- Głosujemy! - zawołał Gurt Falkenburg...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — No, niech mnie nagła krew zaleje! — zawołał Tay Tay...
- – Ona! – zawołał Ursus...
- - Mężu mój! - zawołała, ale w owej chwili nie patrzyła na króla, tylko na Amasę...
- - Och, nie zabijaj mnie, panie - zawołał bandyta...
- - Chodźcie, dzieciaki! - zawołał, zwracając się do trójki pociech...
- - Książę Ineznio! - zawołał...
- - Panna Russell?! - zawołałem...
- Odwiedził ją dzisiaj z wielu powodów...
- mi
- cigliwo[ 6
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Propozycja Francois Lyończyka została przyjęta jednomyślnie.
- Powiadomię was o wynikach - zapewnił.
- Napijmy się, zasłużyliśmy na to - ogłosił Curt Falkenburg.
Dieter Klause odetchnął z ulgą ocierając pot z czoła. Symultaniczne tłumaczenie zupełnie go wyczerpało.
ROZDZIAł V
Piątek, 5 kwietnia 1974
Wayne Sandborg rzucił okiem na zegar elektryczny, jedyną ozdobę ściany. Godzina 15.12. W ciągu półtorej godziny rozpocznie się masowy wyjazd na weekend. Dla wszystkich nowojorczyków, tylko nie dla niego.
Jest przygwożdżony przez operację “Gwinea”. Trzeba przyznać, że przyjmuje ona dobry obrót, Posunął już swoją królową na szachownicy.
Teraz my dwaj, Barto Scalisio!
Złapał kartkę z biurka i przeczytał raz jeszcze tekst z nagłówkiem “Drug Enforcement Administration”.
Był to raport przysłany z Paryża przez przedstawiciela tej instytucji w stolicy Francji. A raport mówił jasno: we Francji dzieją się dziwne rzeczy.
Ciekawe. Jak coś się rusza we Francji, wstrząsy odczuwa się w Stanach Zjednoczonych. W pewnych kołach w każdym razie. Czy ma to coś wspólnego ze sprawą, którą on się zajmuje? Okaże się.
Samolot do Waszyngtonu startował z lotniska Kennedy o 18.50. Miał jeszcze sporo czasu, żeby przestudiować dokumenty i odkryć ślad wskazujący na związek między operacją “Gwinea” a aferami francuskimi.
Następnie musi jechać na lotnisko Kennedy i oddać raport wielkiemu bossowi. A ten, jak w każdy piątek, zda sprawę w Waszyngtonie. Zagłębił się w dokumentach, ale nie odkrył nic, co by go mogło naprowadzić na ślad. Trochę zniechęcony obrócił się w fotelu i zagłębił wzrok w interkomie.
Miał robotę na cały weekend, na sobotę i niedzielę. Ale wieczory? A zwłaszcza dzisiejszy wieczór? Wolne. Więc...
Nagle podjął decyzję. Nacisnął guzik interkomu.
- Kate?
- Tak, słucham?
- Co robisz podczas weekendu?
W melodyjnym glosie słyszało się wahanie.
- Leczę mój reumatyzm.
- W twoim wieku?
- Dla reumatyzmu nie ma lat.
- Znam dobre lekarstwo na reumatyzm.
- Jakie?
- Tłuszcz tygrysi.
- Co takiego?
- Tłuszcz tygrysi.
- Tłuszcz... tygrysa?
- Właśnie tak, moja droga.
- To skuteczne?
- Jak woda na płonącą zapałkę.
- Ale gdzie można znaleźć to lekarstwo?
- U mnie.
- No, no...
- Przywiozłem sporo funtów z Sumatry. To jedyne miejsce na świecie, gdzie można zdobyć tłuszcz tygrysa.
- To się połyka?
- Oszalałaś, moja droga? Trzeba się tym nacierać. Istnieje specjalna technika. Trzy miesiące spędziłem u tubylców na Sumatrze, żeby stać się ekspertem w tej materii. Chcesz spróbować?
- Czemu nie?
- Dziś wieczór o dziewiątej w barze hotelu Americana?
Nowy Jork, 6 kwietnia
Mój drogi!
Próbowałam przekonać dyrektora agencji, że nieodzowny jest mój powtórny wyjazd do Paryża dla ostatecznego ustalenia trasy turystycznej, którą organizowałam, kiedy ciebie poznałam. Nie udało mi się jednak uzyskać jego zgody. Jestem mu potrzebna na wyjazd do Rio. Tak więc na razie nici z Paryża. Oczywiście, to się odłoży na później. Nie przejmuj się. Na pewno jak nie teraz, to później uda mi się wskoczyć do samolotu do Paryża, żeby się schronić w twoich ramionach. Bądź spokojny, ten dzień nadejdzie. Może nawet wcześniej niż myślisz.
Byłam wczoraj w ZOO (w małym, tym w Central Park, nie w tym w Bronx. Mówiłam ci, że się urodziłam pół mili od ZOO w Bronx?). Przeczytałam w gazecie, że lwica urodziła dwoje dzieci, dwa lwiątka. Czarujące. Zawsze mnie fascynowały dzikie zwierzęta, a zwłaszcza drapieżniki. Ale drapieżnik najbardziej przeze mnie uwielbiany jest w Paryżu. Tak daleko ode mnie.
Wybacz, że tak naprędce odwaliłam ten list, ale mam pilne spotkanie z Cathryn i już jestem strasznie spóźniona.
Wkrótce napiszę obszerniej.
Kocham cię!
Brenda
Patrick Baudouin złożył list i wsunął do koperty. Wstał i spojrzał na kalendarz. Jedna data była podkreślona czerwonym ołówkiem: 13 lutego, kiedy Brenda opuściła Paryż. Nie widział jej od tamtego czasu.