnie miasto. Czy myślisz, że smoki poddały się tylko dlatego, iż ukradliśmy im ich drzewa? Smoki po prostu zmieniły się tak, by się dopasować do nowych partnerów i znów chcą rządzić światem. - Tymi słowy ponaglały go elektroniczne bramki i bieguny miasta. Amasa tysiąc razy postanowił być mu posłusznym, zrobić tuzin kroków do przodu, wziąć dziecko w ramiona i uśmiercić je. I wielokrotnie usłyszał własny krzyk: nie mogę zabić dziecka! A temu niememu wołaniu odpowiedział jego własny szept:
-Nie.
- Dlaczego stoję pośrodku Niebiańskiej Sali? -zapytał sam siebie. - Dlaczego królowa patrzy na mnie z przerażeniem w oczach? Czy mnie rozpoznała? Tak, rozpoznała i boi się mnie, ponieważ zamierzam zabić jej dziecko. Ponieważ nie mogę go zabić.
Kiedy Amasa wahał się, targany sprzecznymi uczuciami, szara dziewczynka spojrzała na króla.
- Tato - powiedziała, a potem wstała i coraz pewniejszym krokiem ruszyła w stronę tronu. Zręcznymi palcami złapała się za ucho.
- Teraz. Teraz - powiedziały bezdźwięcznie motyle.
- Tak - odparł w myśli Amasa. - Nie.
- Moja córka! - zawołał król. - Nareszcie mam następczynię tronu! Oto odpowiedź na moją Inwokację przed zakończeniem modłów. I takie inteligentne dziecko!
Król wstał z tronu, wziął dziewczynkę na ręce i podrzucił ją wysoko w powietrze. Dziewczynka roześmiała się i wpadła w jego objęcia. Zachwycony monarcha ponownie ją podrzucił, lecz tym razem nie spadła. Zawisła nad głową króla i wszyscy jęknęli z zaskoczenia. Później utkwiła wzrok w swojej matce, w olbrzymim cielsku, z którego została wyrzucona, i splunęła. Ślina zalśniła w powietrzu jak diament, przeleciała przez salę i uderzyła królową w pierś, po czym zaskwierczała. Motyle nagle poczerniały w powietrzu, skurczyły się i upadły na podłogę z niesłychanie cichymi stuknięciami, które usłyszał tylko Amasa. Wszystkie bramki zamknęły się w jego umyśle i znów stał się sobą; ale było już za późno. Dziecko w pełni władało swymi mocami, odpowiednia chwila minęła i nikt i nic już
nie ocali królowej.
- Zabijcie tego potwora! - krzyknął król.
Lecz słowa te jeszcze nie przebrzmiały, kiedy dziewczynka na-siusiała na władcę Hierusalem z góry. Monarcha rozgorzał płomieniem i nikt już nie wątpił, kto teraz rządzi w pałacu. Szary cień przybył z opuszczonych komnat.
Dziewczynka spojrzała na Amasę i powiedziała z uśmiechem:
- Przyprowadziłam cię tutaj, ponieważ byłeś najświętszy.
Amasa próbował uciec z miasta, nie znał jednak drogi. Minął jakiegoś pątnika klęczącego przy źródle, które wypływało z dziewiczego kamienia, i zapytał:
- Jak mogę opuścić Hierusalem?
- Nikt go nie opuszcza - odrzekł pielgrzym z zaskoczeniem.
Kiedy Amasa ruszył dalej, zobaczył, że pątnik nadal myje rączki jakiegoś niemowlęcia. Amasa próbował kierować się wedle gwiazdozbiorów, ale bez względu na to, w którą stronę pobiegł, wszystkie drogi i dróżki prowadziły do jednej, większej, a ta kończyła się bramą. W bramie zaś czekała na niego szaroskóra jak ołów dziewczynka. Nie, nie była już dzieckiem, lecz kobietą: miała duże, kształtne piersi. Uśmiechnęła się do Amasy, wzięła go w ramiona i nie pozwoliła mu odejść.
- Jestem Dalmanuthą - szepnęła - a ty idziesz moją drogą. Jestem Acrasia i nauczę cię radości.
Zaprowadziła go do pewnej komnaty w pałacu i nauczyła męki rozkoszy. Za każdym razem, gdy z nim kopulowała, zachodziła w ciążę i dziecko rodziło się po kilku godzinach. Amasa widział, jak każde z nich dorasta, jak wychodzi do miasta i przywiera do jakiegoś człowieka, mężczyzny, kobiety lub dziecka.
- Tam, gdzie zginął jeden las, na jego miejsce wyrośnie drugi -szepnęła doń Dalmanuthą.
Amasa daremnie szukał motyli.
- Zginęły, wszystkie zginęły - wyjaśniła mu Acrasia. - Były ucieleśnieniem wiedzy zaczerpniętej od moich przodków, ale to nie wystarczyło, bo nie miałeś serca zabić smoczycy, która była piękna niczym człowiecza niewiasta.