— No, niech mnie nagÅ‚a krew zaleje! — zawoÅ‚aÅ‚ Tay Tay...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- choćbyÅ› i mnie miaÅ‚ waszmość tak pochlastać, zawszeć winszujÄ™, winszujÄ™! – Et, dalibyÅ›cie sobie waszmoÅ›ciowie pokój; bo w rzeczy nie macie siÄ™...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- o mnie ex re mojego stanowiska w sprawie reformy rolnej, ¿e jestem jakz³odziej, co chce wyj¹æ z cudzej kieszeni zegarek i daæ go komuœ innemu...
- - Bo dla mnie, to samotność, taka prawdziwa, transcendentna samotność, to jest na sam koniec orgazmu...
- Nic zatem dziwnego, że w konsultowanym przeze mnie przypadku niczym nie zagrożony, dobrze odżywiony pies na początku nie protestował, kiedy mu zabierano miskę...
- Obrzuciła mnie ponurym spojrzeniem, obracając moje słowa w myślach, pró- bując odkryć zniewagę albo podstęp...
- - Aresztujesz mnie i braci Savage za to, że chcemy wejść to parku i szukać naszejkrewnej? Decydujesz się na awanturę ze spokojnymi obywatelami?Jimmy...
- Zapewniano mnie, iż nie wszystkie laski mają jednakową moc; siła ich jest proporcjonalna dopredyspozycji użytkownika i zależna od celów, do jakich ma być...
- 17 ─ Gdyby to zależało ode mnie ─ mówił Aleksander do Caulaincourta ─ miałbyś pan moje słowo, nim byś pan wyszedł z tego gabinetu; gdyż,...
- Mêdrcy przeklêci!Czy¿ nie umiem rozró¿niæ marzeñ od pamiêci?Chyba mnie wmówi¹, ¿e moje wiêzienieJest tylko wspomnienie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
— Nic takiego nie robiÅ‚em, tylkom tu staÅ‚, a te dziewuchy przylatujÄ… i gadajÄ… mi “wstydziÅ‚byÅ› siÄ™"! Nie zrobiÅ‚em nic a nic, czego bym miaÅ‚ siÄ™ wstydzić. Co was napadÅ‚o, Gryzeldo i Rozamundo?
Powoli odszedł z Willem w kierunku domu. Nieopodal studni przystanął i obejrzał się:
— Co ja, na imiÄ™ boskie, zrobiÅ‚em zÅ‚ego?
— Kobity nie lubiÄ…, jak chÅ‚op patrzy, kiedy któraÅ› to dostaje — stwierdziÅ‚ Will. — Dlatego narobiÅ‚y tyle krzyku, że ojciec tam byÅ‚. ChciaÅ‚y tylko, żebyÅ›my sobie poszli.
— No, niech to psy zjedzÄ… — powiedziaÅ‚ Tay Tay. — WiÄ™c tam siÄ™ takie rzeczy wyprawiajÄ…! Do gÅ‚owy by mi nie przyszÅ‚o, Willu. OÅ›wiadczam ci, że by nie przyszÅ‚o. Ot, myÅ›laÅ‚em, że tylko sobie tak leżą i pieszczÄ… siÄ™. To jest Å›wiÄ™ta prawda. Nic a nic nie mogÅ‚em dojrzeć w tym marnym Å›wietle.
Rozdział 10
Od wschodu słońca pracowali w nowym wykopie, a o jedenastej upał aż parzył. Buck i Shaw niewiele mieli do powiedzenia Willowi. Nigdy nie mogli zgodzić się z sobą i nawet perspektywa, że lada chwila wygarną całą łopatę żółtych bryłek kruszcu, nie zdołała ich zbliżyć. Gdyby to zależało od Bucka, przede wszystkim nie posłano by w ogóle po Willa. Tak czy owak, całe wykopane złoto pójdzie do kieszeni ich dwóch, a jakby Will próbował je zabrać, będą się bili do upadłego, zanim mu dadzą coś ruszyć.
Will oparł się na łopacie i patrzał, jak Shaw wykopuje glinę. Uśmiechał się lekko, ale ani Buck, ani Shaw nie zwracali na niego najmniejszej uwagi. Robili swoje, jakby go tu nie było.
— Mnie siÄ™ zdaje, chÅ‚opaki, że powinniÅ›cie mieć tyle rozumu, żeby nie dać siÄ™ ojcu zapÄ™dzać do kopania tych wielkich dziur w ziemi. Wydusza z was ciężkÄ… robotÄ™, a nie kosztuje go to ani centa. Dlaczego nie weźmiecie siÄ™ do jakiejÅ› porzÄ…dnej pracy, żeby coÅ› zarobić, jak przyjdzie sobota? Chyba nie chcecie przez caÅ‚e życie być parobkami na wsi, co? Powiedzcie mu, żeby sam wygrzebywaÅ‚ wÅ‚asny piach, i idźcie sobie.
— Ty idź do cholery, baweÅ‚niany Å‚bie — odparÅ‚ Shaw.
Will skręcił papierosa i patrzał, jak kopią, zlani potem. Nie miał za złe, że ludzie z jego świata nazywali go bawełnianym łbem, ale nie mógł tego ścierpieć od Bucka i Shawa. Wiedzieli, że jest to najszybszy i najskuteczniejszy sposób uciszenia go z miejsca albo doprowadzenia do szału.
Buck wyjrzał przez krawędź dołu, czy nie ma gdzie ojca. Wolał go mieć do pomocy na wypadek, gdyby wyniknęła bójka. Tay Tay zawsze brał ich stronę podczas sprzeczek z Willem i teraz zrobiłby to samo.
Ale ojca nigdzie nie było widać. Siedział na nowiźnie i razem z dwoma Murzynami okopywał bawełnę. Tego roku późno ją sadził; byli tak zajęci szukaniem złota, że nie znaleźli na to czasu przed czerwcem i Tay Tay chciał teraz nadrobić, ile tylko się da, aby w miarę możności wyrosła i dojrzała, bo musiał dostać trochę pieniędzy około pierwszego września. Wyczerpał już cały kredyt w sklepach w Marion, a nie mógł uzyskać pożyczki z banku. Nie miał pojęcia, co pocznie jesienią i zimą, jeżeli bawełna nie wzejdzie albo jeśli ją zniszczą robaki. Oprócz własnych domowników i obu rodzin murzyńskich, trzeba było jeszcze wyżywić dwa muły.
— W tej ziemi jest tyle zÅ‚ota, co brudu za paznokciami — powiedziaÅ‚ drwiÄ…co Will. — Dlaczego nie pojedziecie do Atlanty albo Augusty, albo gdzie indziej i nie zabawicie siÄ™ porzÄ…dnie? PrÄ™dzej by mnie szlag trafiÅ‚, niżbym zostaÅ‚ na caÅ‚e życie parobkiem tylko dlatego, że Tay Tay Walden chce, żeby za niego kopać.
— A idźże do cholery, ty baweÅ‚niany Å‚bie z Doliny!
Will popatrzał na Bucka i zastanowił się chwilę, czyby go nie trzasnąć.
— Masz jakieÅ› ostatnie polecenie dla rodziny? — zapytaÅ‚ wreszcie.
— Jeżeli chcesz siÄ™ pobawić, toÅ› dobrze trafiÅ‚ — odparÅ‚ Shaw.
Will oburącz odrzucił łopatę i podniósł bryłę zaschniętej gliny. Podbiegł ku nim parę kroków, przesuwając językiem zgasły papieros w kącik ust.
— Nie przyjechaÅ‚em tutaj, żeby z wami zadzierać, chÅ‚opaki, ale jak już szukacie awantury, toÅ›cie w porÄ™ zaczÄ™li szczekać.
— TyÅ› nigdy nic innego nie robiÅ‚ — odparÅ‚ Shaw, Å›ciskajÄ…c w obu rÄ™kach trzonek Å‚opaty. — Tylko szczekaÅ‚ i szczekaÅ‚.
Gdyby doszło do bójki, Will chciał rozprawić się z Buckiem. Nie miał żadnej pretensji do Shawa, ale Shaw zawsze stawał po stronie brata. Will nie lubił Bucka. Nie lubił go od pierwszej chwili. Nie czuł do niego nienawiści, ale Buck był mężem Gryzeldy i przez to wchodził mu w drogę. Już kilkakrotnie brali się za łby nie tylko o Gryzeldę, ale i z innych powodów i pewnie jeszcze nieraz miało się to powtórzyć. Dopóki Gryzelda była żoną Bucka i żyła z nim, Will miał ochotę bić go przy każdej sposobności.
— Rzuć tÄ™ grudÄ™ — rozkazaÅ‚ Buck.
— Chodź tu i zabierz — odparÅ‚ Will.
Buck cofnął się i szepnął coś Shawowi. Will postąpił naprzód i z całej mocy cisnął bryłą gliny w chwili, gdy Buck biegł ku niemu z podniesioną łopatą. Trzonek grzmotnął Willa w ramię i łopata poleciała na ziemię. Bryła chybiła Bucka, ale wyrżnęła Shawa prosto w żołądek. Zwinął się z bólu, upadł i zaczął cicho stękać.
Kiedy Buck, obejrzawszy się, zobaczył skręconego Shawa, pomyślał, że Will uszkodził go poważnie. Podbiegł, znowu zamachnął się łopatą i z całej siły rąbnął Willa w czoło.
Cios ogłuszył Willa, ale go nie powalił. Utrzymał się na nogach, rozwścieczony jeszcze bardziej, i rzucił się na Bucka, zanim ten zdążył powtórnie podnieść łopatę.